* * *
Sytuacja na Ukrainie przedstawiana jest u nas jako walka aniołów z diabłami. Czasem widać, że anioły noszą nie tylko aureole. Pokazano agresywnych członków nacjonalistycznej partii Swoboda, w tym posła tej partii, jak wdarli się do stacji telewizyjnej Kanał Pierwszy i grożąc pobiciem wymusili na jej szefie napisanie podania o rezygnację ze stanowiska, gdyż ośmielił się transmitować w telewizji przemówienie Putina. Marszałek Senatu, Borusewicz, skomentował, że Swoboda jest to partia proeuropejska, tak jakby to wszystko usprawiedliwiało. Na zarzuty, że jest to partia znana z antypolskich i antysemickich wystąpień, wielu komentatorów wyjaśnia, że ostatnio partia ta bardzo stonowała swoje wypowiedzi. Rozsądniejsi komentujący wyrażają nadzieję, że w nadchodzących wyborach Ukraińcy pozbędą się skrajności. A jeżeli się nie pozbędą?
Obecna sytuacja przywołuje wiele porównań historycznych. Mnie skojarzył się rok 1938, kiedy Polska wraz z Niemcami hitlerowskimi najechała Czechosłowację i zaanektowała Zaolzie. Krym – jeśli nie znaleziono tam przypadkiem bogatych złóż – nie jest wiele wart, jeszcze mniej warte były ziemie zajęte przez Polskę. A radość wielu Rosjan, tych na Krymie i w Rosji, z zaanektowania Krymu, przypomina radość wielu Polaków z „przywrócenia macierzy” Zaolzia. Wcześniej czy później zwykli Rosjanie odczują negatywne skutki takich działań.
* * *
Rosyjski dziennikarz z Wołogdy, Roman Romanienko, umieścił na swojej stronie na Facebooku list do prezydenta Putina. Napisał w nim:
Dowiedzieliśmy się, że chcesz wysłać wojska na Krym, żeby bronić praw rosyjskojęzycznej części społeczeństwa. W związku z tym mamy ogromną prośbę, żeby przysłać wojska tutaj, do Wołogdy. Wszyscy mówimy tutaj po rosyjsku, a nasze prawa są wciąż naruszane. Zamierzasz wydać masę pieniędzy na ułatwienie życia na Krymie. Nie śmiem pytać, ale czy jest szansa, że możesz wydać te pieniądze na Wołogdę?
Problemy mieszkańców Wołogdy, które wymienia Romanienko, to marna opieka medyczna, edukacja, rolnictwo.
Na drzwiach mieszkania Romanienki pojawiła się swastyka, a jego sąsiedzi otrzymali kartki z informacją, że jest on szumowiną, która wysługuje się Zachodowi i niszczy Ukrainę, a jego mieszkanie może służyć jako tajna siedziba ukraińskich „patriotów”.

Moim zdaniem Autor nie poruszył problemu tożsamości mieszkańców Ukrainy. Mój znajomy ożeniony z obywatelką Ukrainy przez szereg lat mieszkał w Kijowie prowadząc firmę. Ponieważ rodzina jego żony zamieszkiwała w Donbasie to od czasu do czasu wpadali tam w odwiedziny. Dodam jeszcze, że ten mój znajomy, jako osoba obdarzona zdolnościami lingwistycznymi, bardzo szybko i dobrze opanował język ukraiński i to do tego stopnia, że jego żona, osoba rosyjskojęzyczna, często robiąc zakupy pytała go „jak to się nazywa po ukraińsku”. Tak więc będąc po raz kolejny w Donbasie zdarzyło mu się w eleganckim pubie zamówić piwo po ukraińsku. Wywołał tym prawdziwy wybuch nienawiści tak że musiał się z żoną ratować ucieczką. A było to wiele lat przed pierwszym majdanem. Kiedy spytałem kiedyś jego żonę kim się czuje: Rosjanką czy Ukrainką to wzruszyła tylko ramionami.
Bardzo trafne. Wybrałem tylko fragmenty tego co pisałem w tamtym czasie w „Telewizja pokazała”. Powoływałem się też na inne teksty, np. na reportaże Jacka Hugo-Badera i jego książkę „Biała gorączka”. W naszych mediach Ukrainę traktowano sztampowo i pomijano drażliwe tematy.