Pisząc 29 stycznia 1962 roku o wrażeniach z lektury Nowego człowieka, Szachter dzieli się z Mertonem własnym zaskoczeniem – nie dostrzegł w nich wymiaru chrystologicznego, który jest tam mocno zaznaczony. Uświadomili mu to dopiero jego studenci, którym polecił lekturę książki Mertona.
Przywołam obszerniejszy fragment z tego listu, bo wydaje mi się znaczący, gdyż wskazuje na „uwodzącą siłę” prozy trapisty, która pozwala niekiedy zapominać o jego tradycyjnej, a nawet konserwatywnej teologii niewątpliwie dominującej w tekstach z lat 50. i wczesnych lat 60. (Nowy człowiek po raz pierwszy został opublikowany w roku 1961). Pisał w liście Schachter: „Podobał mi się cały Nowy człowiek i podczas lektury zostałem wciągnięty w bardzo dziwny, prawie nieświadomy proces. Widzisz, wszystkie chrystologiczne odniesienia zostały prawie bezwiednie przełożone w swoje chasydzkie odpowiedniki, tak że nie jestem tak naprawdę świadom ich chrześcijańskich korzeni”[21]. Dalej pisze o tym, jak jego studenci byli zdumieni takim sposobem czytania książki Mertona.
W innym liście, z 13 lutego 1964 roku, Schachter pisze o tym, jak dla niego Jezus przedstawiony na kartach Ewangelii w ogóle nie stanowi żadnego problemu, gdyż Ewangelie są w gruncie rzeczy bardzo zbliżone do żydowskich midraszy. Zresztą podobnie listy (z Nowego Testamentu), po głębszej refleksji, również aż tak bardzo nie odbiegają od wewnątrz żydowskich dyskusji, gdzie polemiki z prawomocnym charakterem prawa są żywe.
Natomiast prawdziwym i w gruncie rzeczy jedynym problemem jest stosunek do męki (Jezusa) i jej charakter odkupieńczy. Nie jest to miejsce, by wnikać w szczegóły tego sporu, jednak perspektywy, jakie otwiera, są w istocie oszałamiające i tak naprawdę dotykają samego sedna różnicy między judaizmem, który nie uznaje mesjańskiej i odkupieńczej misji Jezusa i jego śmierci, a chrześcijaństwem, które właśnie z tego uczyniło podstawę własnej religii.

W całej historii polskiego Kościoła nie ma ani jednej osoby , która by potrafiła zrobić ze mną to , co potrafi choćby jeden dowolny wiersz Mertona , a co dopiero całe książki …
Przeczytałem z zainteresowaniem i zdumiałem się…
Synkretyzm religijny połączy wszystkich muszących wierzyć w coś tam?
A co z nadchodzącą epoką SI ?
Maszyny stworzą sobie boga czy będą kontynuować to, co ludzie wymyślili?
Mnie żaden bóg nie obdarował łaską wiary, powinienem mieć kompleksy?
Ma Pan problem…..
Tak Merton jest jedyny w swoim rodzaju, zbliża ludzi daje do myślenia, a na pewno by się zdziwił gdyby usłyszał, że można kogoś do czegoś zmuszać a synkretyzm to przeciwieństwo – „muszących wierzyć w coś tam”. To wolność, a nawet dowolność wyboru!
Trudno być mnichem? Oczywiście…
Osobiście cenię wszystkie bractwa.. najbardziej te małe.
Warto przeczytać.
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/sam_na_sam.html
Pozdrawiam
ps.
Rozmowny trapista?
>>Trapiści — odłam Cystersów powstały w 1664 roku. Zakon ściśle kontemplacyjny, jego reguła uważana jest za najsurowszą w Kościele katolickim — izolacja od świata, milczenie, modlitwa, posty oraz praca fizyczna. Klasztory znajdują się głównie we Francji i Włoszech. Od 1988 istnieje żeński odłam zakonu — Trapistki.<<