PIRS: Ukraina nasza sąsiadka

* * *

Pamiętają Państwo sen kadeta Bieglera w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka”? Kadetowi śni się, że jest generałem i szofer wiezie go ostrzeliwaną szosą wprost ku nieprzyjacielowi. Kiedy ochrzania szofera, ten odpowiada: – Panie generale, to jedyna porządna droga. Szosa jest w stanie dobrym. Na drogach bocznych opony nie wytrzymałyby tej jazdy.

Przypomina to sytuację w Europie w związku z Ukrainą. Ukraina pogrąża się, a wszyscy wokół wyrażają nadzieję, że może będzie lepiej, ale na razie nic konkretnego nie robią – póki szosa dobra, to nie ma sensu zmieniać kierunku jazdy. Sankcje mające zniechęcić Rosję do wtrącania się w sprawy Ukrainy są śmieszne. Minister Sikorski przypomniał, że na sankcje Rosja może odpowiedzieć swoimi sankcjami, a to może być kosztowne. Ameryka ma z Rosją interesy globalne, Europa — wzajemne.

Premier Orban zażądał od Ukrainy autonomii dla Węgrów zamieszkujących ten kraj. Jest ich tam 200.000. Wprawdzie w Rumunii mieszka milion Węgrów, ale o nich Orban się nie upomina. Narzuca się porównanie z 1938 rokiem, kiedy Polska wraz z Niemcami najechała Czechosłowację, domagając się Zaolzia. Niemcy wtedy domagali się specjalnych praw dla swoich rodaków mieszkających w czeskich Sudetach.

Marzenie o wspólnej Europie, wyznającej wspólne szlachetne idee, potyka się o egoistyczne interesy krajów członkowskich.

Sytuacja nie dla wszystkich jest zaskakująca. Wikileaks opublikowała dokumenty amerykańskie z 2008 r., gdzie przewidywano obecny scenariusz zdarzeń na Ukrainie w związku z jej ewentualną chęcią zbliżenia do NATO.

Czy są jakieś ogólnie uznawane prawa narodów do samostanowienia, prawo państwa do swojej integralności, w których obronie wystąpiłyby państwa Zachodu? Bez względu na wyznawane oficjalnie wartości, państwa uznają prawo silniejszego do narzucania swojej woli słabszym.

* * *

Polityka jest pełna hipokryzji. Wystarczy obejrzeć i posłuchać, jak relacjonuje się u nas zdarzenia na Ukrainie. Inaczej komentuje się postępki „właściwych” sił i uwypukla niegodziwości sił „prorosyjskich”. Kiedy grupy ludzi niewiadomego pochodzenia sprzeciwiały się rządom Janukowycza i zajmowały urzędy i komisariaty milicji, przedstawiano to jako coś pozytywnego. Podobne działania „separatystów” oceniane są inaczej. Spalenie kilkudziesięciu separatystów zamkniętych w budynku przedstawia się jako niejasny wypadek przy pracy. Nasi politycy i, co gorsza, dziennikarze, ograniczają się do tendencyjnych komentarzy.

* * *

Bardzo szybko tracimy zainteresowanie dramatycznymi wydarzeniami. Być może nie są one odpowiednio nagłaśniane. Z Ukrainy dochodzą wiadomości o walkach, o odzyskiwaniu przez siły rządowe terenów zajętych przez „separatystów”. Pamiętam, że więcej emocji wzbudzały swego czasu komunikaty PiS o tym, że odzyskali kolejne ministerstwo. A przecież chodziło tylko o obsadzenie jakiegoś resortu, dotychczas zajmowanego przez koalicjanta lub osobę mało uległą wobec PiS.

Wydarzenia w Syrii też już nie wzbudzają wielkiego zainteresowania, a przecież zginęło tam 150.000 osób, a 3 miliony uciekły i przebywają w obozach w okolicznych państwach.

W Iraku niemal codziennie ginie kilkadziesiąt osób, a kraj, już praktycznie podzielony, bliski jest upadkowi.

W przypadku Ukrainy dwa czynniki powodują, że konflikt nie jest nagłaśniany. Pierwszy to udział Rosji, z którą większość krajów europejskich prowadzi interesy i nie chce, aby zostały one zagrożone. Stąd raczej symboliczne sankcje, polegające na wciąganiu różnych urzędników rosyjskich na listę osób „niepożądanych na Zachodzie”. Przypominają się czasy, gdy Chiny publikowały setkami „poważne ostrzeżenia” pod adresem USA i innych imperialistów. Drugi czynnik to nietypowość konfliktu. Nikt nie wypowiedział wojny zajmując Krym, wysyłani byli rosyjscy żołnierze sił specjalnych, ale bez dystynkcji itp. Teraz też oficjalnie Rosja nie bierze udziału w konflikcie we wschodniej Ukrainie.

Ukraina ma teraz szansę dłużej utrzymać się w mediach, ze względu na katastrofę (zestrzelenie) pasażerskiego samolotu. Telewizja z lubością pokazuje rozbite szczątki samolotu i zwłoki. Takie obrazy poruszyły opinię publiczną i politycy wyrażają oburzenie, zapowiadają, że sprawcy zostaną ukarani itd. Ale co można zrobić, kiedy na teren katastrofy „separatyści” nie chcą nikogo wpuścić?

Kilka tygodni wcześniej w pobliżu zestrzelono inny samolot, ale byli w nim tylko wojskowi, więc nikt się tym nie zainteresował.

Powtarzalność zdarzeń osłabia zainteresowanie, trzeba czegoś spektakularnego, żeby pobudzić media. Kilka osób zabitych w katastrofie autobusu robi większe wrażenie niż kilkadziesiąt osób zabitych w czasie weekendu na drogach.

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. marek 2019-10-28
    • PIRS 2019-10-28
  2. Tadeusz Kwiatkowski 2019-10-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com