
Pięćdziesiąt lat temu 10 grudnia 1968 roku tragicznie zmarł urodzony w 1915 roku Thomas Merton. Dla powojennego pokolenia Amerykanów był ważnym punktem odniesienia. Dość wcześnie, bo już w latach 60-tych zaczął być tłumaczony również na język polski.
Z jego twórczością zetknąłem się w latach 70-tych. Poniższy tekst to podstawa wykładu jaki wygłosiłem na sesji poświęconej Mertonowi w miejscowości Górki Wielkie koło Bielska-Białej. Dzięki grupce entuzjastów przeżyłem dwa intensywne dni duchowego namysłu nad życiem i twórczością tego trapisty i nad tym, co z tego pozostało do dzisiaj.
Zacznę od książki Nowe ziarna kontemplacji, która przypomina Thomasa Mertona – mistrza modlitwy, a więc najgłębszy wymiar jego pisarskiej twórczości. Książka składa się z 39 krótkich rozdziałów stanowiących eseistyczne miniaturki, z których każda może być przedmiotem osobnego namysłu. Znajdujemy w nich to wszystko, co przyczyniło się do legendy, jaką obrosła twórczość i życie amerykańskiego trapisty i być może pozwoli go odkryć nowemu pokoleniu czytelników nazbyt już zmęczonych wykorzystywaniem religii do celów zgoła niereligijnych.
Jest w niej sporo o tytułowej kontemplacji, która nie zawsze ma charakter standardowej modlitwy, o pochwale samotności i milczenia, o znaczeniu ciała dla życia duchowego. Ale też znaleźć można dużą dawkę krytyki teologii moralnej i duchowego narcyzmu, który ma niewiele wspólnego z chrześcijaństwem. Jest też mowa o prawdziwym znaczeniu posłuszeństwa i pokory, o znaczeniu tajemnicy wcielenia Jezusa Chrystusa.
Jednak nie jest to książka przeznaczona li tylko dla zakonników oddających się samotnemu poszukiwaniu Boga. Nawet jeśli to zabrzmi banalnie i pretensjonalnie, to trzeba powiedzieć, że jest to książka dla każdego. A być może przede wszystkim dla tych, których zmęczyły spory wierzących z niewierzącymi, w których każda ze stron stara się wykazać głupotę oponenta. Thomas Merton nie jest zainteresowany sporem, ale stara się stanąć ponad nim i szukać stojących za poszczególnymi postawami głębszych racji. Zdaje się wskazywać na to, co jest nam wszystkim wspólne – bezradność wobec Tajemnicy Istnienia.
Wystarczy przywołać taki oto opis tytułowej kontemplacji: „Kontemplacja zawsze znajduje się poza zasięgiem naszej wiedzy, poza naszym światłem, poza systemami, poza wyjaśnieniami, poza dyskursem, poza dialogiem, poza naszą jaźnią”[1]. A więc poza tym wszystkim, co stanowi o istocie naszych ludzkich sporów. Co więc proponuje Merton? Ni mniej, ni więcej , używając pojęć Fryderyka Nietschego, tylko przewartościowanie wszystkich uznanych przez nas wartości, albo odwołując się do języka Ewangelii, trzeba umrzeć, by się na nowo narodzić: „Aby wejść do królestwa kontemplacji, trzeba, w pewnym sensie, umrzeć: lecz ta śmierć jest w istocie wejściem do życia wyższego. To śmierć na rzecz życia – śmierć, która pozostawia za sobą to wszystko, co jest nam znane lub dla nas cenne jako życie, myśl, doświadczenie, radość, istnienie”[2].
Trudno ukryć, to wysoka poprzeczka. A jednak każdy, kto spróbował wejść w tę logikę, wie, że innej drogi nie ma. Mówiąc dokładniej, owszem, inne drogi istnieją, ale w porównaniu z tą nakreśloną wyżej, prowadzą do iluzji i kłamstwa.

W całej historii polskiego Kościoła nie ma ani jednej osoby , która by potrafiła zrobić ze mną to , co potrafi choćby jeden dowolny wiersz Mertona , a co dopiero całe książki …
Przeczytałem z zainteresowaniem i zdumiałem się…
Synkretyzm religijny połączy wszystkich muszących wierzyć w coś tam?
A co z nadchodzącą epoką SI ?
Maszyny stworzą sobie boga czy będą kontynuować to, co ludzie wymyślili?
Mnie żaden bóg nie obdarował łaską wiary, powinienem mieć kompleksy?
Ma Pan problem…..
Tak Merton jest jedyny w swoim rodzaju, zbliża ludzi daje do myślenia, a na pewno by się zdziwił gdyby usłyszał, że można kogoś do czegoś zmuszać a synkretyzm to przeciwieństwo – „muszących wierzyć w coś tam”. To wolność, a nawet dowolność wyboru!
Trudno być mnichem? Oczywiście…
Osobiście cenię wszystkie bractwa.. najbardziej te małe.
Warto przeczytać.
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/sam_na_sam.html
Pozdrawiam
ps.
Rozmowny trapista?
>>Trapiści — odłam Cystersów powstały w 1664 roku. Zakon ściśle kontemplacyjny, jego reguła uważana jest za najsurowszą w Kościele katolickim — izolacja od świata, milczenie, modlitwa, posty oraz praca fizyczna. Klasztory znajdują się głównie we Francji i Włoszech. Od 1988 istnieje żeński odłam zakonu — Trapistki.<<