Krzysztof Łoziński: Sprawa (nie tylko) Narożniaka85 min czytania

()

List

To była pierwsza jesień po strajkowym zwycięstwie Solidarności, listopad 1980 roku. Żyliśmy wtedy wszyscy w jakiejś niezwykłej gorączce. W siedzibie regionu Mazowsze, na ulicy Szpitalnej panował potworny młyn, przewalały się tłumy, każdy chciał coś robić, nikogo nie pytano o funkcję. Pamiętam taki obrazek, że na stole w powszechnie dostępnym pomieszczeniu leżała wielka foliowa torba z pieniędzmi, której nikt nie pilnował. Ludzie dobrowolnie wrzucali do niej pieniądze dla Solidarności. Polacy po latach niewoli po prostu zachłystywali się wolnością, choć komuniści nadal rządzili, za miedzą stała potężna Armia Czerwona, obowiązywała ciągle cenzura, a SB-cja tylko trochę wycofała się do kąta. Ja wówczas byłem przewodniczącym Komisji Zakładowej Solidarności w Teatrze Wielkim, no i udzielałem się w Regionie.

19 listopada przyszedł do mnie mój zastępca z komisji zakładowej, Wojtek Tomaszczuk. Przyniósł dokument – list prokuratora generalnego Lucjana Czubińskiego do prokuratorów wojewódzkich z 30 października. To była istna bomba. Nadruk „Tajne”, a w treści Czubiński zaleca „do umiejętnego stosowania w pracy politycznej i zawodowej” takie metody postępowania z działaczami opozycji, jak inwigilacja, zakładanie teczek, gromadzenie, a nawet fabrykowanie, materiałów do przyszłych procesów, zatrzymywanie na 48 godzin, a po zwolnieniu zatrzymywanie w kolejnej komendzie, a potem w kolejnej i tak dalej. Zrozumiałem, że trzymam w ręku polityczny dynamit. Tylko skąd Wojtek, teatralny kasjer, ma takie rewelacje?

— Bronek Sapeła pokazuje to wszystkim, chwali się, że ma więcej takich dokumentów – odparł Wojtek.

Bronek Sapeła był w teatrze stolarzem, jego syn Piotr pracował w powielarni Prokuratury Generalnej. Tajne dokumenty, które powielał, wynosił do domu, a jego ojciec podkradał mu je i chwalił się kolegom, jakiego to on ma ważnego syna. To był cały PRL. Państwo policyjne jak cholera a tajne dokumenty prokuratora generalnego pokazuje kolegom teatralny stolarz. Żyliśmy w wielkim kabarecie. Bronek i jego syn chyba w ogóle nie zdawali sobie sprawy z tego, z jakimi siłami igrają. Komuniści z dużo mniejszych spraw robili już afery szpiegowskie i przywalali potężne wyroki. Później, już w stanie wojennym siedziałem w celi z „młodocianym szpiegiem”, chłopakiem, który będąc na przepustce z wojska wszedł do konsulatu USA w Poznaniu. Tylko wszedł i nic więcej. Dostał 9 lat za „szpiegostwo”. Gdyby Piotra Sapełę złapano na wynoszeniu tajnego dokumentu, a Bronka – na pokazaniu go „Solidarności”… Za szpiegostwo groziło wówczas „od lat 5, do kary śmierci włącznie”.

Wybłagałem od Wojtka wypożyczenie dokumentu na godzinę. Pognałem do siedziby regionu, na Szpitalną. Miałem pecha, prawie nikogo z zarządu nie było. Spotkałem tylko Zbyszka Janasa i pokazałem mu dokument, ale musiałem ten dokument oddać z powrotem. Nie wiem, czemu żaden z nas nie wpadł wówczas na pomysł, by to od razu skopiować.

Oddałem dokument. Czułem niedosyt. Co z tego, że ja i Janas to widzieliśmy? Ustne świadectwo nie miało wartości bez dokumentu. Wiedziałem już, że ten dokument znajduje się w powielarni prokuratury, tylko jak go stamtąd wydostać? Dopomógł mi przypadek.

W 1980 roku na wykonanie kserokopii w jednym z nielicznych punktów usługowych trzeba było mieć zgodę z cenzury. Dlatego kopiowało się różne rzeczy w państwowych instytucjach „na fuchę”. Oczywiście, do tego trzeba było mieć „dojście”. I tu miałem szczęście. Moim „dojściem” był pewien pracownik Prokuratury Generalnej (znajduje się ona 100 metrów od Teatru Wielkiego). Do dziś nie wiem, jak się nazywał. Od początku istnienia Solidarności powielałem u niego „na fuchę” materiały komisji zakładowej. Pieniądz, jak widać, nie ma poglądów politycznych. Mawiało się nawet, że kumoterstwo i korupcja to ostatnie ludzkie uczucia socjalizmu. A swoją drogą, to znów kabaret. Opozycjonista powiela materiały wywrotowe na lewo w Prokuraturze Generalnej.

Następnego dnia, 20 listopada 1981 roku, zadzwoniłem do „mojego człowieka” i umówiłem się z nim w Telimenie. Wziąłem jakieś mało ważne papiery do powielenia. Chodziło mi o dostanie się do powielarni prokuratury. „Mój człowiek” wprowadził mnie do budynku metodą „ten pan ze mną”. To był ściśle strzeżony budynek. Było biuro przepustek i wartownicy. Ale, jak to w PRL-u, nic nie działało tak, jak powinno. Pracownicy prokuratury wprowadzali często różnych ludzi metodą „ten pan ze mną”, bez przepustki. „Mój człowiek” wprowadził mnie do powielarni i poszedł. Zostałem sam z drukarzem i kombinuję, jak tu odnaleźć ten dokument i zwędzić. I znów miałem szczęście. Drukarz wyszedł na chwilę do telefonu. Ta chwila mi wystarczyła. Znalazłem cały stosik egzemplarzy listu. Zwinąłem jeden do teczki. Po chwili przez nikogo nie sprawdzany wyszedłem. Wartownik jeszcze pamiętał, że przed chwilą wchodziłem z pracownikiem prokuratury i nie żądał przepustki. To się teraz tak łatwo pisze, ale to był najtrudniejszy moment całej akcji. Pozazdrościć Sapełom tej błogiej nieświadomości. Ja w przeciwieństwie do nich dobrze wiedziałem, co mi groziło, gdybym został złapany na zwędzeniu tajnego dokumentu.

Z informacji ustalonych później, już w wolnej Polsce, przez prokuratora IPN wiem, że ten „mój człowiek” musiał być co najmniej prokuratorem w Prokuraturze Generalnej, bo nikomu innemu takie wprowadzanie kogoś z zewnątrz metodą „ten pan ze mną” by nie przeszło. Ale kto to był? Do dziś nie wiadomo.

Teraz do Regionu, na Szpitalną. Znowu nie ma nikogo z zarządu, ale widzę Janka Narożniaka. Znamy się z gór i ze współpracy z KOR-em. Wiem, że Jankowi mogę zaufać. Pokazuję mu dokument. Obaj postanawiamy natychmiast go skopiować. A tu pech: dziewczyna od kserografu poszła na obiad i zabrała ze sobą klucze. Janek przez chwilę próbuje dostać się do tego pokoju po gzymsie przez okno, ale nie udaje mu się i wraca. Po chwili postanawia powielić dokument na mieście. Ponoć ma pewne, bezpieczne miejsce. Wrócił po jakiejś pół godzinie. Miał dziesięć kopii i oddał mi oryginał.

Teraz czekała mnie druga ryzykowna część akcji – podrzucenie dokumentu z powrotem. Wróciłem do teatru. „Mój człowiek” po chwili zadzwonił, że druki, które dałem do powielenia, są do odbioru. Musiałem coś wymyślić, by wejść ponownie do powielarni. W innym przypadku facet przyniósłby mi druki do Telimeny. Powiedziałem, że mam jeszcze jakiś interes do drukarza. Ponownie weszliśmy do powielarni metodą „ten pan ze mną”. Odebrałem swoje druki i myślę, jak to podrzucić, by nikt nie widział. I znów miałem trochę szczęścia. Drukarz i mój facet pochylili się nad jakąś publikacją i coś uzgadniali. Wyciągnąłem list Czubińskiego z teczki i podrzuciłem gdziekolwiek. Po chwili podszedł do mnie drukarz i pyta, co jeszcze chciałem. Udałem zakłopotanie, że owszem chciałem, ale zapomniałem tę robotę ze sobą zabrać, podrzucę następnym razem, bo to nic pilnego. W tym momencie zauważył położony przeze mnie list Czubińskiego i mówi:

— Kto to do cholery tu położył? – i do siebie – Nigdy się matoły nie nauczą porządku!

Po czym wziął list i położył na miejsce.

Ponownie przekraczam portiernię, a strażnik do mnie:

— Można zobaczyć, co pan ma w teczce?

Oczywiście szanowny strażniku. Teraz to już sobie możesz oglądać moją teczkę nawet pod światło. Udało się. Idę do teatru i dochodzę do wniosku, że sytuacja jest znakomita. Nawet gdyby się kapnęli, mój facet, drukarz lub strażnik, to żaden z nich nie może się do tego przyznać. Jeden wprowadzał faceta z „Solidarności” bez przepustki, drugi robił fuchy, a trzeci wpuszczał kogoś bez kontroli. Wszyscy muszą więc milczeć.

Chcę tu bardzo wyraźnie podkreślić: to ja, a nie Jan Narożniak, wydostałem i ujawniłem ten dokument. Pewną rolę odegrał tu świadomie Wojciech Tomaszczuk i całkowicie nieświadomie Bronisław i Piotr Sapeła. Ci ostatni owszem dokument podkradali, ale nie po to by go ujawniać „Solidarności”, i kompletnie nie rozumiejąc jego znaczenia. Rola Jana Narożniaka ograniczała się do wykonania 10 kserokopii, a Piotra Sapały była wręcz żadna.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

14 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  2. jotbe_x 24.01.2015
  3. Agnieszka Kurek 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  4. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  5. Woziwoda 25.01.2015
  6. Krzysztof Łoziński 25.01.2015
  7. Piotr Topiński 26.01.2015
  8. Woziwoda 26.01.2015
  9. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
  10. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 28.01.2015