* * *
Trudno zorientować się co się dzieje na Ukrainie. Główne media pokazują walki i sankcje. Rzadko mamy okazję przeczytać, a jeszcze rzadziej zobaczyć reportaż, który by pokazał w sposób obiektywny co się tam dzieje. W dodatku propaganda często nachalna zniekształca obraz.
Jeszcze niedawno wiadomo było, że na Ukrainie panuje korupcja, że wysocy i niżsi urzędnicy wzbogacili się nieuczciwie, a przywódcy wszystkich odłamów elit mieli udział we wzbogacaniu się kosztem majątku narodowego. Do tego są silne ruchy nacjonalistyczne, które nie wyparły się ciemnej przeszłości, więcej – chcą, aby ich ideologia stała się podstawą w państwie. Tam się dużo dzieje. To wszystko nie zniknęło w momencie przewrotu, usunięcia prezydenta Janukowycza i obrania kursu prozachodniego. Nie wiadomo jaki udział w tych zmianach miało 5 mld dolarów wydanych w ciągu ostatnich 20 lat przez Stany Zjednoczone „na demokratyzację Ukrainy”.
Polska patrzy zbyt jednostronnie na konflikt, ciesząc się że Ukraina stawia się Rosji. Bagatelizowało się zaognienie stosunków między Ukraińcami i mieszkającymi na Ukrainie Rosjanami, wywołane już pierwszymi dekretami nowej władzy (anulowanie ustawy o językach mniejszości), przypadki przemocy wobec ówczesnych legalnych władz itp.
Na razie ruchy nacjonalistyczne nie prezentują swoich idei i postulatów poza granicami Ukrainy, a i nasze media nie cytują ich, aby nie szkodzić sprawie walki Ukrainy z Rosją. Ale przypomina to ograniczanie przed wyborami wystąpień takich posłów jak Pawłowicz czy Macierewicz, aby nie zniechęcać wyborców. Jaka Ukraina wyłoni się z tego konfliktu?
* * *
Minister Schetyna wyraził zdanie, że rozmawiać bez Polski o Ukrainie, to tak jak w sprawach Libii, Tunezji, Maroka rozmawiać bez Włoch, Francji i Hiszpanii. Oburzyło to wielu komentatorów, gdyż porównuje stosunki między Polską a Ukrainą ze stosunkami między krajami kolonialnymi i ich byłymi koloniami.
Uzurpowanie sobie przez Polskę prawa do współdecydowania w sprawach Ukrainy wydaje się nieco dziwne. Polska nie jest mocarstwem, nie dysponuje dużym potencjałem ekonomicznym, a żeby pośredniczyć w konflikcie między Rosją i Ukrainą, musiałaby być bardzo bezstronna i pożądana jako pośrednik przez obie strony. Można pomagać Ukrainie w miarę możliwości, można jej dobrze życzyć, można bronić stanowiska Ukrainy na forum międzynarodowym. Ale sprawy Ukrainy rozstrzygną się na Ukrainie i tak jak ułoży ona sobie stosunki z Rosją.
* * *
Wszyscy komentatorzy pesymistycznie oceniają wpływ sankcji na politykę Rosji. Wprawdzie sankcje są dokuczliwe i w najbliższych latach spowodują większe dolegliwości, ale nie wpływa to na politykę Rosji wobec Ukrainy oraz innych państw sąsiednich. Rosja wydaje się testować Zachód, a Zachód sprawia wrażenie jakby oczekiwał że lada moment Rosja się opamięta i choć częściowo wycofa. Poza tym rozłam w Unii jest znaczny, bo wiele krajów kontynuuje współpracę z Rosją nawet tam gdzie Unia zaleca wstrzemięźliwość. Prawie 40% Niemców jest za uznaniem aneksji Krymu przez Rosję. Zachód obawia się dżihadystów i pogorszenia sytuacji gospodarczej, a Rosja jest dostawcą surowców i rynkiem zbytu produktów.
Ukraina walczy z separatystami i wspierającymi ich wojskami rosyjskim. Sama wojna jest ogromnym obciążeniem, a kraj czekają jeszcze bolesne reformy. Ameryka obiecała pomoc – 20 mln dolarów na wsparcie reform ukraińskich sądów i organów ścigania i 3 mln dolarów na pomoc ludziom, którzy w wyniku działań wojennych uciekli bądź zostali przesiedleni. Takie sumy byłyby za małe nawet dla dużego miasta, a co dopiero dla kraju w takiej sytuacji. Ameryka ma swoje globalne interesy. Polityka to handel, a Ukraina nie bardzo ma czym handlować.

Moim zdaniem Autor nie poruszył problemu tożsamości mieszkańców Ukrainy. Mój znajomy ożeniony z obywatelką Ukrainy przez szereg lat mieszkał w Kijowie prowadząc firmę. Ponieważ rodzina jego żony zamieszkiwała w Donbasie to od czasu do czasu wpadali tam w odwiedziny. Dodam jeszcze, że ten mój znajomy, jako osoba obdarzona zdolnościami lingwistycznymi, bardzo szybko i dobrze opanował język ukraiński i to do tego stopnia, że jego żona, osoba rosyjskojęzyczna, często robiąc zakupy pytała go „jak to się nazywa po ukraińsku”. Tak więc będąc po raz kolejny w Donbasie zdarzyło mu się w eleganckim pubie zamówić piwo po ukraińsku. Wywołał tym prawdziwy wybuch nienawiści tak że musiał się z żoną ratować ucieczką. A było to wiele lat przed pierwszym majdanem. Kiedy spytałem kiedyś jego żonę kim się czuje: Rosjanką czy Ukrainką to wzruszyła tylko ramionami.
Bardzo trafne. Wybrałem tylko fragmenty tego co pisałem w tamtym czasie w „Telewizja pokazała”. Powoływałem się też na inne teksty, np. na reportaże Jacka Hugo-Badera i jego książkę „Biała gorączka”. W naszych mediach Ukrainę traktowano sztampowo i pomijano drażliwe tematy.