Stefan Bratkowski o sobie i swoich czasach152 min czytania

()

Człowiekiem, który wtedy odegrał dosyć pozytywną rolę, był Wojciech Lamentowicz, sekretarz partii przy Wyższej Szkole Nauk Społecznych, czyli zdawałoby się wierny absolutnie. Tymczasem bardzo zaangażował w rozkręcanie i organizację struktur poziomych, których stolicą stał się właśnie nasz budynek na Foksal. Odbywały się tam nieustanne zjazdy, rozmowy, negocjacje, porozumienia itd. Zbyszek Iwanow odgrywał w tym wielką rolę. Był bardzo aktywny i skuteczny w działaniu. Później, po 13 grudnia 1981 zdecydował się wyjechać na Zachód. Ostrzegałem go przed tym, mówiłem: Tu jesteś bezpieczny. A tam cię mogą dopaść. I dopadli. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Z góry było wiadomo, że coś takiego się stanie.

Sądzę, że zrobiły to raczej służby sowieckie, niż polskie, bo to oni są specjalistami od takich rzeczy. Podobnie jak z chłopcami Ryśka Kuklińskiego, z którym spotkaliśmy się wszystkiego dwa czy trzy razy i prawie przelotnie, ale kiedy pierwszy raz się zetknęliśmy, to powitaliśmy się tak, jakbyśmy znali się od lat. Pamiętam, że było to przed 4 grudnia 1980 r., kiedy już sowieckie oddziały maszerowały skrajem Polski, i w tej przelotnej rozmowie na korytarzu zapytałem, czy dowództwo radzieckie ma plan inwazji na Polskę. Odpowiedział – kilka, to zawodowcy, muszą być z góry przygotowani… Pierwsze dwa razy spotkaliśmy się na Klonowej przy sekretariacie gen. Jaruzelskiego, drugi raz to było przy okazji wizyty u Jaruzelskiego Misji Dobrych Usług w sierpniu 1981 r..

O przygotowaniach do zamachu stanu wiedziałem dużo wcześniej. Wiadomo było, co się dzieje. Już jesienią 1980 Kania dał mi do przeczytania memoriał Urbana ze słowami, które dobrze zapamiętałem: „Popatrzcie, co mi tu wasz kolega radzi”. To był memoriał, w którym Urban wykładał koncepcję radykalizowania „Solidarności” poprzez swoich ludzi tak, żeby ją skompromitować w oczach społeczeństwa awanturami, strajkami, bałaganem, a potem przeprowadzić jakąś operację, która w ogóle usunęłaby „Solidarność” z areny politycznej. Z tych słów Kani do mnie wynikało jednak, że do tego momentu o „jakiejś operacji” jeszcze nie myślano. I kiedy Kania sam zaproponował obejmującemu funkcję premiera Jaruzelskiemu, żeby ten zrobił Urbana swoim rzecznikiem prasowym, wtedy już się domyśliłem, co będzie grane, bo niemożliwe było przecież, żeby Jaruzelski nie przeczytał tego memoriału.

Na przełomie roku 1980/81 – mniej więcej od listopada do stycznia – miałem kłopoty z sercem, po Aninie trafiłem do szpitala rehabilitacyjnego w Konstancinie. Co jakiś czas Jaruzelski zapraszał mnie wtedy do siebie na rozmowę. Przyjeżdżał po mnie samochód, szpital zwalniał mnie na 2–3 godziny i wiózł do niego na Klonową i kilka razy z generałem rozmawialiśmy. Mówiłem o stanie ducha społeczeństwa, partia cały naród miała przeciwko sobie. Zgadzał się wtedy generał, że dla nich – ludzi władzy – rozmowy i kontakty są jednak niezbędne.

Zresztą w tamtym czasie oni wszyscy byli raczej za rozmowami, kompromisem i dogadywaniem się. To tylko naciski Moskwy zyskiwały na agresywności, Ryszard Reiff, prezes zrewoltowanego PAX–u sam, siedząc naprzeciw Stanisława Kani, słyszał głos Breżniewa ze słuchawki w ręku Kani, wzywający, by uderzał; Stanisław, uderzaj, Stanisław, uderzaj! Sam, kiedyś wchodząc do gabinetu Kani, zobaczyłem go i usłyszałem, jak kiwając się z nogi na nogę, tłumaczył się Breżniewowi.

Aparat partyjny miał wygrać nadzwyczajny zjazd partii, wymuszony przez struktury poziome. Nie mogę powiedzieć, żeby Jaruzelski w rozmowach ze mną mówił o tym aparacie korzystnie, mimo to, po dokonaniu wojskowego zamachu stanu w grudniu nie zlikwidował go i nie rozwiązał partii, choć zaprzyjaźniony ze mną prof. Jan Szczepański go do tego namawiał.

Już od lutego 1981, czyli bardzo szybko po objęciu urzędu przez Jaruzelskiego mieliśmy w SDP informację, że wojsko zaczyna się do czegoś przygotowywać. Powołano grupy operacyjne, które zbierały informacje o przedsiębiorstwach, biurach oraz wszelkich innych instytucjach, zatrudniających więcej osób. W maju dostaliśmy od wojskowych z Wrocławia wiadomości, że przygotowywane są listy, które według naszych podejrzeń miały być listami proskrypcyjnymi, czyli najzwyczajniej w świecie listy osób do zlikwidowania. Mieliśmy podstawy do takich obaw – w grudniu 1980 r. przyszedł do budynku SDP na Foksal pułkownik ze sztabu Kulikowa, dowódcy wojsk Paktu Warszawskiego, i w rozmowie ze mną przedstawił taką receptę na sytuację w Polsce – Tri tisiczy razstrielat’, a drugim pakupit’ patiefony, na co zapytałem – a za szto wy pakupitie etyje patiefony?, a on zareagował – Nu, da, prawilna…

Wtedy, w końcu maja 1981 r., Bogdan Gotowski i ja ściągnęliśmy Andrzeja Szczypiorskiego i Andrzeja Sicińskiego, jako Zespół Prognoz i Analiz DiP opracowaliśmy prognozę następstw interwencji wewnętrznej i zewnętrznej. Rozkolportowaliśmy ją w środowisku, również wśród ludzi z KC partii. Trafiła też na Miodową do prymasa, który już wtedy umierał, więc przekazaliśmy ją ówczesnemu jego sekretarzowi, Glempowi. W każdym razie wszyscy to dostali.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. Andrzej D 28.05.2021
  2. Walter Chełstowski 28.05.2021
    • Walter Chełstowski 28.05.2021
  3. z.szczypinski@chello.pl 02.06.2021
  4. slawek 03.06.2021
  5. Adam Medyna 09.06.2021
    • slawek 09.06.2021