Nathan Gurfinkiel: „Dziennik roku zarazy” 200752 min czytania

()

(12 kwietnia)

Lech Kaczyński spotka się dziś z naukowcami, którzy poparli lustrację na uczelniach. Chce ich podnieść na duchu

W Pałacu Prezydenckim pojawi się 35 naukowców, m.in. z Polskiej Akademii Nauk, uniwersytetów Warszawskiego, Jagiellońskiego i Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Na pomysł spotkania Lech Kaczyński wpadł po rozmowie z prof. Tadeuszem Lutym, rektorem Politechniki Wrocławskiej i przewodniczącym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Kaczyński spotkał się z Lutym pod koniec marca. Uzgodnili, że o lustracji trzeba rozmawiać w szerszym gronie – z całym prezydium KRASP. To spotkanie odbędzie się 20 kwietnia. – A ponieważ większość jego uczestników to zdeklarowani przeciwnicy lustracji naukowców, prezydent postanowił wcześniej spotkać się z tymi, którzy uważają, że lustracja w tym środowisku jest konieczna. Chodzi o to, żeby prezydent miał pełen obraz – twierdzi jeden z naszych rozmówców z Kancelarii Prezydenta.

(Rzeczpospolita, podkreślenie w tekście moje- n. g.)

Ta mimowolna zbitka nazwiska rektora z rozkładem zajęć prezydenta jest zdaje się kwintesencją wszystkiego, co dzieje się na polskiej scenie politycznej.

Przypomina się historia pewnego Żyda, który wyrwał się z Moskwy i przyjechał do Nowego Jorku. Rodzina i przyjaciele zapragnęli dowiedzieć się z pierwszej ręki jak naprawdę żyje się w ZSRR.’

-Chciałbym wam to wytłumaczyć najprościej jak umiem – powiedział przybysz. Związek Sowiecki to kraj paradoksów. Na przykład rocznica Rewolucji Październikowej jest niezwykle uroczyście obchodzona. Ale świętuje się ją w listopadzie. I tak samo jest ze wszystkim innym….

Później, w ciągu dnia, napłynęły wiadomości o przebiegu spotkania:

Lustracja nie zagraża godności osób lustrowanych, tylko zagraża agentom – powiedział prezydent Lech Kaczyński, który spotkał się w Warszawie z grupą ponad 30 naukowców popierających lustrację środowisk akademickich.

Jeżeli ktoś w okresie Polski Ludowej zachowywał się jak człowiek uczciwy i właśnie godny – bo współpraca z tajnymi służbami okresu komunistycznego z wartością, jaką jest godność, ma bardzo silny związek – i tego nie robił, to cóż złego to napisać? Jeżeli ktoś musi wypełnić w różnych ankietach część, która dotyczy tego, czy był kiedykolwiek w życiu karany, czy to narusza godność człowieka? Jeśli się nie było, no to w porządku. To wszystko.

A okazuje się, że godność jest zagrożona. Nie, niezagrożona jest godność, tylko agenci są zagrożeni. I w tym tkwi esencja tej sprawy.

Mamy więc do czynienia z próbą uczynienia czegoś, co bym określił jako kompletne aksjologiczne zamieszanie.

Weźmy sprawę etosu inteligenckiego w związku również ze sprawą lustracji.

Co to ma wspólnego z tym, żeby nie być w stanie wypełnić krótkiej kartki? Na której – jeżeli ktoś chce się uważać za inteligenta – to może wypełnić tylko jedną rubrykę: nie współpracowałem. Bo gdyby współpracował, to powoływanie się na etos inteligencji jest bardzo daleko posuniętym nadużyciem.

Prezydent zadeklarował, że jest „zdecydowanym zwolennikiem realizowania ustawy lustracyjnej”. Podobną opinię wyrazili naukowcy, którzy brali udział w spotkaniu. (PAP, GW)

W przekładzie na bardziej rozpowszechnioną polszczyznę oświadczenie prezydenta mogłoby brzmieć: kochane moje hyperwyksztalciuchy, możecie spokojnie złożyć te oświadczonka, bo władza nic wam przecież nie ma zamiaru zrobić, choć teoretycznie mogłaby niejedno. Nie zamierzamy nawet uszczknąć was na honorze. Tylko agentom chcemy zrobić kuku, nie rozumiem wiec po co ten cały wrzask.

Podobnie jak – parafrazując mistrza Mrożka – niezmundurowani ochotnicy lustracyjni – prezydent nie dostrzega w buncie naukowców problemu moralnego, a jedynie obawy, że z powodu swych działań w czasach PRL mogą oni zostać zdemaskowani. Mechanizm takiego rozumowania opisany jest znakomicie w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”:

Jak jeden profesor kolegów zlustrował

Miłada Jędrysik: Większość środowiska akademickiego krytykuje ustawę lustracyjną

Motywy sprzeciwu najlepiej tłumaczy w „Dzienniku” prof. Hanna Świda-Ziemba: „Lustracja łamie suwerenną wolność jednostki. Zmusza uczciwych ludzi pod groźbą zakazu wykonywania zawodu do upokarzającego aktu zapewniania, że nie było się agentem. To tak jakby podczas poszukiwań mordercy w jakimś mieście zażądać od wszystkich mężczyzn oświadczenia, że tym mordercą nie są. Dla mnie osobiście to zachwianie mojej społecznej tożsamości. Oto przestaję być po prostu profesorem uniwersytetu, staję się za to profesorem-nieagentem”.

Zaraz po pierwszych protestach zaczęła się nagonka na profesorów. I trwa. Zdzisław Krasnodębski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1976-91, a obecnie Uniwersytetu kard. Stefana Wyszyńskiego, mówi „Dziennikowi”: „Dzisiejsza inteligencja akademicka jest najmniej zmienioną grupą społeczną, wciąż działającą według tych samych wzorów, w ramach niemal tych samych instytucji. Pegeery upadły, a instytucje akademickie w znacznej mierze przetrwały w formie skamieliny PRL”.

W oporze profesorów przeciw lustracji prof. Krasnodębski nie dostrzega „impulsu moralnego”, widzi „tylko lęk”. Bo przecież to sami agenci byli: „Ilu takich ludzi aspiruje – tak jak ksiądz Michał Czajkowski – do roli wychowawców młodzieży, narodu, ilu występuje w roli komentatorów polskiej demokracji i oburza się na » kaczyzm «. Do niedawna sądziłem, że tego rodzaju moralne » potknięcia «były w tym środowisku wyjątkiem. Dzisiaj zastanawiam się, czy to nie była reguła”. (…)

Tok myślenia prof. Krasnodębskiego przeraża. Padały już oskarżenia, że „uczciwi” profesorowie w swej naiwności kryją agentów, że są przez nich inspirowani bądź wykorzystani. Ale Krasnodębski dochodzi do prostego wniosku – kto nie jest z nami, ten łajdak. (…)

Tok myślenia owych „niezmundurowanych ochotników lustracji”, w rodzaju prof. prof. Krasnodębskiego, czy Legutki nie jest dla mnie szczególnym zaskoczeniem.

Aby to unaocznić musze odwołać się do epizodu z życia mego pradziadka – znanego warszawskiego rabina, który dożył matuzalemowego niemal wieku, bo zmarł mając 104 lata. Jak głosi legenda rodzinna, (obawiam się, że nieco podbarwiona, jako ze pointa zbyt gładko wskakuje na swoje miejsce) pewnego dnia przyszedł do niego mocno wzburzony członek kongregacji i – wykonując nieskoordynowane ruchy – wrzasnął z rozpacza: rabbi, nic mnie nie uratuje, nie mogę się wykupić – biorą mnie do wojska. I co mam robić, powiedz, co mam robić?! Przecież tam nie dadzą mi koszernego jedzenia. Pradziadek pokiwał głową. – Synu mój, powiedział. Wszechmogący wybaczy ci twój grzech, bo jest nie tylko Bogiem karzącym, lecz nade wszystko Bogiem miłościwym. To oczywiste, że musisz jeść co ci dają, bo Panu wcale nie zależy na tym, byś skonał z głodu. Musisz tylko o jednym pamiętać: pod żadnym pozorem nie wysysaj kosteczek, bo to oznaczałoby, że polubiłeś nieczyste jedzenie, a gdyby tak było, popełniłbyś straszliwy grzech…

Owi „niezmundurowani” są właśnie wysysaczami nieczystego pokarmu z kosteczek. Można zrozumieć, że ktoś podpisuje kwestionariusz lustracyjny, bo nie chce narażać się na kłopoty. Przypuszczam nawet że wiele ludzi tak zrobi, jeżeli ustawa nie zostanie zakwestionowania przez Trybunał Konstytucyjny i byłbym ostatni, który by ich osądzał. Zrobią to po cichu i ze wstydem a po złożeniu podpisu będą mieli ochotę wyszorować ręce, skoro nie można domyć sumienia.

Ludzie, którzy chwalą się, że polubili lustrację nie są w żadnym stopniu zagrożeni. Prezydent słusznie zauważa, że ich godność nie jest narażona. To nie jest nawet tak, że jej nie mają. Oni po prostu żyją w nieświadomości, że coś takiego w ogóle istnieje.

Jak wszelako z melancholia przyznaje prezydent, lustracyjni ochotnicy są w mniejszości, choć to właśnie im wręczony został patent na przynależenie do warstwy inteligenckiej. A skoro obecna władza ma ambicje decydowania kto jest inteligentem, a kto nie ma prawa nim być, to  brakuje tylko jeszcze dekretu, systematyzującego pojęcie inteligenckości i wprowadzającymi kategorie przynależności: inteligent zwyczajny, inteligent nadzwyczajny, zastępca inteligenta i inteligent honoris causa. Ponadto należałoby wprowadzić tytuł Inteligentissimussa Rzeczypospolitej Polskiej.

Moim faworytem jest Przemysław Edgar Gosiewski. Nie zapominając o jego przeszłych zasługach na polu krzewienia inteligentności tytuł ten należy mu nadać za komentarz na temat wydarzeń dzisiejszego „czarnego piątku”. Kiedy w wyniku niekorzystnego dla koalicji glosowania w Sejmie nad poprawkami konstytucyjnymi Marek Jurek zrzekł się funkcji marszałka Sejmu, Roman Giertych wyraził gotowość mediacji pomiędzy nim, a premierem Kaczyńskim. Komentując ten akt dobrej woli ze strony lidera LPR, Gosiewski powiedział, ze Giertych wtrąca się miedzy wódkę, a zakąskę.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 komentarzy

  1. Sławomir Popowski 20.04.2013
  2. SAWA 20.04.2013
  3. sugadaddy 20.04.2013
  4. nathan gurfinkiel 20.04.2013
  5. Angor 22.04.2013