Dzienniki Morawskiego (20)47 min czytania

()

2015-05-08

W związku z mym dziennikiem z 4 maja br., prof. dr hab. Aleksander Woźny, ceniony historyk wojskowości, podkreśla, iż Niemcom, którzy po pierwszej wojnie światowej i traktacie wersalskim czuli się upokorzeni, Hitler obiecał, iż sytuację odwróci i w sześć lat (!!) niesamowicie rozbudował i uzbroił armię. Wyposażył ją w bardzo nowoczesne uzbrojenie, w tym w doskonałe samoloty i czołgi (jednym słowem – nasza armia i jej liczne brygady kawalerii nie miała w walce z „machiną wojenną” Hitlera żadnych szans!!!).

Profesor Woźny nawiązuje następnie do przytoczonej w mym dzienniku relacji mego ojca, dotyczącej rozmowy z generałem Romanem Abrahamem. Do tego, iż ów generał tłumaczył memu ojcu, „iż w razie wybuchu wojny wkroczy dziesiątego dnia na czele swych ułanów do Berlina”… Profesor Woźny stwierdza: „nie wiem, czemu miało służyć takie pobrzękiwanie szabelką”…

Odnotuję tu, że z mego dzieciństwa, z okresu zaraz po klęsce wrześniowej – pamiętam ówczesne nastroje. Przypominam sobie, że w naszym warszawskim mieszkaniu przy ulicy Zimorowicza 4, toczyły się niezwykle charakterystyczne rozmowy. W pierwszym rzędzie uwydatniano niesamowity kontrast między błyskawiczną klęską a tak uprzednio wszechobecną propagandą, stwierdzeniami: „silni, zwarci, gotowi”, czy też np. z zapewnieniami, że „nikt nam nie zrobi nic, bo z nami nasz dzielny wódz, marszałek Śmigły Rydz” lub – „nie oddamy nawet guzika”…

Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wówczas wypowiedź jednego z – wtedy już byłych – wyższych urzędników ministerstwa skarbu, jego mocne stwierdzenie (odtwarzam rzecz jasna z pamięci): Oni (przed-wrześniowe kierownictwo Polski) na serio wierzyli, że nasza armia jest w stanie przez co najmniej kilka miesięcy stawiać mocny opór niemieckiej ofensywie! Stanisław Cat-Mackiewicz, który jako jeden z niewielu świetnie rozumiał, że wojsko polskie w starciu z Wehrmachtem błyskawicznie się załamie, 24 marca 1939 roku (!) za krytykowanie naszej polityki obronnej na 17 dni trafił do Berezy Kartuskiej… Nasze władze były tak pewne swego, tak energicznie ścigały wszelkie przejawy defetyzmu (jak się okazało, de facto realizmu), tak potężna była rządowa propaganda, że to, co zaszło we wrześniu 1939 roku, nas niesamowicie zaskoczyło. Samo narzuca się pytanie, czyżby rządzili nami głupcy?!…

Tu, już od siebie, dodam, że w mym pojęciu, gdy się myśli o tamtych czasach, KLUCZOWE znaczenie ma pytanie, dlaczego nasze ówczesne kierownictwo wykazało taki brak poczucia rzeczywistości, czemu ostrzeżeń nie brało po uwagę!! (w swych wspomnieniach pt.: „Trzy lata z Beckiem”, Paweł Starzeński jasno zaznacza, iż polski attach é wojskowy przy naszej ambasadzie w Berlinie, płk Antoni Szymański, dobrze orientował się w prawdziwym stanie rzeczy, w potędze militarnej Niemiec. Starzeński stwierdza: „Nie zdawanie sobie sprawy z dysproporcji sił przez Warszawę napawało go wielka troską. Ze smutkiem mówił iż nie odnosi wrażenia by wyciągano z jego raportów ustnych i pisemnych, dalej idących wniosków”).

W pojęciu pewnej liczby historyków – jak wiemy – innym przykładem błędnej oceny sytuacji była decyzja o wybuchu tak bohaterskiego, lecz w skutkach tragicznego, powstania warszawskiego! Owego powstania, w którym poległa moja siostra Magda, wielu mych krewnych i przyjaciół i tylu innych Polaków!

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.