14 lat później spotkałem na Frascati w Warszawie Janusza Kuczmę w towarzystwie drobnego starszego pana. Kuczma to był jeden z przyzwoitszych ludzi w ekipach rządzących i świetny fachowiec, który starał się pomagać wszystkim niszczonym konstruktorom i wynalazcom, uważanym za zagrożenie dla aparatu. Odgrywał bardzo pozytywną rolę i ja go wręcz szanowałem. I w tym 1995 roku Kuczma do mnie mówi: „A to jest człowiek, który cię czterdzieści lat temu nie aresztował”. Wiedziałem już, jak on się nazywał, bośmy to rozszyfrowali, więc pytam: „Chciałbym tylko wiedzieć, panie Stanisławie, czy pan nie żałuje?” Uścisnęliśmy sobie ręce, Stanisław Filipiak popatrzył na mnie i powiedział: „Nie żałuję”.

Cały ten pierwszy okres do 56 roku, robiliśmy tę rewolucję własnymi rękami i wiedzieliśmy, że niektórych rzeczy nie wolno ująć w słowa. Być może też dzięki temu nie zostaliśmy aresztowani. Mówię o tym, bo właśnie temu bezpieczniakowi zawdzięczamy, że mogliśmy w ogóle funkcjonować.
To było o tyle ważne, że jesienią 1956 rozwiązałem jako pierwszy w kraju na Uniwersytecie ZMP i założyliśmy, zgodnie z wezwaniem „Po prostu”, Rewolucyjny Związek Młodzieży. Potem zaraz to zrobiła Politechnika. W październiku, przed przełomowym VIII Plenum KC, założyliśmy z kolegami Studencki Komitet Rewolucyjny, który całą tę naszą rewolucję w Krakowie prowadził. Obaliliśmy Komitet Wojewódzki.
Październik ’56 w Krakowie miał dosyć szczególny przebieg, ponieważ to my, Studencki Komitet Rewolucyjny, praktycznie rządziliśmy. Przydała nam się wówczas teoria rewolucji, która uczyła, że inteligencja musi sprzymierzyć się z robotnikami. I moi chłopcy, studenci, nawiązali kontakty z robotnikami. Ja sam miałem kontakt z przedstawicielem zrewolucjonizowanych robotników, Jasiem Szewczykiem, późniejszym mężem dziennikarki, Irki Tetelowskiej. To był bardzo inteligentny chłopak, który po studiach zrobił nawet doktorat. Nawiązaliśmy też kontakt ze zrewolucjonizowanym Komitetem Zakładowym Nowej Huty, na czele którego stał Zbigniew Jakus. Dzięki temu sojuszowi z robotnikami mogliśmy decydować.
W Studenckim Komitecie Rewolucyjnym byłem głównie tym od roboty. Mieliśmy znakomitego przywódcę, a jednocześnie świetnego mówcę, jakim był Benek Tejkowski. Miał zresztą piękny, znakomicie brzmiący głos i wiadomo było, że jeżeli Benek wystąpi, sala będzie nasza. Na jego przykładzie zobaczyłem, czym jest talent przywódczy, którego ja raczej nie miałem. Wyczuwał to, co publiczność chciała usłyszeć. Umiał jednocześnie zachować umiar. Gdyby chciał salę poprowadzić na barykady, to by poprowadził.
Pamiętam taką najbardziej dramatyczną sytuację, kiedy bardzo radykalne elementy zorganizowały w kinie „Świt” swój wiec. Benek tam poszedł i doprowadził wszystko do ładu.
Ja natomiast byłem raczej organizatorem. Nigdy nie pchałem się do przodu. Uważano mnie w rezultacie za machera, który stoi z tyłu i wszystkim zawiaduje. Przesadnie mnie oceniano. Ale pamiętam jak na dzień przed posiedzeniem plenum Komitetu Wojewódzkiego, na którym przeprowadziliśmy całkowitą wymianę egzekutywy KW, przyjechała do nas z KC towarzyszka Zemankowa z towarzyszem Jarosińskim (był jednak też szef wydziału administracyjnego KC, towarzysz Ochs). Pół nocy nas maglowali, żebyśmy poparli towarzysza Gabarę.
W tym ogólnym zamieszaniu ja w pewnym momencie wyszedłem do drugiego pokoju, gdzie było tak zwane wecze. Oni tego nie zauważyli. Zadzwoniłem stamtąd do Zbyszka Jakusa i mówię: „Słuchaj, trzeba, żeby rano wiec robotników potępił towarzysza Gabarę”. I rano wiec w Nowej Hucie wezwał do usunięcia Gabary, potem ta Zemankowa strasznie się dziwiła: „ Skąd oni wiedzieli, że mają potępić Gabarę?” A ja na to: „Teraz widać, jaką miał opinię”. Myśmy jeszcze wtedy nie wiedzieli, że to on żądał wcześniej naszego aresztowania, ale i tak nie był to człowiek, którego warto było popierać.

Ciekawy fragment życiorysu. Stefan Bratkowski towarzyszył mi swoimi publikacjami, wypowiedziami w massmediach od lat 60:ych w kraju i w Szwecji (gdzie po paru latach dostałem azyl). Z chłopcami, urodzonymi w Szwecji, rozmawialiśmy o jego postawie, poglądach, wiedzy; bywało dostawali jego książki jako urodzinowe prezenty. To trochę o spadku po nim w naszej rodzinie.
Wyrazy współczucia dla Jego Rodziny, przyjaciół
Andrzej D
Przeczytałem całość z zafascynowaniem. Oczywiście, że jest mi łatwiej jako rocznik 1951, bo wiele rzeczy pamiętam czy też część osobiście choć ułomnie przeżyłem. Drobna wzmianka o moim Ojcu Stanisławie Chełstowskim ( przy okazji pisma „PoProstu”) też przywołuje (wtedy) dziecięce wspomnienia. Nie ważne czy z myśleniem Stefana zgadzam się czy nie. To całkowicie nie ważne. Ważne co On zrobił dla nas i dla Kraju. Był Wspaniałym Człowiekiem. Mądrym poza skalą. Przy Nim łatwiej rozumiem moje ułomności i jest to dla mnie lekcja pokory, w chwilach megalomanii. A lekcja pokory dla mnie najważniejsza. Dziękuję SO za opublikowanie „Stefan Bratkowski o sobie i o swoich czasach”.
P.S. I wzruszyłem się czytając. I tego się nie wstydzę.
Gdy czytam tekst Stefana to słyszę go i widzę. Żal, że to tylko wtedy. Ale cieszę się, że Studio opinii nosi imię Stefana Bratkowskiego. To zobowiązuje.
Od kilku dni codziennie czytywałem po kawałeczku te wspomnieniaPana Redaktora Stefana Bratkowskiego, które na Jego życzenie opracował Pan Jerzy Klechta. Wiedziałem jednak, że uzyskanie spójnego oglądu treści tych wspomnień wymaga jednorazowego przeczytania całości. Skorzystałem z okazji jakie przyniosło czwartkowe święto.
*
Opisywane wydarzenia pamiętam dobrze od marca 1968 roku, kiedy miałem niespełna 16 lat, aż do dzisiaj i oceniam je tak samo, lub bardzo podobnie jak Autor wspomnień. Naturalnie nie miałem ani tak szerokich znajomości, ani tym bardziej porównywalnych informacji. Niemniej zgadzam się ze wszystkimi przemyśleniami i wnioskami zawartymi w tekście.
*
Garść najbardziej istotnych refleksji jakie nachodzą mnie po przeczytaniu całości spróbuję zamknąć w kilku zdaniach.
Po pierwsze Stefan Bratkowski był człowiekiem wyjątkowym. Nie tylko przez swoją wszechstronność i niezłomną wolę pozytywnego działania. Także przez skromność, otwartość, optymizm i pozytywne nastawienie do ludzi i do świata. Warto zwrócić uwagę, że w samym tekście o wielu spotkanych ludziach mówi zwykle dobrze lub bardzo dobrze, a o innych ludziach mówi zdawkowo lub wcale.
Po drugie Stefan Bratkowski miał okazję być w centrum wydarzeń istotnych dla Polski co najmniej od 1956 roku, aż po kres swojego życia. Mówiąc o centrum wydarzeń nie mam na myśli kręgu decydentów, a raczej puls intelektualny życia społecznego, gospodarczego i politycznego Polaków.
Po trzecie pozostawił po sobie znaczący dorobek w różnych dziedzinach którymi się zajmował, a który istotnie zmienił nasze życie na lepsze i miejmy nadzieję – na trwałe (np. samorządy).
Po czwarte i najważniejsze co, moim zdaniem, nam pozostawił to przekonanie, graniczące z pewnością, że nie ma kiepskich czasów, są tylko leniwi ludzie, którym się nie chce chcieć, lub którym brakuje woli działania, wyobraźni oraz optymizmu. Ta wola nieustannego pozytywnego działania na rzecz zbiorowości to według mnie najważniejsza spuścizna Pana Redaktora.
Trzeba stanowczo podkreślić, że Pan Stefan Bratkowski jak wielu rozumnych ludzi w ówczesnej Polsce po 1945 roku miał świadomość, że zostaliśmy przez zachodnią cywilizację porzuceni na rzecz barbarzyńskiej Rosji, na okres co namniej stu lat, wobec czego w perspektywie kilku pokoleń nie ma widoków na odzyskanie niepodległości. W takim kontekście motywacja, wola działania optymizm i pozytywne myślenie wyglądały zupełnie inaczej niż np. w dzisiejszej Polsce.
*
O jednej rzeczy we współczesnej Polsce mówimy za mało lub mówimy kłamliwie. Mianowicie o przynależności do PZPR. Stefan Bratkowski nie miał z tym problemu – po prostu jak wielu wybitnych czy wartościowych ludzi tamtego okresu uważał, że przynależność do PZPR jest jedną z przesłanek aby robić coś pozytywnego, na co bez tej przynależności są mniejsze szanse. Większość z tych ludzi wstępowała do PZPR zresztą na samym początku PRL ze względów ideowych, co także nie jest bez znaczenia. Tutaj wyraźnie trzeba odróżnić takie członkowstwa od członkostw koniunkturalnych, gdzie oportunizm, cynizm czy inne niskie pobudki kierowały ludźmi wstępującymi do partii komunistycznej. To rozróżnienie motywów jest bardzo istotne i trzeba o nim mówić i pamiętać, kiedy chcemy cokolwiek rozumieć z przeszłości. Z faktu, że ktoś należał bądź nie należał do PZPR nie wynika nic specjalnego, zwłaszcza dla oceny jego działania w tamtych czasach.
Ci ideowi, optymistycznie nastawieni i aktywni ludzie w dużej części wystąpili z PZPR po 13 grudnia 1981 roku, kiedy ich zdaniem ustrój kompletnie stracił jakąkolwiek legitymizację.
We współczesnej Polsce, zwłaszcza w PiS, sprawy ocen ludzi za ówczesną przynależnośc do PZPR są kompletnie postawione na głowie i prowadzą do absurdalnych czy groteskowych wniosków i takichże postaci, niestety.
*
Kilka myśli Autora uważam, za szczególnie istotne i warte zapamiętania:
*
„Jesienią 1957 roku „Po prostu” rozpędzono. Przyrzekliśmy sobie wtedy, że nie będziemy kombatantami. To znaczy, że nigdy nie będziemy żyli przeszłością. Do dzisiejszego dnia mam odruch niechęci do wspominania. Dla mnie to, co już było, to tak, jakby nie było wcale. Nasze nastawienie było takie, że wszystko jest dopiero do zrobienia, wszystko jeszcze przed nami. Dziś też tak uważam. Nie ma co się nasładzać tym, cośmy zrobili, a co się nie udało, bo mnóstwa rzeczy nie udało się zrobić, choćby z niewiedzy. Moje pokolenie bardzo wcześnie się w tym zorientowało.”
*
„Wrocław wydał podziemnie mój tom Co zrobić, kiedy nic się nie da zrobić.”
*
„Te kilkadziesiąt lat wyrwanej cywilizacji cały czas rzutuje na postępy naszej części Europy na wschód od Łaby. Wyrwa jest w mózgach. Amputowano nam doświadczenie gospodarki całych pokoleń. Tę potrzebę odbudowy naszej cywilizacji poczułem tak naprawdę w momencie odkrycia, dzięki Liebfeldowi, dawnych wielkich polskich inżynierów i ich wiedzy. W gruncie rzeczy to przesądziło o całym moim życiu. To właśnie było to „coś pożytecznego”, co mogłem w życiu robić, to, o czym mówiła mama. Zresztą ona w pełni to akceptowała. Ciągle się mówiło o „pomysłach Bratkowskiego”. A to nie były żadne pomysły, tylko doświadczenia, które już gdzieś kiedyś funkcjonowały. Zająłem się odbudową wiedzy i to był mój najważniejszy cel przez te wszystkie lata.”
*
W myśleniu o przyszłości szczególnie myśli zawarte w tym ostatnim cytacie są ważne i pomocne. Musimy przezwyciężać zapóźnienia cywilizacyjne jakie dziedziczymy z historii, podsycane przez aktualnie rządzących. Bez tego nie wygrzebiemy się ze ślepego zaułka cywilizacji w jaki wpycha nas JK, PiS i znaczna część pozostałej klasy politycznej oraz hierarchia krk, wspierana przez niewiele rozumiejącą, a często bezrozumną i skorumpowaną politycznie część elektoratu, nazywanego suwerenem.
Przeczytalem nie mogac sie oderwac wczoraj przez kilka godzin zawalajac plany dzialan na wczorajszy dzien i rowniez dzisiejszy poranek. Moj ojciec czytal felietony red Bratkowskiego a przy nim i ja sie wciagnalem w Zycie i Nowoczesnosc. Jako mlody, a potem dorosly czlowiek nie interesowalem sie polityka i w koncu wyjechalem z Polski. Dziennik jest spojrzeniem na „moj PRL” z punktu widzenia czlowieka, ktory chcial ten PRL zmienic na lepsze. Szkoda ze nie ma dziennika redaktora z czasow gdy mnie w Polsce nie bylo, ciekawym jego zdania na temat tego okresu 89 do teraz. Ja bardzo krytycznie oceniam „elity” sprawujace wladze w ostatnim 30 leciu i uwazam ze obecna wladza i jej dzialania to dziecko ich braku dzialan na wielu frontach, ale oczywiscie zmiana percepcji homo sovieticus w obywatelska musi zabrac duzo czasu. Wiec moze jestem zbyt krytyczny i chcialbym to skonfrontowac z wrazeniami czlowieka takiego jak red Bratkowski.
Poruszył Pan kapitalny problem dla polskiej transformacji po 1989 roku i jej skutków dla naszego kraju do dzisiaj. Wydaje mi się, że byłoby nie od rzeczy aby Pan spróbował wywołać temat szerszym komentarzem albo artykułem a tu jest sporo osób, które chętnie podzielą się swoja opinią. TAk się składa, że szereg publikujacych osób to bliscy znajomi czy wspópracownicy Redaktora Stefana Bratkowskiego a nieco młodsi tak jak np. ja staramy sie być spadkobiercami jego myśli i koncepcji (oczywiście z całą proporcją rzeczy). MImo iż sam Redaktor juz nie odpowie, wymiana poglądów czy dyskusja może być dla nas wszystkich wartościowa i pouczająca.