2015-04-04
Czytelnik pyta mnie o moje, wyciągnięte z archiwum Instytutu Literackiego „Kultura” w Maisons-Laffitte poufne raporty. Dodaje, że niegdyś w Polsce ludzie głowili się, skąd RWE tyle wie o tym, co się dzieje w PRL! Przytacza dobrze mi znaną starą anegdotę!!! „W czasie posiedzenia Sejmu premierowi Cyrankiewiczowi pękają spodnie. Po chwili wsiada on do samochodu, jedzie do domu po inne pantalony. A tam jego gosposia już czeka nań z pięknie wyprasowaną parą. Premier zdumiony pyta: skąd wiedzieliście, że muszę zmienić spodnie!!! Na to gosposia: przed chwilą powiedziano to w Wolnej Europie!!!”
To Mariusz Kubik – politolog, wyciągnął te teksty z tak kluczowego gdy chodzi o naszą najnowszą historię archiwum „Kultury”. Już swego czasu ówczesny opiekun tego archiwum Jacek Krawczyk część z nich mi pokazał! (to Krawczyk te „dokumenty” ocalił od zniszczenia i zabezpieczył). Jednak nie zdawałem sobie do końca sprawy z ilości (1500 stron) i wagi historycznej tych raportów, będących – jak mi np. powiedział ów wyżej wymieniony czytelnik – „świadectwem czy w każdym razie częściowym wyjaśnieniem tego, skąd RWE tyle wiedziała”.
Rzecz też w tym, że te teksty w archiwum RWE się ponoć nie zachowały. Jak pisał szef „wolnoeuropejskiej” ewaluacji tych danych, Kazimierz Zamorski, (patrz: „Pod Anteną Wolnej Europy” – wydawnictwo WERS, Poznań 1995, str. 104 ), „Brown polecił mi zniszczyć raporty terenowe za lata 1953-1969 -dorobek blisko 20 lat pracy, którego koszt oceniałem na 20 milionów dolarów. Dostrzegłszy mą niewyraźną minę pocieszył mnie: spy material” (James Brown – jeden z dyrektorów RWE. MM)
Co do metody zdobywania owych informacji, to wielu przyjezdnych z kraju nam, korespondentom informacyjnym RWE chętnie –naturalnie w największej tajemnicy – przekazywało ich wiele. Rzecz jasna, źródło takich wiadomości pozostawało ściśle tajne – było chronione specjalnymi metodami. Zamorski i jego monachijskie biuro ewaluacji – analizowali te napływające informacje. Tak -przed puszczeniem czegoś na antenę trzeba było oczywiście, jak to mówiono, to„zweryfikować”!!! Wszak zachodziła obawa, że SB, aby nas skompromitować, podrzuci nam fałszywe dane. Nieraz z kolei prawdziwe informacje podrzucały nam te lub inne frakcje partii. Szło o zaszkodzenie rywalom. Ważnym źródłem byli dla nas także np. działacze KIK-ów, czy „Znaku”. Ale zdarzało się też, że taki czy inny przyjezdny z kraju naturalnie pod osłoną tajemnicy sprzedawał nam swe opracowania, oceny sytuacji w PRL, dane o rozgrywkach w obozie władzy… Cennym źródłem wieści np. o szykanach godzących w Kościół byli dla mnie paryscy Księża Pallotyni… Jak już nieraz pisałem, wiele niezwykle ważnych materiałów z kraju dostarczał nam paryski przedstawiciel lubelskich „Spotkań”, niezwykle aktywny w walce z komuną Piotr Jegliński (otrzymywał on te materiały swoimi drogami z kraju – np. przysyłano mu mikrofilmy zaszyte w okładkach książek). Jegliński był w oczach SB szczególnie niebezpiecznym wrogiem. Ponoć miało ono nawet plan otrucia go. Wśród naszych krajowych kontaktów bywali jednak również ludzie, prowadzący skomplikowaną grę polityczną – rozmawiający i z nami i z władzami PRL – ale nomina sunt odiosa , choć niekiedy chodzi o osoby już zmarłe,
Byłem sprawnym korespondentem informacyjnym. To musiało SB drażnić! Czy był plan otrucia mnie, nie wiem. Jedno pewne. Bywało, że takimi czy innymi drogami (przez anonimowe telefony lub innymi…) docierały do mnie pogróżki, z uporem lansowano we mnie rodzą się takie lub inne kalumnie, dział destrukcji „dywersji politycznej” starał się mnie i mą żonę destabilizować psychicznie… Ale odpowiednie francuskie władze, które dobrze wiedziały jaka toczy się gra, ofiarnie i zapewne jednak ze sporym nakładem wysiłków zapewniały moje i mych kolegów bezpieczeństwo… No i dodam półżartem jakoś „tamta strona” mnie nie wykończyła. Podkreślam, że do dawnych mych przeciwników nie mam nawet śladu pretensji; To były inne czasy, czasy „zimnej wojny”, byliśmy po różnych stronach barykady. Oni byli pod wpływem tak potężnej komunistycznej propagandy! Teraz fakty należy – jak to świetnie robi IPN – ujawniać. Ale także trzeba umieć przebaczać – budować w interesie Polski JEDNOŚĆ NARODOWĄ ponad dawnymi podziałami!
Myślę, że te wyciągnięte przez Mariusza Kubika raporty mogły by np. stać się podstawą jakiejś pracy doktorskiej. Tą sprawą zapewne winien się zainteresować jakiś urząd czy instytut naukowy?
