Inny charakter miał kontakt Thomasa Mertona z rabinem Abrahamem J. Heschlem, szczególnie w okresie zaangażowania tego drugiego w opracowanie soborowej deklaracji na temat stosunku Kościoła katolickiego do innych religii, a zwłaszcza do judaizmu. Ta sprawa została dokładnie opisana w drugim tomie biografii Heschela pióra Edwarda Kaplana[15], więc tutaj odwołam się tylko do kilku listów. Owszem, jest w nich mowa o soborowym dokumencie, ale nie tylko i nie jest to najważniejszy temat ich korespondencji. Na przykład 26 stycznia 1963 roku Merton dziękuje za otrzymaną książkę Prorocy, którą uznaje za najlepsze z dotychczasowych dzieł Heschela.
Jego komentarz brzmi następująco: „Prezentowany przez pana rodzaj refleksji wydaje mi się najbardziej znaczący i duchowo owocny. W gruncie rzeczy nie studiujemy proroków tylko objawione przez nich słowo Boga”[16]. Po odwiedzinach Heschela w opactwie Gethsemani 13 lipca 1964 roku, w czasie których omawiali wspomniane zaangażowanie rabina w opracowanie soborowego dokumentu nad stosunkiem Kościoła do judaizmu i Żydów, Merton w liście z 27 lipca wspomina o liście napisanym do kardynała Bea, ale również o wrażeniu, jakie wywarły na nim dwie książki Heschela i podkreśla, jak bardzo są mu one bliskie: „Pańskie książki i publikacje szybko do mnie dotarły.
W tej chwili czytam Pańska jest ziemia i Szabat. Dostrzegam, że Pańskie przejęcie się uświęceniem czasu jest bardzo zbliżone do niektórych moich idei zawartych w książce o liturgii, którą właśnie przesłałem do wydawcy”[17]. W ostatnich listach pomieszczonych w książce Merton and Judaizm Merton znowu wspomina z wdzięcznością otrzymane książki i w liście z 6 grudnia 1966 roku pisze: „Muszę jeszcze podziękować Panu za książki, które dotarły do mnie w ostatnich miesiącach. Bardzo je sobie cenię”[18]. W odpowiedzi Heschel w liście z 15 grudnia tego samego roku odpisuje: „Byłem głęboko poruszony tekstem poświęconym Thich Nhat Hanhowi. Oczekuję Pańskiej nowej książki. Z pewnością będzie dla mnie cenną”[19]. Oczywiście nie ma większego sensu zastanawianie się nad dalszym rozwojem tej intensywnej wymiany duchowej przerwanej tragicznie przez przedwczesną śmierć Mertona dwa lata później. Zastanawia jednak, że to buddyjski mnich, którego książka tak poruszyła zarówno Mertona, jak i Heschela, był tak dla katolickiego mnicha, jak i żydowskiego myśliciela źródłem inspiracji.

W całej historii polskiego Kościoła nie ma ani jednej osoby , która by potrafiła zrobić ze mną to , co potrafi choćby jeden dowolny wiersz Mertona , a co dopiero całe książki …
Przeczytałem z zainteresowaniem i zdumiałem się…
Synkretyzm religijny połączy wszystkich muszących wierzyć w coś tam?
A co z nadchodzącą epoką SI ?
Maszyny stworzą sobie boga czy będą kontynuować to, co ludzie wymyślili?
Mnie żaden bóg nie obdarował łaską wiary, powinienem mieć kompleksy?
Ma Pan problem…..
Tak Merton jest jedyny w swoim rodzaju, zbliża ludzi daje do myślenia, a na pewno by się zdziwił gdyby usłyszał, że można kogoś do czegoś zmuszać a synkretyzm to przeciwieństwo – „muszących wierzyć w coś tam”. To wolność, a nawet dowolność wyboru!
Trudno być mnichem? Oczywiście…
Osobiście cenię wszystkie bractwa.. najbardziej te małe.
Warto przeczytać.
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/sam_na_sam.html
Pozdrawiam
ps.
Rozmowny trapista?
>>Trapiści — odłam Cystersów powstały w 1664 roku. Zakon ściśle kontemplacyjny, jego reguła uważana jest za najsurowszą w Kościele katolickim — izolacja od świata, milczenie, modlitwa, posty oraz praca fizyczna. Klasztory znajdują się głównie we Francji i Włoszech. Od 1988 istnieje żeński odłam zakonu — Trapistki.<<