W 1982 roku udało mi się zainteresować tematem Jurka Regulskiego. Znaliśmy się lata dzięki Gotowskim, był synem słynnego wręcz przed wojną menedżera, Janusza Regulskiego. Prowadził bardzo dobrą pracownię w Instytucie Urbanistyki i Architektury Politechniki Warszawskiej. Spotkaliśmy się na Złotej i doszliśmy do wniosku, że jedyne dobre miejsce, żeby zająć się przyszłością samorządu w Polsce, to jego pracownia.

Obaj nadal wierzyliśmy, że zostaliśmy skazani na następne sto lat zniewolenia i że nawet najbardziej bohaterskie zaprzeczenia prawu tej władzy do funkcjonowania nic nie dadzą, jeżeli nie dojdzie do następnego takiego zrywu, jak w 1956 roku i w 1980. Spodziewaliśmy się natomiast, że oni najzwyczajniej w świecie będą musieli zacząć rozmawiać z przedstawicielami społeczeństwa i że reżim poluzuje się na tyle, byśmy mieli przynajmniej to, co wywalczyliśmy w październiku ’56, kiedy do rządu wprowadzono bezpartyjnych fachowców. Teraz też nam się wydawało, że jest możliwe powołanie rządu mieszanego, czyli takiego, który z jednej strony reprezentowałby klasę panującą czyli aparat partyjny, a z drugiej – byłby grupą fachowców, z którymi można by zrobić coś sensownego.
Liczyliśmy, że porozumienie z Solidarnością da jako efekt – reformy, które po prostu pozwolą racjonalniej gospodarować. I chcieliśmy kraj do tego przygotować. Jedną z zasadniczych spraw, które należało dla tego celu podjąć, był właśnie samorząd. Najważniejsze było dla nas przekonanie, że podstawą władzy jest gmina, a wszystko, co wyżej, wyrasta z upoważnienia obywateli, a nie odwrotnie. Wbrew formule, że władza idzie od góry, a zaufanie od dołu.
Współpracował z pracownią Jurka nasz wspólny przyjaciel, wojewoda gdański, zdjęty za sprzyjanie Solidarności, Jurek Kołodziejski, też urbanista. Namówiłem Jerzego, by dokooptował jeszcze Michała Kuleszę, wtedy prawnika od spraw ochrony środowiska, który też bardzo się zaangażował. I to on, Jerzy Regulski, człowiek rzeczowy, a wielkiej inteligencji i talentu, do dni przemiany ustrojowej przygotował praktycznie gotowy program reformy samorządowej. Dwie największe reformy polskie powstały poza strukturami opozycji i Solidarności, drugą był plan Balcerowicza.
Ja sam przez parę lat zbierałem wszelkie doświadczenia udziału robotników we własności, zyskach lub zarządzaniu przedsiębiorstwami – licząc się z tym, że bez udziału i wpływu pracowników nie dojdzie do przemian ustrojowych. Wrocław wydał podziemnie mój tom Co zrobić, kiedy nic się nie da zrobić. We Wrocławiu zyskałem cennego współpracownika, potem pioniera problematyki własności pracowniczej, Janka Koziara. Nie odnieśliśmy sukcesu, a nawet nie zyskaliśmy zrozumienia. Zarówno ekonomiści, którym ich liberalizm nie pozwalał zrozumieć ani myśli Piusa XI, ani Ronalda Reagana, jak i politycy, byli przeciw. Ściśle – niezainteresowani.
W 1983 roku ks. Jerzy, dla mnie – Jurek Popiełuszko – ściągnął mnie do prowadzenia uniwersytetu parafialnego w jego parafii, do którego sam dobrał słuchaczy. Zrobił to zresztą bezbłędnie, ponieważ nie było żadnej wtyki. To wszystko byli robotnicy i inżynierowie, których Jurek znał z huty, pochodzący ze środowisk żoliborskich. Chłopak po seminarium białostockim, był klasycznym przykładem, co zabrzmi pretensjonalnie, polskiej mądrości ludu. Trudno sobie wyobrazić kogoś mającego większy dar oceny sytuacji. Nigdy nie posunął się za daleko nawet o jedno słowo i nigdy nie mówił z nienawiścią. Mobilizował za to ludzi do wytrwania, do dzielności i do wierności ideałom, o które chodziło.
Na pierwszy wykład o nauce społecznej Kościoła ściągnąłem Michała Boniego. Bardzo dobrze nam ten uniwersytet szedł. Zajęcia – wykłady, seminaria, dyskusje – odbywały się chyba co dwa tygodnie. Zajęciami, które zyskały największe uznanie w oczach słuchaczy, był trening negocjacyjny Jacka Santorskiego. Jurek przykładał do niego dużą wagę. Sam przychodził na te zajęcia i w nich uczestniczył, mówiąc: Słuchajcie, musimy nauczyć się z nimi rozmawiać, bo oni będą musieli rozmawiać z nami. Ale trzeba umieć negocjować! Zajęcia prowadził też Henryk Samsonowicz.
Nie prowadził ich natomiast zaprzyjaźniony z Jurkiem Klemens Szaniawski, u którego w domu na Żoliborzu Jurek bywał. Ta uwaga jest ciekawa o tyle, że kiedy późniejszy morderca, Piotrowski, wezwał Jurka na przesłuchanie, to w pewnym momencie wyszedł, zostawiając w widocznym miejscu informację o tym naszym uniwersytecie. Jurek rzuciwszy na to okiem zauważył informację, iż profesor Szaniawski prowadzi u nas zajęcia. Dzięki temu już wiedzieliśmy, że nie mają żadnej wtyki i niczego o nas nie wiedzą. Na zakończenie roku zajęć Jurek powiedział: „Pamiętajcie, żeby się spotykać. Choćby na herbatce, ale spotykajcie się”.
Na stan wojenny społeczeństwo polskie zareagowało wielką traumą i ogromnym żalem, ale nie doszło do żadnych zbrojnych starć, choć mieliśmy problemy. Pamiętam faceta, który przyjechał z Sopotu i powiedział mi, że mają nagromadzoną broń i czekają tylko na instrukcje, a wiedzą, że znam się na wojsku. Oczywiście postarałem się przez kolegów rozpoznać, kto to był. Wyglądał na starego wariata. Był starszy ode mnie. Pojawił się jeszcze raz.
Powiedziałem mu: Proszę pamiętać, że w moich oczach wygląda pan na prowokatora. Każda akcja, która uzasadni aktywność bezpieki i represje, nie jest na naszą korzyść, lecz na korzyść władzy. Obecny opór społeczeństwa jest znacznie dla niej dotkliwszy, niż jakakolwiek walka zbrojna. Jednocześnie miałem przyjaciół chemików, którzy potrafili przygotować materiały wybuchowe klasy semteksu, dające fantastyczne wybuchy. To byli na tyle wybitni chemicy, że potrafili wszystko zrobić. Wyprodukowanie tego materiału nie byłoby dla nich żadnym problemem. Jedynym niebezpieczeństwem było to, że te grudki przy nieostrożnym zachowaniu mogły wybuchać w rękach szczeniaków.

Ciekawy fragment życiorysu. Stefan Bratkowski towarzyszył mi swoimi publikacjami, wypowiedziami w massmediach od lat 60:ych w kraju i w Szwecji (gdzie po paru latach dostałem azyl). Z chłopcami, urodzonymi w Szwecji, rozmawialiśmy o jego postawie, poglądach, wiedzy; bywało dostawali jego książki jako urodzinowe prezenty. To trochę o spadku po nim w naszej rodzinie.
Wyrazy współczucia dla Jego Rodziny, przyjaciół
Andrzej D
Przeczytałem całość z zafascynowaniem. Oczywiście, że jest mi łatwiej jako rocznik 1951, bo wiele rzeczy pamiętam czy też część osobiście choć ułomnie przeżyłem. Drobna wzmianka o moim Ojcu Stanisławie Chełstowskim ( przy okazji pisma „PoProstu”) też przywołuje (wtedy) dziecięce wspomnienia. Nie ważne czy z myśleniem Stefana zgadzam się czy nie. To całkowicie nie ważne. Ważne co On zrobił dla nas i dla Kraju. Był Wspaniałym Człowiekiem. Mądrym poza skalą. Przy Nim łatwiej rozumiem moje ułomności i jest to dla mnie lekcja pokory, w chwilach megalomanii. A lekcja pokory dla mnie najważniejsza. Dziękuję SO za opublikowanie „Stefan Bratkowski o sobie i o swoich czasach”.
P.S. I wzruszyłem się czytając. I tego się nie wstydzę.
Gdy czytam tekst Stefana to słyszę go i widzę. Żal, że to tylko wtedy. Ale cieszę się, że Studio opinii nosi imię Stefana Bratkowskiego. To zobowiązuje.
Od kilku dni codziennie czytywałem po kawałeczku te wspomnieniaPana Redaktora Stefana Bratkowskiego, które na Jego życzenie opracował Pan Jerzy Klechta. Wiedziałem jednak, że uzyskanie spójnego oglądu treści tych wspomnień wymaga jednorazowego przeczytania całości. Skorzystałem z okazji jakie przyniosło czwartkowe święto.
*
Opisywane wydarzenia pamiętam dobrze od marca 1968 roku, kiedy miałem niespełna 16 lat, aż do dzisiaj i oceniam je tak samo, lub bardzo podobnie jak Autor wspomnień. Naturalnie nie miałem ani tak szerokich znajomości, ani tym bardziej porównywalnych informacji. Niemniej zgadzam się ze wszystkimi przemyśleniami i wnioskami zawartymi w tekście.
*
Garść najbardziej istotnych refleksji jakie nachodzą mnie po przeczytaniu całości spróbuję zamknąć w kilku zdaniach.
Po pierwsze Stefan Bratkowski był człowiekiem wyjątkowym. Nie tylko przez swoją wszechstronność i niezłomną wolę pozytywnego działania. Także przez skromność, otwartość, optymizm i pozytywne nastawienie do ludzi i do świata. Warto zwrócić uwagę, że w samym tekście o wielu spotkanych ludziach mówi zwykle dobrze lub bardzo dobrze, a o innych ludziach mówi zdawkowo lub wcale.
Po drugie Stefan Bratkowski miał okazję być w centrum wydarzeń istotnych dla Polski co najmniej od 1956 roku, aż po kres swojego życia. Mówiąc o centrum wydarzeń nie mam na myśli kręgu decydentów, a raczej puls intelektualny życia społecznego, gospodarczego i politycznego Polaków.
Po trzecie pozostawił po sobie znaczący dorobek w różnych dziedzinach którymi się zajmował, a który istotnie zmienił nasze życie na lepsze i miejmy nadzieję – na trwałe (np. samorządy).
Po czwarte i najważniejsze co, moim zdaniem, nam pozostawił to przekonanie, graniczące z pewnością, że nie ma kiepskich czasów, są tylko leniwi ludzie, którym się nie chce chcieć, lub którym brakuje woli działania, wyobraźni oraz optymizmu. Ta wola nieustannego pozytywnego działania na rzecz zbiorowości to według mnie najważniejsza spuścizna Pana Redaktora.
Trzeba stanowczo podkreślić, że Pan Stefan Bratkowski jak wielu rozumnych ludzi w ówczesnej Polsce po 1945 roku miał świadomość, że zostaliśmy przez zachodnią cywilizację porzuceni na rzecz barbarzyńskiej Rosji, na okres co namniej stu lat, wobec czego w perspektywie kilku pokoleń nie ma widoków na odzyskanie niepodległości. W takim kontekście motywacja, wola działania optymizm i pozytywne myślenie wyglądały zupełnie inaczej niż np. w dzisiejszej Polsce.
*
O jednej rzeczy we współczesnej Polsce mówimy za mało lub mówimy kłamliwie. Mianowicie o przynależności do PZPR. Stefan Bratkowski nie miał z tym problemu – po prostu jak wielu wybitnych czy wartościowych ludzi tamtego okresu uważał, że przynależność do PZPR jest jedną z przesłanek aby robić coś pozytywnego, na co bez tej przynależności są mniejsze szanse. Większość z tych ludzi wstępowała do PZPR zresztą na samym początku PRL ze względów ideowych, co także nie jest bez znaczenia. Tutaj wyraźnie trzeba odróżnić takie członkowstwa od członkostw koniunkturalnych, gdzie oportunizm, cynizm czy inne niskie pobudki kierowały ludźmi wstępującymi do partii komunistycznej. To rozróżnienie motywów jest bardzo istotne i trzeba o nim mówić i pamiętać, kiedy chcemy cokolwiek rozumieć z przeszłości. Z faktu, że ktoś należał bądź nie należał do PZPR nie wynika nic specjalnego, zwłaszcza dla oceny jego działania w tamtych czasach.
Ci ideowi, optymistycznie nastawieni i aktywni ludzie w dużej części wystąpili z PZPR po 13 grudnia 1981 roku, kiedy ich zdaniem ustrój kompletnie stracił jakąkolwiek legitymizację.
We współczesnej Polsce, zwłaszcza w PiS, sprawy ocen ludzi za ówczesną przynależnośc do PZPR są kompletnie postawione na głowie i prowadzą do absurdalnych czy groteskowych wniosków i takichże postaci, niestety.
*
Kilka myśli Autora uważam, za szczególnie istotne i warte zapamiętania:
*
„Jesienią 1957 roku „Po prostu” rozpędzono. Przyrzekliśmy sobie wtedy, że nie będziemy kombatantami. To znaczy, że nigdy nie będziemy żyli przeszłością. Do dzisiejszego dnia mam odruch niechęci do wspominania. Dla mnie to, co już było, to tak, jakby nie było wcale. Nasze nastawienie było takie, że wszystko jest dopiero do zrobienia, wszystko jeszcze przed nami. Dziś też tak uważam. Nie ma co się nasładzać tym, cośmy zrobili, a co się nie udało, bo mnóstwa rzeczy nie udało się zrobić, choćby z niewiedzy. Moje pokolenie bardzo wcześnie się w tym zorientowało.”
*
„Wrocław wydał podziemnie mój tom Co zrobić, kiedy nic się nie da zrobić.”
*
„Te kilkadziesiąt lat wyrwanej cywilizacji cały czas rzutuje na postępy naszej części Europy na wschód od Łaby. Wyrwa jest w mózgach. Amputowano nam doświadczenie gospodarki całych pokoleń. Tę potrzebę odbudowy naszej cywilizacji poczułem tak naprawdę w momencie odkrycia, dzięki Liebfeldowi, dawnych wielkich polskich inżynierów i ich wiedzy. W gruncie rzeczy to przesądziło o całym moim życiu. To właśnie było to „coś pożytecznego”, co mogłem w życiu robić, to, o czym mówiła mama. Zresztą ona w pełni to akceptowała. Ciągle się mówiło o „pomysłach Bratkowskiego”. A to nie były żadne pomysły, tylko doświadczenia, które już gdzieś kiedyś funkcjonowały. Zająłem się odbudową wiedzy i to był mój najważniejszy cel przez te wszystkie lata.”
*
W myśleniu o przyszłości szczególnie myśli zawarte w tym ostatnim cytacie są ważne i pomocne. Musimy przezwyciężać zapóźnienia cywilizacyjne jakie dziedziczymy z historii, podsycane przez aktualnie rządzących. Bez tego nie wygrzebiemy się ze ślepego zaułka cywilizacji w jaki wpycha nas JK, PiS i znaczna część pozostałej klasy politycznej oraz hierarchia krk, wspierana przez niewiele rozumiejącą, a często bezrozumną i skorumpowaną politycznie część elektoratu, nazywanego suwerenem.
Przeczytalem nie mogac sie oderwac wczoraj przez kilka godzin zawalajac plany dzialan na wczorajszy dzien i rowniez dzisiejszy poranek. Moj ojciec czytal felietony red Bratkowskiego a przy nim i ja sie wciagnalem w Zycie i Nowoczesnosc. Jako mlody, a potem dorosly czlowiek nie interesowalem sie polityka i w koncu wyjechalem z Polski. Dziennik jest spojrzeniem na „moj PRL” z punktu widzenia czlowieka, ktory chcial ten PRL zmienic na lepsze. Szkoda ze nie ma dziennika redaktora z czasow gdy mnie w Polsce nie bylo, ciekawym jego zdania na temat tego okresu 89 do teraz. Ja bardzo krytycznie oceniam „elity” sprawujace wladze w ostatnim 30 leciu i uwazam ze obecna wladza i jej dzialania to dziecko ich braku dzialan na wielu frontach, ale oczywiscie zmiana percepcji homo sovieticus w obywatelska musi zabrac duzo czasu. Wiec moze jestem zbyt krytyczny i chcialbym to skonfrontowac z wrazeniami czlowieka takiego jak red Bratkowski.
Poruszył Pan kapitalny problem dla polskiej transformacji po 1989 roku i jej skutków dla naszego kraju do dzisiaj. Wydaje mi się, że byłoby nie od rzeczy aby Pan spróbował wywołać temat szerszym komentarzem albo artykułem a tu jest sporo osób, które chętnie podzielą się swoja opinią. TAk się składa, że szereg publikujacych osób to bliscy znajomi czy wspópracownicy Redaktora Stefana Bratkowskiego a nieco młodsi tak jak np. ja staramy sie być spadkobiercami jego myśli i koncepcji (oczywiście z całą proporcją rzeczy). MImo iż sam Redaktor juz nie odpowie, wymiana poglądów czy dyskusja może być dla nas wszystkich wartościowa i pouczająca.