Dzienniki Morawskiego (20)47 min czytania

()

2015-04-27

Dziś pragnę poruszyć dość trudny, ale ważny dla mnie temat!! Otóż zapewne w związku z ukazaniem się pierwszego (z większej serii) tomu mych dzienników, ci lub inni (w tym np. mój stryjeczny bratanek, reżyser Piotr Dzierżykraj-Morawski, laureat kilku nagród) – wysuwają koncepcję zrobienia filmu dokumentalnego o mym życiu. Z miejsca stwierdzę, iż taką koncepcję stanowczo odrzucam!!

Po pierwsze: już co najmniej kilka takich „dokumentów” ze mną nagrano. Po drugie: twardo trzymam się wytycznej mego Dyrektora, opiekuna i przyjaciela Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Wytycznej głoszącej: nie nudzić słuchacza (w danym wypadku: nie nudzić telewidza!). No i do tego jestem pod wrażeniem dużego zainteresowania, jakie wzbudził film mego siostrzeńca, Jana Ledóchowskiego pt.: „Wujowie i inni »zdrajcy i obszarnicy«”. Film konfrontujący bardzo różne losy oraz bardzo różne postawy – i dzięki temu tak interesujący!

Film z mym udziałem owszem, ale przynoszący ciekawą debatę przed kamerą. Jeden z mych wybitnych przyjaciół, pierwszoplanowy warszawski wydawca, a niegdyś Paryżanin i czołowy dla RWE „dostawca” rewelacyjnych informacji o tym, co naprawdę zachodziło w PRL – mówił mi niedawno o nowych odkryciach dotyczących walki Biura ADP XI (Anty Dywersja Polityczna) z nami – z paryską, jednak tak mało liczną, grupą super-aktywnych wrogów PRL!! Te jego nowe informacje w pełni uwydatniają, do jakiego stopnia owa „zimna wojna” była prawdziwą wojną!

Zastanawiałem się nawet, czy nie godna uwagi byłaby jakaś debata o tej walce owego, wyżej wymienionego, obecnie warszawskiego wydawcy, którego niegdyś PRL planowała w Paryżu zniszczyć, czy nawet „zlikwidować” – ze mną i z jednym z byłych pracowników RWE (na myśl mi przychodzi np. Andrzej Mietkowski), a może – z tak dobrze w naszym ówczesnym boju zorientowanym Mirkiem Chojeckim??… Myślałem nawet o takiej debacie z udziałem kogoś „z tamtej strony”, kogoś z PRL, kto z nami „ów wiódł bój”! Jak już nieraz pisałem, w pełni stawiam na przezwyciężenie dawnych podziałów. Wyczuwam więcej – wiem, że i „po tamtej stronie” było sporo ludzi ideowych, swego czasu omamionych przez, jakże jednak potężną, PRL-owską machinę propagandową, ludzi z prawdziwego przekonania służących PRL.

Ale rzeczoznawcy powiedzieli mi, iż byli nasi przeciwnicy z biura ADP XI nic rewelacyjnego nie zachcą powiedzieć o tej walce najróżniejszymi metodami w nami, o planach niszczenia nas, o planach zamachów, o fałszywkach i „szarej propagandzie”(„Owa sztuka polegała na tym, by prawdziwe, łatwe do sprawdzenia fakty, wkomponowywać w niesprawdzalne, fałszywe informacje w taki sposób, by całość nabierała w oczach odbiorców cech prawdopodobieństwa” – Jan Nowak, „Polska z oddali”; rozdział: „Akcje specjalne”). Tak, zdaniem rzeczoznawców nie ma szans na uzyskanie wypowiedzi, dotyczących planów zamachów lub np „fałszywek”!!

No i jeszcze jedno. Jak wynika z informacji podanych przez Kazimierza Zamorskiego – byłego szefa polskiej ewaluacji tajnych wiadomości z PRL („Pod anteną RWE”, wyd. Wers, Poznań 1995), w pewnym momencie w Monachium zniszczono raporty korespondentów terenowych jako „spy material”. Na szczęście – jak już nieraz pisałem – niekiedy moje tajne raporty w ramach wymiany informacji posyłałem Jerzemu Giedroyciowi. Tak więc w archiwum Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte ocalało nieco mych raportów (1500 stron). Odnalazł je i ich fotokopie uzyskał Mariusz Kubik – znakomity politolog, autor cenionej pracy o Juliuszu Mieroszewskim, sekretarz naszego Stowarzyszenia Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej RWE. O ile wiem, Mariusz Kubik ceni te teksty, jest zdania, iż sporo one wnoszą w dzieje niedawno minionych lat! Tak więc, gdyby taki wyżej wymieniony film mógł powstać, powinien on w nim także zabrać głos, uwydatnić znaczenie owych raportów w ówczesnej walce politycznej, nakreślić obraz ich treści, wskazać dlaczego były one, czy raczej my – korespondenci terenowi – tak zwalczani przez PRL

*   *   *

Z innej beczki. Właśnie dotarła do mnie, przysłana mi z Żoliborza przez niezawodną Aldonę Gawecką, książka – album pod tytułem: „Nasze mamy”. Jest to zbiór dwudziestu kilku opowiadań dojrzałych już córek i synów o ich żyjących jeszcze (lub nie) matkach! Te teksty zdobią liczne fotografie! Przebija z nich głęboka miłość rodzinna i bardzo godny uwagi obraz „Matek Polek”!! Jak się dowiadujemy z informacji umieszczonej na okładce tej pięknej książki – albumu, jest ona dziełem żoliborskich autorów zrzeszonych w Stowarzyszeniu „Na Pięknym Brzegu” – organizacji, która de facto już od prawie dziesięciu lat prowadzi ożywioną działalność, realizuje coniedzielne spotkania w warszawskiej kawiarni „Kalinowe Serce”, urozmaicane recytacją poezji, niekiedy śpiewem czy  koncertami! Równocześnie owo Stowarzyszenie prowadzi ambitną akcję wydawniczą!!! Książka „Nasze mamy” jest już czternastą pozycją Stowarzyszenia! Patronat medialny nad „Naszymi mamami”, podobnie jak nad kilku innymi wydawnictwami Stowarzyszenia objęła paryska, jakże dynamiczna organizacja A.P.A.J.T.E., kierowana bardzo sprawnie przez Magdalenę Pignard-Bykowską (A.P.A.J.T.E. to Association Polonaise des Auteurs, Journalistes et Traducteurs en Europe). Tyle na dziś – i brawo dla tak aktywnego kulturalnie Stowarzyszenia „Na Pięknym Brzegu”!

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.