Krzysztof Łoziński: Sprawa (nie tylko) Narożniaka85 min czytania

()

Zaskoczenie

8 czerwca 1982 roku jak zwykle przyszedłem rano do pracy w modelatorni Teatru Wielkiego. Niemal natychmiast otrzymałem informację (nie pamiętam już skąd) o tym, że Janek Narożniak został odbity przez podziemie. Pamiętam, że w pierwszej chwili kompletnie zbaraniałem. Jak, kto, jakim cudem? Byłem przekonany, że to jedna z moich grup wyskoczyła przed szereg i wykonała akcję bez mojego polecenia. Do głowy mi nie przyszło, że zrobił to zupełnie kto inny (Adam Borowski i Jerzy Bogumił z MRKS). Znacznie później dowiedziałem się, jak to było, ale do dziś nie wszystko w tej sprawie wiem.

Adam Borowski wpadł na pomysł odbicia Janka Narożniaka niezależnie ode mnie i na pewno później ode mnie, bo zaledwie na kilka dni przed akcją (nasze przygotowania trwały dwa tygodnie). Zwrócił się o informacje prawdopodobnie do tego samego źródła, co ja, czyli do lekarzy z Banacha. Otrzymał cały przygotowany dla nas pakiet informacji, łącznie z tymi, które zdobył Bogdan (musiały one przejść do niego jakąś okrężną drogą przez środowisko Zbyszka Bujaka). Nie jest dla mnie jasne do dziś i nie wiem, czy kiedykolwiek zostanie wyjaśnione, w jaki sposób MRKS zdobył pomysł przeprowadzenia akcji tak zwanym „trzecim sposobem”. Nie mogę wykluczyć, że dysponując tym samym pakietem danych, po prostu to samo wymyślili. Wysoce prawdopodobne, że ci sami ludzie, którzy przygotowywali zaplecze akcji na polecenie Marka Hołuszki, w pewnym momencie zaczęli pracować dla Adama, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że to już kto inny z nimi współpracuje. Z całą pewnością Adam Borowski i Jerzy Bogumił nie wiedzieli, że dostają jak w pigułce gotowe rozpoznanie zrobione już przez kogo innego i byli przekonani, że sami zbierają informacje. Z całą pewnością nikt nie zlecił Adamowi mojej akcji (co przez pewien czas podejrzewałem). Te fakty ustaliłem, gdy kilka lat później rozmawiałem z Adamem. W każdym razie akcja odbyła się dokładnie tak, jak ją przygotowałem, choć nie mogę wykluczyć, że niektóre rozwiązania MRKS opracował niezależnie, myśląc tymi samymi torami, co my. Kilka osób z MRKS-u, z którymi rozmawiałem po latach, nadal uważa, że całą akcję przygotowało samodzielnie. No cóż, tak powstają zagadki historii.

Dziś wiem jeszcze, że była trzecia inicjatywa uwolnienia Narożnika. Jej autorem był drugi lekarz z Banacha, dr Jerzy Siwiec. Już po kilku dniach współpracował on z Adamem Borowskim i Zbigniewem Romaszewskim i te dwie inicjatywy połączyły się w jedną.

Z całą pewnością też lekarz, Andrzej Sankowski, „nasz człowiek” na Banacha, nie wiedział, że w pierwszym etapie przygotowań współpracował z kim innym, a w ostatnim, z kim innym. Przecież „Barnaba” (Wroniszewski) nie mówił mu, dla kogo zbiera informacje. Mnie z kolei Marek Hołuszko nie mówił, kto ma Janka przewieźć i dokąd. To już nie miało mnie obchodzić, a w konspiracji nie zadaje się zbędnych pytań. Jednego jestem pewien, gdyby nie nasza wielodniowa praca, Adam i Jerzy nie przeprowadziliby rozpoznania tak szybko. Wiem, ile pracy to wymagało. Zresztą, gdyby nie zwlekanie z decyzją ze strony Zbyszka Bujaka, to my byśmy zrobili tę akcję pierwsi, bo byliśmy całkowicie gotowi od dobrych paru dni. Ale to nie sport, ani licytacja zasług. Ważne, że jako całość – Solidarność w podziemiu – przeprowadziliśmy akcję. Reszta nie ma znaczenia.

Jak przebiegła akcja? Jest niestety kilka nie do końca spójnych wersji co do szczegółów. Prosiłem Adama Borowskiego, by to opisał, ale do dziś tego nie zrobił. Muszę więc opierać się na tym, co wiem. Adam Borowski zadzwonił z budki telefonicznej na oddział, na którym leżał Janek Narożniak i powiedział, że dzwoni z bloku operacyjnego i „prosimy pana Narożniaka na zabieg”. Nikogo to nie dziwiło, bo Jankowi codziennie na bloku operacyjnym zmieniano opatrunki. Dwaj sanitariusze wzięli Janka na wózek i zawieźli na blok operacyjny. Milicjanci podążyli za nimi, ale na salę operacyjną nie weszli, tylko zostali pod drzwiami. Drzwi otworzył lekarz, Andrzej Sankowski. Adam Borowski i Jerzy Bogumił byli już w środku (według innej wersji, byli na sali pooperacyjnej od godz. 8.30). Po zabiegu wzięli wózek z Jankiem i wyszli innymi drzwiami, tak że milicjanci ich nie zauważyli. Zjechali windą do podziemia i korytarzem przez prosektorium zawieźli Janka do wyjścia przez mały budynek, gdzie czekał samochód, Nysa lub żuk, wcale nie z pogotowia. Zawieźli go do przygotowanego lokalu, w którym ukrywał się aż do amnestii. Milicjanci czekali pod drzwiami ponad godzinę, zaczym zorientowali się, że zostali wykiwani. Adam i Jerzy wykonali więc akcję dokładnie w ten sam sposób, w jaki ja zamierzałem to zrobić. Muszę stwierdzić, że zrobili to perfekcyjnie i należy im się za to najwyższe uznanie.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

14 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  2. jotbe_x 24.01.2015
  3. Agnieszka Kurek 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  4. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  5. Woziwoda 25.01.2015
  6. Krzysztof Łoziński 25.01.2015
  7. Piotr Topiński 26.01.2015
  8. Woziwoda 26.01.2015
  9. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
  10. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 28.01.2015