Dzienniki Morawskiego (23)112 min czytania

()

morawski foto

2015-12-30.

Kontynuujemy współpracę z naszym rodakiem, znanym dziennikarzem stale zamieszkałym we Francji, długoletnim korespondentem Radia Wolna Europa w Paryżu, Maciejem Morawskim (odnośnik prowadzi do obszernego biogramu naszego Autora w Wikipedii). Jego Dzienniki (publikowane też w Internecie) pojawiają się w tym dziale, przy czym kolejne notatki są aktualizowane i łączone w miarę pisania przez red. Morawskiego. Ich treść odbija wyłącznie osobiste i prywatne poglądy Autora, często całkowicie sprzeczne z poglądami redakcji.

 

 

[box title=”Info” border_width=”2″ border_color=”#0367bf” border_style=”solid” bg_color=”#ededd0″ icon=”coffee” icon_style=”border” icon_shape=”circle” align=”center”]Tekst podzielony na strony, numery stron poniżej są aktywnymi odnośnikami.[/box]

Poprzednie odcinki Dzienników:

2015-12-30

Jeden z mych czytelników w tekście mnie dotyczącym popełnił drobny błąd – określił mnie mianem „dyrektora” paryskiego biura RWE. Jest to pomyłka! W Paryżu był tylko jeden dyrektor dla wszystkich sekcji językowych. Przed laty był nim Jim Edwards, później „Suzie” Ovadia-Benedikt – dziennikarka amerykańska pochodzenia austriackiego, córka – o ile się nie mylę – ostatniego właściciela słynnego niegdyś wiedeńskiego pisma „Neue Freie Presse”. Po połączeniu RFE z Radio Liberty „wspólnym” dyrektorem został dziennikarz o nazwisku, jeśli czegoś nie przekręcam, Wiktor Ryzer. Ostatnim naszym paryskim dyrektorem był wybitny Amerykanin, którego nazwisko, choć się z nim przyjaźniłem, wyleciało mi teraz z głowy. Co do mnie, to pełniłem w RWE bardzo specyficzną funkcję – byłem „korespondentem informacyjnym” (zawód ten siłą rzeczy był – jak mi mówią koledzy z SDP – i jest nawet dzisiaj niebezpieczny. Co do mnie, to dzięki mym kontaktom „na Polskę” dzięki temu że miałem wysoko postawionych informatorów, którzy wyczuwali, że NIGDY ich „nie wysypię”, że umiem swe „źródła” naprawdę chronić (wbrew pozorom i w tego rodzaju służbach nie można „na 102” wykluczyć jakichś niedyskrecji, gadulstwa, czasem jakiejś zdrady) – wiele wiedziałem nawet o walkach frakcyjnych w KC i BP partii. Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu te zakulisowe informacje służyły np. w rozmowach na najwyższym szczeblu w Waszyngtonie (patrz np. zawarty w książce pt.: „Łącznik z Paryża. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny” list Nowaka do mnie z 25 lutego 1979 roku).

Kazimierz Zamorski, szef działu ewaluacji owych spy materials (jak nawiał dyrektor RFE James Brown) – w swej książce pt.: „Pod anteną Radia Wolna Europa (Wyd. Wers, Poznań 1995), pisząc o pracy korespondentów informacyjnych stwierdza: „a już rekord wytrwałości jakości i ilości osiągnął Maciej Morawski”…

Do dziś me „raporty” obecnie zwane dziennikami, są – jak ktoś mądry zauważył – bardzo typowym materiałem informacyjnym. Dość często ze starego nawyku nie wtrącając mych „trzech groszy” przytaczam nieraz sprzeczne, ale zawsze moim zdaniem godne uwagi opinie mych rozmówców.

Ale teraz powrócę do mych losów z RWE. Tak się złożyło, że przez ostatnie kilkanaście lat byłem jedynym polskim etatowym pracownikiem w paryskim biurze RWE (w skromnej randze senior editora ). Na polecenie pewnych monachijskich czynników kontynuowałem pracę informacyjną, w tym niesamowicie pomocny był mi bohaterski Piotr Jegliński, zdobywający z Polski rewelacyjne materiały. Równocześnie jednak współpracowałem z programem (pamiętam np. dyskusję „na żywo” z Andrzejem Krzeczunowiczem, w 15 minut po wyborze Mitterranda Prezydentem Francji – dyskusję, która ponoć „była wielce godna uwagi”. No i przypadło mi w udziale nadzorować naszych, tak licznych freelancerów”. W pewnym okresie na pensji, na rocznych kontrakcie miałem trzy mocne osobowości: Rafał Gan-Ganowicz (były z nim kłopoty, bo z uporem mówił „lewicowy dziennik Le Monde”, a następnie uważał okrągły stół za „kombinację, by ocalić posady nomenklatury”, marzył o autentycznej kontrrewolucji; pracowali też u nas na tym samym statusie dwaj wręcz znakomici publicyści, ludzie dużej wiedzy i kultury :Bronek Wildstein i Krzysztof Rutkowski. Przez pewien czas z naszym biurem regularnie współpracował, pod każdym względem przeze mnie wyjątkowo wysoko ceniony, błyskotliwie inteligentny Andrzej Mietkowski.

Płatnych od sztuki freelancerów , niekiedy niezwykle produktywnych, było kilkunastu. Wspomnę np. o Marii de Hernandez-Paluch no i o wielce sprawnym Piotrze Witcie. Byli nimi też m.in. Marek Gładysz, Jan Andrzej Stepek, o ile pamiętam Andrzej Dobosz, Danusia Nowakowska – przewodnicząca komisji mandatowo-wyborczej pierwszego krajowego zjazdu „Solidarności” i kilka innych osób.

Przed naszymi mikrofonami zabierało też głos wiele osobistości; np. nagrałem wywiad z ówczesnym ministrem spraw wewnętrznych Francji Charlesem Pasqua (na zakończenie zaśpiewał on piosenkę o polskich szwoleżerach Napoleona; często głos u nas zabierali też: Jola i Mirek Chojeccy, Aleksander Smolar, Zofia Romanowicz, Michał Borwicz, Kot Jeleński itd.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.