22.08.2026
W komentarzu do felietonu K. Bielejewskiego [1] „Prof. Matczak odkrywa lemoniadę” (w SO z 09.08.26) wyznałem skromnie, że jako dinozaur SO mam na takie tematy sporo refleksji, w tym politycznych… Za namową Ojca Założyciela ś.p. Stefana Bratkowskiego, debiutowałem w SO w 2009 r. artykułem pod znamiennym tytułem „Kraj dla nauki czy nauka dla kraju?…”. Nic to nie dało, i do dzisiaj nic się nie zmieniło, choć ta tematyka pozostała głównym nurtem mojej działalności publicystycznej.
Chciał nie chciał, musiałem także pisać o tym, co przeszkadza w tym głównym nurcie, i tu pojawiła się polityka, bo polityka chyba bruździ najbardziej. W 2010 roku napisałem artykuł „2 prawice czyli żadna”, i już wtedy nie było tu żadnego centrum politycznego z prawdziwego zdarzenia, a większość partii była ciągle „lewitujaca” (jeśli nie społecznie, to gospodarczo, z wyj. WiP), jako widoczne pokłosie epoki słusznie minionej. Choć pierwsze moje artykuły w SO (chyba ze dwa tuziny…) zniknęły wraz ze zmianą serwera (Webnode), to spora ich cześć po aktualizacjach znalazła odbicie w książce „Gospodarka nie-wiedzy” dostępnej w sieci od 2020 r. [2].
Ta książka od dawna spełnia ostatnie trafne i zwarte postulaty prof. St. Obirka o sprawach „do załatwienia”, „które w kraju trzeba zmienić i poprawić”. Te postulaty zawarte były w komentarzu #2 pod pierwszym artykułem Pana Sławka w SO na temat Klubów Radykalnego Centrum z 24.07.26. [3].
***
Żeby utrzymać ciągłość historyczną w konwencji satyrycznej warto przypomnieć, że śmieszne kluby dyskusyjne nie są nowością w Polsce; już w 1954 młody Stefan Bratkowski współorganizował w Krakowie prywatny klub dyskusyjny zbuntowanej młodzieży pod dumną nazwą „Klan Płonącego Pomidora”.
Dzisiaj może już niewielu wyborców pamięta, że w grudniu 1990 roku powstała tu Polska Partia Przyjaciół Piwa (PPPP), która w 1991 roku wprowadziła do Sejmu aż 16 posłów!… Jeszcze ciekawsze jest to, że ta założona przez satyryków partia, w odróżnieniu od wielu następnych a także współczesnych, miała prawdziwy i całkiem rozsądny program gospodarczy. Ale po 3 latach (i jeszcze kilku piwach…) jakoś jej się udało wtopić w parlamentarną rutynę, by tak to nazwać.
W sezonach przedwyborczych kolejnych kadencji w tutejszej polityce pojawiały się mniej lub bardziej centryczne partyjki – efemerydy polityczne z różnymi programami szybkiego zbawienia. Było już ich kilka w tym stuleciu ale jeszcze żadna niczego nie zbawiła, a tak naprawdę zazwyczaj chodziło o wprowadzenie siebie i kilku akolitów do Sejmu, czyli na kilka lat do kieszeni podatnika a jakby się dało, to najlepiej aż do ciepłej emerytury. Niektórzy zbawcy obiecywali że się wycofają z gry już po jednej kadencji, ale akurat ta obietnica nigdy się nie udawała, bo dobrze się żyje „z ręką w kieszeni sąsiada” i z darmową popularnością w szkle.
***
Będzie to już prawie dwa tygodnie (05.08.26), kiedy powszechnie szanowany przez czytelników SO Pan Sławek, od dawna złakniony prawdziwej demokracji (co zrozumiałe, choć takiej nigdy tu nie było…), opublikował w Studio Opinii obszerną listę uwarunkowań dla proponowanego przez Prof. M. Matczaka ruchu „Radykalne Centrum”, z silną nadzieją na dalszy polityczny rozwój [4]. Zamiast podobnego rozważania licznych punktów i wielu opcji, ja tu widzę dwa możliwe scenariusze dla dalszego przebiegu wydarzeń.
Pierwszy scenariusz – satyryczny
(zgodnie ze wskazaną ciągłością historyczną gatunku):
jeśli Radykalne Centrum zapragnie tylko przebić PPPP poczuciem humoru, to w dzisiejszym zalewie informacyjnym skutkującym ogólnym otumanieniem zbombardowanych przesytem odbiorców, ta sztuka może się udać. Wiadomo że kolejnych wyborów nie wygra się bez mediów SPO. A profesor Marcin Matczak już od około 10 lat jest mocny w wielu mediach SPO (jednocześnie) a nawet umie rapować, co młode pokolenie niewątpliwie doceni, a czego potencjalni przeciwnicy polityczni mogą nie potrafić. Przy dobrej ogólnej organizacji i z pomocą AI może i wejdzie do Sejmu, stworzy klub ale dalej i tak już nic nie wskóra, bo walec tutejszego neo-centralizmu pseudo-socrealistycznego ma swoje prawa i wszystko wyrówna (jak dotąd wyrównywał), przy znanym od lat wtórze lamentu „yntelygencji”. A profesor MM napisze kolejną książkę o sejmowych przygodach politycznych i z powodzeniem sprzeda ją licznym wielbicielom i ich rodzinom…
***
Drugi scenariusz (jest trudniejszy i bardziej złożony, bo widzę go jako…)
makiaweliczno-syzyfowo-gargantuiczny
Tu potrzebne jest kolejne i nieco głębsze wprowadzenie, tym razem zawodowe. Profesor Marcin Matczak jest świetnym i pracowitym prawnikiem. Z tutejszej przeciętności naukowej wyróżnia się kilkunastoma publikacjami zawodowymi indeksowanymi w najbardziej wymagającej platformie oceny parametrycznej Web of Science, gdzie na dzisiaj ma wskaźnik Hirsch’a = 4. Jak na tutejsze nauki prawne to bardzo dobry wynik; miejscowa konkurencja prawna nie wychodzi ponad H=3, a większość krąży około zera, bo nie ma czasu pisać i jeżeli cokolwiek, to publikuje tylko lokalnie. Niektórzy, dla „umiędzynarodowienia kariery” potrzebnej do awansu, czasem publikują (nieraz łamaną angielszczyzną) w tutejszym „Przeglądzie Sejmowym”, który niewiadomym sposobem jest indeksowany w WoS, ale za to z nadzwyczaj mizernym wskaźnikiem wpływu IF=0,03!… Prawie wstyd… To znaczy, że nikt w świecie tego nie czyta… Profesor Marcin Matczak dla odmiany pisze bardzo dobrym językiem i publikuje w czasopismach o wysokim wskaźniku IF (50 i więcej razy większym niż ten PS!…), co obrazuje wymierny wkład w naukę światową [5].
Na bazie tych osiągnieć pojawia się wniosek pośredni, który może być dalej ważny: bo żeby dobrze pisać do dobrych czasopism o wysokim wskaźniku IF, trzeba być na bieżąco z wiedzą we świecie, trzeba bardzo dużo czytać, czyli dużo wiedzieć. Prof. Marcin Matczak może dużo wiedzieć i na pewno wie, że klubowy dyskurs światopoglądowy (w tym religijny) nie może przeważać nad tematyką gospodarczą, bo „najpierw gospodarka…” (J. Carville) a wszystkie inne tematy są wtórne i są następstwem a nie źródłem. Dawno temu ujął to również niejaki K. Marks: „nie świadomość ludzi określa ich byt, lecz przeciwnie, ich społeczny byt określa ich świadomość”.
***
Wprawdzie prof. M. Matczak nie wypowiada się konkretnie na temat nowoczesnej „gospodarki opartej na wiedzy”, ale mogły do niego dotrzeć sygnały, a pewnie i sam przez ostatnie lata zauważył, że takiej intensywnej gospodarki ciągle tu nie ma, choć się o niej mówi od ćwierć wieku. Dla badacza zagadnień systemowych i roli państwa może być intrygujące odszukiwanie źródła takiej dysocjacji (czy raczej – stagnacji), bo rzeczywiste parametry makroekonomiczne dowodzą, że na pewno coś tu nie działa, albo działa źle [6].

W teorii prawa można tez szukać pra-źródła prawd rozwojowych w wyższości „Dwóch traktatów o rządzie” wybitnego polityka, dyplomaty, lekarza, ekonomisty i filozofa – J. Locke, nad „Umową Społeczną” samouka J.J. Rousseau. Jak uczy historia i znane przykłady, centralny, nakazowo-kontrolny czyli z natury swej opresyjny system zarządzania krajem wzmacnia zniewolenie, tłumi inicjatywę i samodzielne myślenie, pobudza niechęć i apatię. Z kolei kreatywność i talenty rozwijają się i przetwarzają w dobra tylko w warunkach zaufania społecznego (F. Fukuyama) wspieranego poczuciem sprawstwa, a takie daje prawdziwa demokracja przedstawicielska [7, 8].
***
Profesor prawa badający problemy systemowe z pewnością wie że to ujęcie dotyczy nie jednego, ale wielu praw. Jednym z pierwszych do remontu będzie prawo wyborcze, ale równocześnie ze zmianą podstawy konstytucyjnej z „ordynacja proporcjonalna” na „ordynacja większościowa”. i dalej z uściśleniem w prawie wyborczym „w jednomandatowych okręgach wyborczych z zachowaniem normy reprezentatywności”. Ciągle bardzo skuteczna najprostsza i najtańsza jest wersja FPTP [9,10].
Sama ta jedna zmiana spowoduje odejście od kontroli wyborców przez partie i przejście do kontroli partii przez wyborców, a to właśnie jest esencja prawdziwej demokracji przedstawicielskiej której brakuje. Taka zmiana nie tylko wymusza nadrzędność obywatela–wyborcy nad partyjnymi wodzami, ale wprowadza również w szerszym zakresie mechanizmy pozytywnej selekcji politycznej, co wpływa dalej na mechanizmy dobrej selekcji w instytucjach państwa [11, 12].
Dotkliwym skutkiem błędnych założeń „Magdalenki” i jedną z przyczyn rzeczywistej polskiej słabości gospodarczej jest nakazowo-kontrolny centralizm zapisany w kopiującej „francuski model”, a dzisiaj nieco przerdzewiałej konstytucji. Centralizm oparty na biurokratycznej machinie kontrolnej (praktycznie pochodzącej z PRL), z definicji jest ociężały, pobudza pozorowaną sprawozdawczość, tłumi inicjatywę i samodzielne myślenie. Profesor Krystyna Skarżyńska w znamiennym wywiadzie „Prześniona demokracja” („Polityka” 22.01.2020) ujęła to krótko: „nasza transformacja była imitacyjna, a naśladowaliśmy to, czego dobrze nie znaliśmy” [13].
***
Ale „Magdalenki” nie można winić o wszystko co dzisiaj nie działa. Tajne rozmowy w willi „Magdalenka” to był wyjątkowy w swoim rodzaju fenomenem, który doprowadził do bezkrwawego i stopniowego przejęcia władzy, praktycznie pod okupacją sowiecką, co może brzmieć niemal jak fikcja. Wiadomo, że trzeba było zachować ciągłość prawną, ale też prawnicy którzy nad tym pracowali zarówno po jednej jak i drugiej stronie, byli w większości wychowani w PRL i uformowani na bazie ówczesnych praw przez ówczesnych akademików, którzy musieli mieć profile zgodne z linią polityczną. Wtedy się nie podróżowało, nie było dostępu do bibliografii za wyjątkiem tej poprawnej politycznie i w takim ujęciu było przedstawiane prawo rzymskie czy Kodeks Napoleona. Kompromisy ustalane w Magdalence były potem przedkładane pod obrady „Okrągłego Stołu” i stanowiły podstawę przemian ustrojowych. Tematy społeczne miały w tym trudnym czasie absolutny priorytet i najwyższą rangę. Przez te kilka miesięcy lonty były bliskie odpalenia i to przy masowej obecności „bratniej” Armii Czerwonej, w pełni gotowej do „niesienia pomocy”.
Redaktor Stefan Bratkowski, jako członek Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, brał aktywny udział w obradach plenarnych „Okrągłego Stołu” a jako prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i prawnik, także w obradach podzespołu do spraw stowarzyszeń. Bardzo dużo wiedział o „Okrągłym Stole” i docierały też do niego echa rozmów w Magdalence, choć o tym otwarcie nie mówił. Dwadzieścia lat później miałem okazję spytać go w prywatnej rozmowie (przy kawie i pączku…) jak to właściwie wtedy było z wyborem modelu państwa, czy inny niż centralny model był w ogóle brany pod uwagę? Odpowiedział że raczej niespecjalnie; wspominano wprawdzie o „modelu angielskim” (jak to nazwał) ale wtedy nie było dobrej znajomości tematu, bibliografii a nawet języka. Wśród prawników lepsza była znajomość języka francuskiego (sam nim władał), do tego długa historia relacji, podobieństwa modelu, „a poza wszystkim, wiesz – tradycja, stara miłość do Francji”…
To, że tak zostało niespecjalnie powinno dziwić, bo na owe czasy to i tak był kolejny „cud nad Wisłą”. Natomiast to, że w 1997 roku, już po reformach M. Wilczka i L. Balcerowicza i w warunkach wstępnej stabilizacji państwa i gospodarki, w pracach nad nową konstytucją pozostawiono ordynację proporcjonalną ze zliczaniem D’Hondt’a, można uznać za ciężki grzech ówczesnych partii.
Politycy zatrzymali reformy, bo już im się dobrze zaczęło żyć z tymi listami partyjnymi, dominowaniem i manipulowaniem wyborów. W tamtejszej dyskusji parlamentarnej poseł Wojciech Błasiak wskazywał na (cytat za Wikipedią): „możliwe wręcz katastrofalne następstwa proporcjonalności, która czyni ten projekt nie tylko złym, ale wręcz groźnym dla przyszłości Polski, jej suwerenności i niepodległości, jej rozwoju i siły”.
No i tak mamy dzisiaj – rozwoju ciągle za mało a siły głównie z importu…
***
Widać wokół gołym okiem, że będących motorem „gospodarki wiedzy” produktowych innowacji własnych tu mało albo nie ma (przedostatnie miejsce w EU w innowacyjności, 40. w World Innovation Index). No i co z tego dla gospodarki, że mamy największą na świecie liczbę magistrów (na mln mieszk.), skoro w testach PIAAC (badania umiejętności dorosłych) Polska znalazła się w 2023 r. na przedostatnim miejscu wśród krajów OECD…

Spośród wielu przyczyn słabej innowacyjności, jedna z głównych leży również w centralnym prawie, a konkretnie w ustawie o NiSW. Obowiązująca ciągle ustawa z 2018 roku jest bublem prawnym wyprodukowanym przez nieoczytanych i nierozumiejących procesów ignorantów, wprowadzających błędne pojęcia, zamęt operacyjny i ogromne marnotrawstwo – nie tylko finansów ale i kapitału ludzkiego [14,15].


Póki co, nie zanosi się na istotne zmiany w nauce w najbliższej przyszłości, bo partie układu „Ciepłej Wody w Kranie” w opublikowanym niedawno projekcie nowej ale nijakiej „strategii” rozwoju NiSW do 1935 roku, zakładają praktyczne zamrożenie stanu istniejącego (zob. pkt. 5b), a rekomendacje zawarte w ostatnim raporcie o transferze wiedzy tak naprawdę wyglądają tylko na pracowite pudrowanie trupa.
W ciągu ćwierć wieku takiego pełzania czy stagnacji, gdy PKB konkuruje i przepycha się z inflacją, PKB Korei Południowej zdążył zdublować PKB Polski i temu nikt nie zaprzeczy [6].
***
Dobrze mieć na uwadze, że takiej jak w Korei Południowej i w innych krajach rozwiniętych „gospodarki opartej na wiedzy” nie buduje się tylko w uczelniach. Sama uczelnia w całym obrazie może być jak poddasze chwiejnego budynku, pozbawionego solidnych fundamentów. Fundamentem rozwoju, samodzielnego myślenia i kreatywności od dawna jest wczesna edukacja i to począwszy już od przedszkolnej i wczesnoszkolnej [16-18]. Niespójna edukacja to także jedna z istotnych przyczyn notorycznie niskiego poziomu polskiej innowacyjności.

Oparta na przestarzałych modelach pedagogika polska nie spełnia prawie żadnych współczesnych wymogów. jest zawieszona gdzieś pomiędzy XIX wiekiem a PRLem, co zawdzięcza między innymi centralnemu sterowaniu przy pomocy nadrzędnych komisji (PKA i RDN) zdominowanych przez osoby wywodzące się z CKK, bez naukowego dorobku międzynarodowego (z zerowym lub nikłym wskaźnikiem Hirscha, czy zerowym wskaźnikiem IF), oderwane od świata i aktualnego stanu wiedzy [18]…
W szkołach krajów zaawansowanych od początku stulecia nie uczy się już osobnych przedmiotów przyrodniczych. W XXI wieku dzieci od 1. klasy szkoły podstawowej poznają obszar nauczania STEM (od ang. Science, Technology, Engineering, Mathematics). STEM to dzisiaj podstawa nowoczesnej świadomości obywatelskiej i krytyczny dla rozwoju obszar kształcenia [16,17]. Przyjmuje się, że w krajach rozwiniętych już około 70% stanowisk pracy wymaga kształcenia w obszarze STEM [19].

A tu i teraz – w projektowanych (do wdrożenia i to już niebawem…) podstawach programowych szkół podstawowych ciągle nie ma nauczania w obszarze STEM, choć jesteśmy w tym już o całe dekady zapóźnieni [20].
Oparty na centralnych ustawach oświatowych i rozporządzeniach MEN cały system edukacji, począwszy od przedszkolnej przez wczesnoszkolną i dalszą, potrzebuje weryfikacji, przemodelowania i zbudowania spójnej i przejrzystej strategii powiązanej ze strategią rozwoju kraju. Bez nowoczesnej edukacji nie ma i nie będzie nauki odpowiadającej na współczesne wyzwania rozwojowe [15], nie będzie prawdziwej „gospodarki opartej na wiedzy” [2].
***
Jak wskazują wieloletnie już doświadczenia, nie ma możliwości by jakiekolwiek reformy pojedynczych resortów w systemie centralistycznym były inne niż pozorowane, bezskutecznie pochłaniające czas i energię [2].
Jedynym znanym dotąd pokojowym sposobem na polepszenie efektywności funkcjonowania państwa jest systematyczna przebudowa jego prawnego modelu organizacji na federalny, w którym szczupły ale sprawny rząd centralny i parlament zajmuje się tylko wybranymi prerogatywami ogólnokrajowymi, tylko tymi, które ten parlament jest w stanie przygotować sensownie i z wyprzedzeniem, a rząd jest w stanie wdrożyć sprawnie i terminowo, nie na przedwczoraj… Reszta zadań i odpowiedzialności musi być oddelegowana do samodzielnych regionów. Zatem tu wchodzi w grę istotna zmiana nie tylko w konstytucji ale i zmiana prawa administracyjnego.
Na dzisiejsze czasy i przy dynamice rozwoju AI absurdalnie niepotrzebna tu jest skala biurokracji, na czele z podwójną administracją kontrolną, podnoszącą koszty i wydłużającą procesy. Pełna autonomia regionów dotyczy własnych podatków i własnych budżetów, a wyszczuplone przez AI parlamenty, rządy i administracje regionalnie niezależnie zarządzają swoją edukacją i szkolnictwem wyższym, dostosowując je do potrzeb lokalnych rynków, których potrzeby znają najlepiej. Rozdział kompetencji sprzyja bardziej efektywnemu wykorzystaniu funduszy publicznych oraz inicjatywy obywateli. Większościowa ordynacja wyborcza zapewnia pozytywną selekcję na wszystkich szczeblach władz lokalnych i centralnych [2, 9-12].
***
Jest więc o czym dyskutować, i to bardzo konkretnie – o sprawnej gospodarce w sprawnym państwie, bo samym światopoglądem nie nakarmi się przyszłych pokoleń. By pozbyć się obciążeń historycznych rodem z „Magdalenki” i „Okrągłego Stołu” (czyli z PRL) i wreszcie zdążyć wejść do XXI wieku, kluby dyskusyjne Radykalnego Centrum muszą zatem przeistoczyć się szybko w silną i sprawna partię polityczną z nowoczesnym programem organizacyjno-gospodarczym na miarę XXI wieku. Do tego szybko nabyć i dobrze wyćwiczyć umiejętności przekonywania tak, by po dojściu do władzy (dzięki AI i mediom SPO) skutecznie przekonać inne ugrupowania polityczne do przeprowadzenia takich pilnych i głębokich zmian prawnych, niezbędnych dla sprawnego funkcjonowania współczesnego państwa.
Można mieć pewność, że dzisiejsza warstwa polityczna (nazwa celowa bo klasy mało) nie zrobi nic co wychodzi poza interes partyjny. Jest tak uwikłana we wzajemne zależności z zastałą hierarchią kościelną akademicką, że w obecnym stanie prawnym, oprócz barwnego nieraz gadulstwa z przechyłami na lewo czy prawo, nie zanosi się by była w stanie sama z siebie dokonać istotnych zmian prawnych. Tak jak w „Magdalence” ustalono ramy przedłużenia „centralizmu demokratycznego” z epoki PRL z uwzględnieniem wariantów wielopartyjnych („partiokracji”), tak po 1989. i 1997. roku to zostało utrwalone do dziś, z dodatkowo rozrośniętą, administracyjno-biurokratyczną machiną nakazowo-kontrolną.
Bezwład, który zjada sam siebie …
***
Ktoś kto zgodnie z powyżej wskazanymi zaleceniami profesora Stanisława Obirka [3, kom.#2] chciałby wytyczyć plan i program takich zmian godnych Radykalnego Centrum – choćby tylko w omawianych wyżej zasadniczych dziedzinach – na stosunkowo długi czas przed wyborami parlamentarnymi, mógłby zostać szybko zakrzyczany i wdeptany w ziemię przez konkurencję polityczną dysponującą ogromną machiną propagandową. Nawiasem mówiąc, machiną nonsensownie wspieraną przez podatników w postaci publicznych subwencji partyjnych. Może więc być całkowicie zrozumiale, że do czasu zebrania „masy krytycznej” organizator takiego nowego ruchu musi milczeć albo zwodzić i pokornie udawać Klaudiusza. Z takich względów ten scenariusz można nazwać makiawelicznym.
Harmonijnie przeprowadzenie tylko tych działań wskazanych powyżej, dotyczących prawa wyborczego, prawa administracyjnego i zmiany modelu państwa dla dobra demokracji parlamentarnej, rozwoju edukacji, nauki i gospodarki, może wyglądać na kolosalnie niemożliwe zadanie i może łatwo budzić skojarzenia z wysiłkami mitycznego Syzyfa. Żeby jednak taką pracę wykonać w pełni skutecznie i do końca, energia spożytkowana na to przedsięwzięcie musi być iście przeogromna. Dlatego taki scenariusz nazwano też gargantuicznym.
Bibliografia
- Krzysztof Bielejewski: Profesor Matczak odkrywa lemoniadę – Studio Opinii, 06.08.26
- Gospodarka nie-wiedzy Krzysztof Jan Konsztowicz. Ebook – Księgarnia ekonomiczna Onepress.pl, 2020
- Sławek: Kluby Radykalnego Centrum – Marcin Matczak proponuje Polsce rozmowę zamiast wojny plemiennej., 24.07.26
- Sławek: Między poglądem a pogardą – o ryzykach antagonizującej diagnozy i warunkach powodzenia Klubów Radykalnego Centrum, 05.08.26
- K.J. Konsztowicz, SCIENCE WATCH POLSKA – Wyszukiwarka parametryczna Publish or Perish, 22.01.2022
- K J. Konsztowicz Quo vadis nauko polska?… Część III. Liczby i fakty. (sciencewatch.pl), 20.12.25
- Krzysztof J. Konsztowicz: Zwarcie systemów – z konstytucją polską w tle… – Studio Opinii, 05.05.2023
- Krzysztof J. Konsztowicz: Polityka bananowa, gospodarka nie-wiedzy i militaria, okiem inżyniera – Studio Opinii, 31.05.2023
- Krzysztof J. Konsztowicz: Ordynacja Proporcjonalna = Paradoksalna – Studio Opinii, 25.04.2023
- Krzysztof J. Konsztowicz: Protest przeciwko … partiom opozycyjnym – Studio Opinii, 04.09.2023
- Krzysztof J. Konsztowicz: Żółta kartka dla ordynacji wyborczej – jeszcze raz… – Studio Opinii, 08.10.2023
- Krzysztof J. Konsztowicz: Gra w numerki – Studio Opinii, 10.04.2024
- Krzysztof J. Konsztowicz: Podpowiedź do pytania – „którędy do wyjścia”?… – Studio Opinii, 29.04.2020
- K J. Konsztowicz Quo vadis nauko polska? Część I. Pomieszanie pojęć… (sciencewatch.pl, 04.11.25)
- K J. Konsztowicz Quo vadis nauko polska? Część II. Jakie badania dla gospodarki? (sciencewatch.pl, 16.11.25
- K J. Konsztowicz, Jaka edukacja dla lepszej nauki i gospodarki. Część I – Spójność nauczania (sciencewatch.pl), 05.07.26
- K J. Konsztowicz, Jaka edukacja dla lepszej nauki i gospodarki. Część II – Kreatywność, (sciencewatch.pl), 23.07.26
- Krzysztof J. Konsztowicz: Tryptyk szkolny, część druga – szkoła bez zadań, ale z głową… – Studio Opinii, 11.05.2024
- K J. Konsztowicz Jaka edukacja dla lepszej nauki i gospodarki. Część III – Obszar nauczania STEM (sciencewatch.pl), 03.08.26
- K J. Konsztowicz Jaka edukacja dla lepszej nauki i gospodarki. Część IV – Słabości projektu „Profil Absolwenta” IBE, w edycji

Krzysztof Jan Konsztowicz
Dr. hab. inż.
Emerytowany profesor ATH w Bielsku-Białej.

Szanowny Panie Profesorze,
z prawdziwą przyjemnością odnalazłem w dzisiejszej edycji „Studio Opinii” Pański artykuł.
W morzu publicystyki produkowanej dziś seryjnie, często z pomocą AI, Pański tekst jest prawdziwą perełką. Przeczytałem go od razu. Teraz chcę przeanalizować go dokładnie, by odnieść się do niego merytorycznie.
Zanim to uczynię, pragnę serdecznie podziękować za intelektualną ucztę, którą Pan Profesor tym tekstem zafundował czytelnikom. Dawno nie było w „SO” tak poważnego, szerokiego i pobudzającego do dyskusji materiału o Polsce, jej ustroju, gospodarce, edukacji i przyszłości demokracji.
Słowa uznania pod moim adresem przyjmuję nie tylko jako wyróżnienie, lecz także jako zobowiązanie do większej niż dotąd powściągliwości, rzetelności i odpowiedzialności w publicznej rozmowie.
Serdecznie pozdrawiam
Sławek
Mam wrażenie, że to tekst dość kuriozalny — przede wszystkim dlatego, że udaje analizę, a w istocie jest rozbudowanym potwierdzeniem tez, z którymi autor przyszedł już na początku.
Najbardziej uderza mnie konstrukcja rozumowania. Z Radykalnego Centrum i Matczaka autor w kilka akapitów przechodzi do Hirscha, Web of Science, Locke’a, Rousseau, Marksa, Magdalenki, JOW-ów, federalizacji państwa, STEM, Korei Południowej, AI i reformy szkolnictwa. Wszystko ma dowodzić jednej rzeczy: że lekarstwem na niemal wszystkie polskie dolegliwości jest zestaw rozwiązań od dawna propagowanych przez… autora. Bibliografia dodatkowo wzmacnia to wrażenie, bo istotna jej część prowadzi do jego własnych wcześniejszych tekstów i książki. To trochę tak, jakby napisać rozprawę o wyższości własnej kuchni, a w bibliografii podać głównie własną książkę kucharską.
Szczególnie zabawny jest fragment o Matczaku: ponieważ ma przyzwoity H-index i publikuje w dobrych czasopismach, to zapewne „dużo czyta”, więc „dużo wie”, a skoro dużo wie, to powinien dojść mniej więcej do tych samych poglądów ustrojowych co Konsztowicz. To nie jest argument, tylko intelektualny teleport. Wskaźniki bibliometryczne mówią coś o dorobku naukowym, ale nie stanowią certyfikatu słuszności poglądów na ordynację wyborczą, federalizm czy politykę gospodarczą.
Największą słabością tekstu jest jednak jego monocausalność: centralizm ma tu odpowiadać niemal za wszystko — słabą innowacyjność, edukację, naukę, biurokrację, selekcję elit, gospodarkę i zapewne jeszcze pogodę w sierpniu. A JOW-y i federalizacja pojawiają się właściwie jako ustrojowy WD-40: psiknąć i państwo zacznie chodzić.
Są tam rzeczy warte dyskusji — nadmierna centralizacja, jakość administracji, kondycja nauki, autonomia regionów czy reforma edukacji. Tyle że autor nie tyle je analizuje, ile układa z nich procesję prowadzącą do wcześniej przygotowanego ołtarza.
Najkrócej powiedziałbym więc tak: to nie jest tekst o Radykalnym Centrum. Radykalne Centrum jest tylko pretekstem, żeby autor po raz kolejny opowiedział swoją wielką teorię wszystkiego — z sobą samym w bibliografii. I chyba właśnie dlatego 19 minut czytania sprawia wrażenie znacznie dłuższych.