(29 marca)
Czy prezydent uzna argumenty rektorów i… zatrzyma lustracje?
Dominika Olszewska, es, PAP: ··2007-03-30, ostatnia aktualizacja 2007-03-29 20: 21 ·
Naukowcy apelują o wstrzymanie lustracji na uczelniach. Lech Kaczyński będzie o tym rozmawiał z rektorami w połowie kwietnia i „weźmie pod uwagę ich prośbę”
Rektorzy poproszą prezydenta o wstrzymanie lustracji naukowców aż do rozpatrzenia ustawy przez Trybunał Konstytucyjny. – Prezydent weźmie pod uwagę prośbę naukowców, rektorom odpowie na spotkaniu – mówi Lena Dąbkowska-Cichocka, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta.
Lustracji w obecnej formie sprzeciwia się większość środowiska akademickiego. Kwestionują˛ ją: Konferencja Rektorów Akademickich Szkól Polskich, Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Polska Akademia Nauk i Politechnika Warszawska.
Na bunt naukowców zareagował Lech Kaczyński. W poniedziałek zaprosił do Pałacu Prezydenckiego prof. Tadeusza Lutego, przewodniczącego Konferencji Rektorów Akademickich Szkól Polskich. Rozmawiali w cztery oczy.
Prezydent doszedł do wniosku, że musi się spotkać z rektorami i zaprosił do siebie prezydium Konferencji Rektorów. Debata ma się rozpocząć 19 kwietnia w południe w Sali Obrazowej i potrwa dwie godziny. Potem na prezydenta i rektorów będzie czekał lunch bufetowy.
– Tematem będą: lustracja kadry naukowej, zmiany w szkolnictwie wyższym i sytuacja nauki – mówi Lena Dąbkowska-Cichocka, która przygotowuje spotkanie.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, naukowcy szykują pisemną prośbę do prezydenta o wstrzymanie lustracji naukowców do rozstrzygnięcia jej przez Trybunał Konstytucyjny.
– Liczymy, że prezydent uzna nasze racje i wstrzyma lustrację – zdradza nam jeden z rektorów.
– Pan prezydent ma świadomość problemów, jakie wzbudza lustracja naukowców – przyznaje Lena Dąbkowska-Cichocka. Nie mówi, co prezydent zamierza.
Według prawników nie można zatrzymać lustracji tylko jednego środowiska.
Prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista, twierdzi, że prezydent może zgłosić ustawę zawieszającą: – Powinna się składać z dwóch artykułów:, że zawiesza się działanie ustawy do czasu wydania wyroku przez Trybunał Konstytucyjny i że ustawa wchodzi w życie w dniu ogłoszenia – bo w tym przypadku nie jest potrzebne żadne vacatio legis. Taka ustawa może być uchwalona błyskawicznie.
Kontrowersje w rodzinie, czy brak koordynacji, czyli normalne rodzinne bałaganiarstwo? A może zwykłe rozpisanie ról? Tak jak w tandetnym amerykańskim kryminale, gdzie niemal zawsze występuje zły policjant i dobry policjant. O ile jednak Brat Premier zachowuje się jak sfinks, wspominając o jakichś mitycznych konsekwencjach, to Brat Prezydent publicznie obiecuje rozmowy. Można sobie nawet wyobrazić prezydencką woltę w postaci zawieszenia wykonywania przepisów ustawy, (choć nie wydaje mi się to szczególnie prawdopodobne). Jeżeli tak się stanie, to nie ograniczy się to do samych tylko środowisk uniwersyteckich. Również dziennikarze nie będą musieli składać oświadczeń.
Przypomina to słynny epizod z generałem Siwickim na początku stanu wojennego. Z racji swej funkcji ministra obrony odbył on naradę z sędziami sądów wojskowych, które często wyręczały normalne sądownictwo w prowadzeniu spraw przeciwko opozycjonistom.
-To wszystko jest, kurwa, kontrrewolucja – wywodził generał – ale całego narodu nie damy przecież rady rozpierdolić, dlatego musimy się trochę miarkować i czasami układać się z naszymi przeciwnikami. Przemówienie, zrelacjonowane przez RWE, zostało gwałtownie zanegowane przez krajowe media. Jest to wyssana z palca kalumnia – głosił jeden z komentarzy – bo przecież oficer (ludowego) wojska polskiego nigdy nie posłużyłby się takim słownictwem.
Można wiec sobie wyobrazić, ze prezydent dochodzi do wniosku, iż roz*******nie całego środowiska uniwersyteckiego byłoby zadaniem ponad siły i dlatego lepiej szukać porozumienia.
Oznaczałoby to sygnatariusze listu na rzecz lustracji wśród dziennikarzy niepotrzebnie się pośpieszyli. Chcieli, najlepiej jak umieli, pomóc braciom Kaczyńskim, podnosząc wskaźnik usemkowienia mediów, a zamiast tego nasypali piasku w maszynerię. Żeby przynajmniej mogli spodziewać się już nie wdzięczności, lecz choćby zrozumienia – nawet jednak na to nie mogą liczyć. Bywa, że usług nadgorliwców często się korzysta, ale nigdy się ich nie szanuje.
Aż dziw bierze, że ludzie z branży dziennikarskiej nie maja takich rzeczy zakodowanych w pamięci.

Natanie Drogi. Pyszności. I dziękuję za tekst. Cieszę się, że łączy nas nie tylko zamiłowanie do fajki. Smak twojej prywatnej mieszanki tytoniowej, pamiętam do dzisiaj.
Po prostu miodzio. 🙂
Wielkie podziękowania za wycieczkę historyczną po krainie absurdu z puentą.
To trzeba robić częściej – przypominać fakty, a nie tworzyć mity.
Wielkie dzięki!
drodzy czytelnicy, dopiero po ukazaniu się tekstu na portalu uświadomłem sobie nieprecyzyjność sformułowania, którym się posłużyłem.
chodzi o fragment na str. 2, w którym opisuję jak to poważna ultrprawicowa duńska gazeta wysłała na korespondenta do moskwy dziennikarkę znaną z lewicowych poglądów.
ta ultraprawicowość jest w skali zachodnioeuropejskiej, nie polskiej – a więc bez nacjonalistycznej gorączki, religijnego fundamentalizmu, homofobii i wszystkich innych cech, kojarzonych w polsce z ultraprawicowością.
Cieszy nawiązanie do jednego z wielkich osiągnięć literatury światowej,tak mało znanego w porównaniu z tym bestsellerem Daniela D. Choć wiem , że to było tylko zgrabne wykorzystanie tytułu. Jeśli idzie o wyjaśnienie, (jeśli coś komuś trzeba dojaśniać) mechanizmu psychicznego, co funkcjonuje u przeciętnie normalnych ludzi, to mogę też odesłać do Niemca, Sebastiana Haffnera. Zdarzyło mi się przeczytać kiedyś jego „Historię Niemca” (wspomnienia lat 1914 – 1933). Spisane bodaj w 1940-tym, opublikowane dopiero pośmiertnie. Nie wykluczam, że właśnie z powodu tego wstydu, opisanego w uniwersyteckim incydencie, kiedy do sali wykładowej Wydziału Prawa (gdzie studiował) weszli ludzie ze swastykami na rękawie, a jeden z nich stanął nad nim, i patrząc mu w twarz zapytał: czy są tu żydzi? Haffner odpowiedział „nie”. I natychmiast zrozumiał, że w jakiś sposób dał się zgnoić, bo właściwa odpowiedź powinna brzmieć: „Już nie, dzięki wam, skurwysyny”. Jeszcze gorsza sytuacja jego ojca. Bo dostał właśnie taką ankietę lustracyjną, z groźbą, że jak odmówi wypełnienia, zabiorą mu emeryturę. Więc wypełnił, wysłał, ale organizm odmówił posłuszeństwa i człowiek w dwa miesiące umarł. Właśnie ten honor. Nie dziwię się Haffnerowi.