Stefan Bratkowski o sobie i swoich czasach152 min czytania

()

Powstała wtedy bardzo charakterystyczna sytuacja. Całe „Po prostu” już wiedziało, że trzeba być na „tak”, nie w stosunku do Gomułki, tylko w stosunku do rzeczywistości. Coś proponować. Pewności dodawało nam to, że jednak wygraliśmy tę naszą rewolucję, więc teraz trzeba budować coś nowego, tworzyć nową rzeczywistość, na ile się tylko da. Ale jak się okazało, nikt z nas nie wiedział, jak to robić. Ciągłość cywilizacyjna została całkowicie przerwana. Nasze pokolenie nie znało doświadczenia okresu międzywojennego.

Paradoksem zaistniałej sytuacji było to, że nasi czytelnicy oczekiwali od „Po prostu” dalszych ataków i dalszej krytyki. Natomiast Gomułka widział w nas tylko ataki i krytykę. A myśmy, jak wspomniałem, bardzo chcieli już wtedy budować. Niestety ani czytelnicy tego nie zauważali, ani oczywiście aparat, który nienawidził „Po prostu”. Cały zespół miał zdecydowane nastroje konstruktywistyczne. To bardzo wpłynęło też na moją osobistą postawę.

Innymi słowy, cały mój późniejszy duch konstruktywizmu był nie tylko dziedzictwem, jeżeli tak można powiedzieć, domowym, ale czerpał także bardzo wiele z tradycji „Po prostu”. Uczyliśmy się wówczas świata, bo przecież kontakt z nim został otwarty. Okazało się, że jednak ta gospodarka rynkowa nie tylko działa, ale działa nieporównywalnie lepiej od tego, co się działo w socjalizmie. Pracowaliśmy bardzo ciężko. Stanowiliśmy dość małą grupę, która orała na okrągło nie tylko w redakcji. Bardzo intensywnie spotykaliśmy się także z czytelnikami.

Wiedzieliśmy, że trzeba dać pełną swobodę drobnemu handlowi, drobnej przedsiębiorczości, drobnej wytwórczości i rolnictwu indywidualnemu, i że to musi funkcjonować. Studiowaliśmy przecież NEP, więc wiedzieliśmy jak towarzysz Lenin to zmarnował. Jednak dopiero lata 1956–57 otworzyły nam oczy na gospodarkę rynkową. Nie poprzez nauki od starszych. Musieliśmy to odkrywać sami poprzez kontakt ze światem zachodnim, który w tamtym czasie robił niesłychane kroki naprzód nie tylko w technice, ale w cywilizacji w ogóle. Odbudował się, a za trzy lata miał zaplanować lot na księżyc! A u nas trzeba było zakładać Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich, aby te rabowane tereny uczynić w ogóle przedmiotem zainteresowania publicznego. Zakładali je starzy zetowcy, a jednym z głównych motorów rozwoju był Juliusz Kolipiński. Asystowałem im i wspomagałem jak mogłem.

Wspomniany eksperyment nowosądecki stał się inspiracją dla wielu różnych środowisk. Miałem przyjaciół, na przykład, w Jeleniej Górze, gdzie Andrzej Lesiewski z kolegami założył „Gazetę Jeleniogórską”. Taka gazeta istniała tam oczywiście już po 1945 roku, ale potem została zniszczona. Ta gazeta była wzorem gazety lokalnej. Istniała też dzięki patronatowi kogoś, kto stamtąd był wybierany do sejmu. Niemniej była to bardzo dobra gazeta i rzeczywiście rozwijała tamten rejon wspaniale. Oni stworzyli też TeKRiCh, Towarzystwo Klubów Robotniczych i Chłopskich, utrzymywanych z pieniędzy przeznaczonych w budżecie każdej z fabryk na kulturę. Dzięki porozumieniu z dyrektorami tych zakładów potrafili skupić te pieniądze, by finansować np. działalność klubów dyskusyjnych i lokalną aktywność kulturalną. Właśnie ten TeKRiCh był zalążkiem samorządu w Jeleniej Górze. Takich ruchów rodziło się potem w kraju sporo i ta ideologia jakoś funkcjonowała.

Co ciekawe, od tamtego czasu, czyli od roku 1957, zaczęła się na Ziemiach Zachodnich aura rozwoju i przedsiębiorczości. Do dziś jest to najżywiej rozwijający się region.

Jak to się stało? Niewyjaśnioną tajemnicą były już procesy osadnicze po 1945 roku. Na Ziemiach Zachodnich osiedlali się albo tzw. repatrianci ze Wschodu, czyli ludzie wywodzący się z najbardziej zapyziałych części Polski, albo tacy, którzy chcieli uciec spod kontroli bezpieki w Polsce centralnej. Zmieniało się wówczas nazwisko i zaczynało od nowa, jako ktoś zupełnie inny. Tak trafił do Jeleniej Góry Andrzej Lesiewski, były partyzant. Tacy jak on należeli do najbardziej przedsiębiorczych, więc myślę, że stąd wziął się potem ten fantastyczny rozwój przedsiębiorczości i działalności społecznej na tym terenie. Duch pionierski dominował wręcz w atmosferze. Obserwowałem tę sytuację z bliska, bo miałem tam mnóstwo przyjaciół.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. Andrzej D 28.05.2021
  2. Walter Chełstowski 28.05.2021
    • Walter Chełstowski 28.05.2021
  3. z.szczypinski@chello.pl 02.06.2021
  4. slawek 03.06.2021
  5. Adam Medyna 09.06.2021
    • slawek 09.06.2021