Krzysztof Łoziński: Sprawa (nie tylko) Narożniaka85 min czytania

()

Oj biedne ZOMO, biedne…

ZOMO-wcy pilnujący Narożniaka nie mieli w szpitalu łatwego życia. W raportach do swych przełożonych skarżą się, a to, że pielęgniarki nie chciały dać im kompotu, a to, że dały im kawę z tabletkami nasennymi. Życie utrudniają im nawet salowe myjąc pod nimi podłogę wyjątkowo cuchnącymi środkami dezynfekującymi. Po pewnym czasie milicjanci uznają swe miejsce w szeregu i zaczynają wykonywać polecenia lekarzy, którzy do pewnych pomieszczeń ich nie wpuszczają, a ich pytania i żądania ignorują.

Naczelnik Wydziału III KS MO skarży się w raporcie do MSW: „W dniu dzisiejszym, ok. godz. 9.00, do separatki, której drzwi są stale otwarte, by umożliwić pilnującym obserwację wszystkiego, co dzieje się wewnątrz, weszła NN kobieta w białym fartuchu, podająca się za pielęgniarkę. Spytana przez dowódcę grupy funkcjonariuszy ZOMO o tożsamość, pospiesznie oddaliła się, nie udzielając odpowiedzi. Ze spostrzeżeń milicjantów wynika, że lekarze wizytujący Narożniaka nie przestrzegają nakazu trzymania drzwi stale otwartych i usiłują je zamykać.”

Wreszcie 7 czerwca SB postanawia coś zrobić. Jak czytamy w meldunku operacyjnym Naczelnika Wydziału III KS MO: „W dniu 7 bm. podjęta została decyzja o przewiezieniu Jana Narożnika […] do szpitala więziennego przy ul. Rakowieckiej. Przewiezienie to uzależnione było przez wydział śledczy od informacji o stanie zdrowia internowanego, której udzielić miał prof. Bruno Szczygieł kierownik Kliniki Chirurgii A.M. Podczas gdy oczekiwano na informację Wydział III KS MO poinformowany został telefonicznie przez jednego z funkcjonariuszy wyznaczonych do strzeżenia Narożniaka, że około godziny 10.00 został on zabrany na salę operacyjną. […] Gdy do godziny 12.00 Narożniaka nie przewieziono z powrotem do jego pokoju (nr 330) nawiązaliśmy kontakt telefoniczny z zastępcą dyrektora szpitala Różańskim Piotrem, który stwierdził, że po dokonaniu sprawdzenia upewnił się, iż Narożniak jest już po zabiegu i przebywa w sali nr 330. […] Ponieważ informacja ta sprzeczna była z tym co twierdzili funkcjonariusze ZOMO […] ponownie przeprowadzono rozmowę z dyr. Różańskim, który przyznał, że osobiście nie sprawdzał, a oparł się wyłącznie na informacjach uzyskanych od personelu.”

W tym czasie, gdy ZOMO-wcy meldują, a ich przełożeni dzwonią do dyrektora i pytają uprzejmie, czy Narożniak w szpitalu jest, czy go nie ma, Janek Narożniak jest już dawno, od dwóch godzin, na ul. Staffa w mieszkaniu Małgorzaty Jastrzębowskiej.

Około godziny 13.00 „W związku z przedłużającą się nieobecnością Narożniaka, funkcjonariusze operacyjni Wydziału III podjęli osobiście czynności wyjaśniające”. Jak to wyglądało, opisał po latach na podstawie relacji świadków Rafał Geremek („Życie, 11-12 grudnia 1999): „Kolejny fałszywy alarm – myśleli funkcjonariusze i ospale zaczęli go szukać. – Zniknął – szepnął szef kliniki. Po czym rzucił się na ziemie i zaglądał pod łóżka. – Nie ma go! – krzyczał przerażony funkcjonariusz wymachujący kałasznikowem. Cały budynek został otoczony przez milicję i SB. Przeszukano szpital. W podziemiach znaleziono porzucony wózek i dwie pary szpitalnych ubrań. Na oddział wkroczyła prokurator Bardonowa. Nie pasował na nią żaden fartuch (z powodu wielkiej tuszy), dławiła się z wściekłości. W końcu opasano ją białym prześcieradłem, by mogła wejść na teren szpitalny. Jedna z pielęgniarek zaczęła chichotać. – Wyprowadzić! – wrzasnęła Bardonowa. Zaczęła krzyczeć, że odbędzie się zbiorowe przesłuchanie, które wykaże wszystkich sprawców, wiec lepiej żeby przyznali się od razu.”

Z meldunku operacyjnego: „Funkcjonariusz ZOMO z III KO szer. Jachnia stwierdził, iż około godziny 10.40 widział ze swego stanowiska, znajdującego się przy drugim wejściu do bloku operacyjnego dwóch młodych mężczyzn w fartuchach lekarskich transportujących Narożniaka w głąb bloku operacyjnego. Jak później ustalono, w miejscu gdzie zniknęli oni z pola widzenia funkcjonariusza – znajdowało się wyjście ewakuacyjne […] oraz drzwi do windy.” Jak wynika z innych dokumentów, funkcjonariusze nic nie zrobili, bo na blok operacyjny nie wpuściła ich… pielęgniarka, Barbara Jagiełło.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

14 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  2. jotbe_x 24.01.2015
  3. Agnieszka Kurek 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  4. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  5. Woziwoda 25.01.2015
  6. Krzysztof Łoziński 25.01.2015
  7. Piotr Topiński 26.01.2015
  8. Woziwoda 26.01.2015
  9. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
  10. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 28.01.2015