Moje ciotki były zaprzyjaźnione z Pużakami. Sam Kazimierz Pużak, przywódca PPS, tropiony przez Niemców, pokazywał się od czasu do czasu w swoim domu, a ja w czasie powstania w getcie zostałem umieszczony na Grochowie u Pużaków, żebym nie oglądał piekła po drugiej stronie muru. Miałem już wówczas fioła na punkcie historii, dostałem od pana Kazimierza Historię starożytną Tadeusza Korzona, którą się w ich domu zaczytywałem. Powiedział mi wtedy dosyć charakterystyczne zdanie: Stefanku, to jest początek historii Polski. Po dobrych paru latach zorientowałem się, co miał na myśli, o co chodziło. Korzon opisywał przede wszystkim republikę ateńską i republikę rzymską.

Pamiętam też inne moje lektury tamtego czasu. W dużych pakach leżały w domu starodruki skupowane przez ojca w okresie międzywojennym w Niemczech, skąd wygrzebałem Żywoty sławnych mężów Plutarcha w tłumaczeniu Krasickiego z 1797 roku. Przeczytałem to z niesłychanym zapałem – mimo starej ortografii. Od cioci Lili dostałem książkę Syn wyzwoleńca, o Horacym, który – jak zawsze przeczytałem – zwiał spod Filippi. I przez lata nie mogłem nauczyć się czytać Horacego, bo pamiętałem, że to był ten tchórz, który uciekł z pola bitwy. Musiałem być już całkowicie dorosły, żeby docenić jego poezję. To były te elementy edukacji.
W domu nie było drylu wojskowego. Byliśmy wychowywani bez żadnych nacisków. Natomiast ważne było, żeby nie płakać – to mama nam wpajała – i nie rozczulać się nad sobą. Zapamiętałem, jak rozbiłem sobie kolano i pociekło trochę krwi: mama umyła je, przykleiła kawałek bibułki i powiedziała: Wracaj do zabawy. W ogóle uczyła nas, że nie należy się niczym takim przejmować.
Odebrałem jeszcze jedną ważną lekcję, posłany przez mamę chyba po marchew na Świętojerską. To był czas, kiedy bawiliśmy się z moim przyjacielem, Adasiem Kaczyńskim ołowianym wojskiem. Na tej ulicy Świętojerskiej był również sklep właśnie z ołowianymi żołnierzami. Nie było tej marchwi i ja za te pieniądze kupiłem pudełko ołowianych żołnierzy. Mama powiedziała z pogardą: Stefusiu, to jest defraudacja! Takie rzeczy w przypadku dorosłego człowieka są hańbą! I żyłem z traumą defraudanta, o ile można tak powiedzieć, dobre parę miesięcy. Miałem z tego powodu bardzo złe mniemanie o sobie (mój brat mi przypomniał, że poszliśmy wtedy razem do jatki końskiej na tę Świętojerską i kupiliśmy, skoro mięsa nie było, tych żołnierzy ołowianych, których musieliśmy potem przez pół roku spłacać z naszych „pensji” miesięcznych).
Na czas powstania w getcie mama nas jak inne dzieci wywiozła z domu, żeby jakieś kule nas nie dosięgły, bo vis a vis naszego domu, jak się po latach okazało, była główna kwatera Żydowskiego Związku Wojskowego (to ci, co wywiesili sztandary polski i żydowski). Od nas, z Muranowskiej 6, szedł podkop, którym do getta przechodził Karski. Jak wspaniale funkcjonowała konspiracja, dowodzi to, że dzieciaki, tak przecie wścibskie, nigdy tego podkopu nie odkryliśmy. Mało tego, ciocia Lila kazała nam trzymać się z daleka od dozorcy, bo dozorca „zadaje się chyba z Niemcami”, a on oczywiście pilnował tego podkopu.
To, co mi z okupacji zostało, to otrzaskanie z krwią i śmiercią. Kiedy przechodziłem Bonifraterską, pod murem klasztoru Bonifratrów odbywała się jedna z egzekucji masowych. Zebrało się tam dużo ludzi i jeden z mężczyzn podniósł mnie, żebym zobaczył jak niemiecka Einsatzgruppe rozstrzeliwuje kilkunastu ludzi. Następnych salw już nie oglądałem, ale pamiętam ten widok doskonale.
No i oczywiście potem, podczas Powstania Warszawskiego, widziałem jak umierał przy mnie na podwórku naszego domu piętnastoletni chłopak, którego lekarz trzymał za ręce i mówił mu: Zaśnij teraz, zaśnij, spokojnie zaśnij. A ja wiedziałem, że on umiera. Zapytałem potem tego lekarza: Ale pan doktor wiedział, że on umiera? On powiedział: Tak, ale nie chciałem, żeby umierał w strachu.

Ciekawy fragment życiorysu. Stefan Bratkowski towarzyszył mi swoimi publikacjami, wypowiedziami w massmediach od lat 60:ych w kraju i w Szwecji (gdzie po paru latach dostałem azyl). Z chłopcami, urodzonymi w Szwecji, rozmawialiśmy o jego postawie, poglądach, wiedzy; bywało dostawali jego książki jako urodzinowe prezenty. To trochę o spadku po nim w naszej rodzinie.
Wyrazy współczucia dla Jego Rodziny, przyjaciół
Andrzej D
Przeczytałem całość z zafascynowaniem. Oczywiście, że jest mi łatwiej jako rocznik 1951, bo wiele rzeczy pamiętam czy też część osobiście choć ułomnie przeżyłem. Drobna wzmianka o moim Ojcu Stanisławie Chełstowskim ( przy okazji pisma „PoProstu”) też przywołuje (wtedy) dziecięce wspomnienia. Nie ważne czy z myśleniem Stefana zgadzam się czy nie. To całkowicie nie ważne. Ważne co On zrobił dla nas i dla Kraju. Był Wspaniałym Człowiekiem. Mądrym poza skalą. Przy Nim łatwiej rozumiem moje ułomności i jest to dla mnie lekcja pokory, w chwilach megalomanii. A lekcja pokory dla mnie najważniejsza. Dziękuję SO za opublikowanie „Stefan Bratkowski o sobie i o swoich czasach”.
P.S. I wzruszyłem się czytając. I tego się nie wstydzę.
Gdy czytam tekst Stefana to słyszę go i widzę. Żal, że to tylko wtedy. Ale cieszę się, że Studio opinii nosi imię Stefana Bratkowskiego. To zobowiązuje.
Od kilku dni codziennie czytywałem po kawałeczku te wspomnieniaPana Redaktora Stefana Bratkowskiego, które na Jego życzenie opracował Pan Jerzy Klechta. Wiedziałem jednak, że uzyskanie spójnego oglądu treści tych wspomnień wymaga jednorazowego przeczytania całości. Skorzystałem z okazji jakie przyniosło czwartkowe święto.
*
Opisywane wydarzenia pamiętam dobrze od marca 1968 roku, kiedy miałem niespełna 16 lat, aż do dzisiaj i oceniam je tak samo, lub bardzo podobnie jak Autor wspomnień. Naturalnie nie miałem ani tak szerokich znajomości, ani tym bardziej porównywalnych informacji. Niemniej zgadzam się ze wszystkimi przemyśleniami i wnioskami zawartymi w tekście.
*
Garść najbardziej istotnych refleksji jakie nachodzą mnie po przeczytaniu całości spróbuję zamknąć w kilku zdaniach.
Po pierwsze Stefan Bratkowski był człowiekiem wyjątkowym. Nie tylko przez swoją wszechstronność i niezłomną wolę pozytywnego działania. Także przez skromność, otwartość, optymizm i pozytywne nastawienie do ludzi i do świata. Warto zwrócić uwagę, że w samym tekście o wielu spotkanych ludziach mówi zwykle dobrze lub bardzo dobrze, a o innych ludziach mówi zdawkowo lub wcale.
Po drugie Stefan Bratkowski miał okazję być w centrum wydarzeń istotnych dla Polski co najmniej od 1956 roku, aż po kres swojego życia. Mówiąc o centrum wydarzeń nie mam na myśli kręgu decydentów, a raczej puls intelektualny życia społecznego, gospodarczego i politycznego Polaków.
Po trzecie pozostawił po sobie znaczący dorobek w różnych dziedzinach którymi się zajmował, a który istotnie zmienił nasze życie na lepsze i miejmy nadzieję – na trwałe (np. samorządy).
Po czwarte i najważniejsze co, moim zdaniem, nam pozostawił to przekonanie, graniczące z pewnością, że nie ma kiepskich czasów, są tylko leniwi ludzie, którym się nie chce chcieć, lub którym brakuje woli działania, wyobraźni oraz optymizmu. Ta wola nieustannego pozytywnego działania na rzecz zbiorowości to według mnie najważniejsza spuścizna Pana Redaktora.
Trzeba stanowczo podkreślić, że Pan Stefan Bratkowski jak wielu rozumnych ludzi w ówczesnej Polsce po 1945 roku miał świadomość, że zostaliśmy przez zachodnią cywilizację porzuceni na rzecz barbarzyńskiej Rosji, na okres co namniej stu lat, wobec czego w perspektywie kilku pokoleń nie ma widoków na odzyskanie niepodległości. W takim kontekście motywacja, wola działania optymizm i pozytywne myślenie wyglądały zupełnie inaczej niż np. w dzisiejszej Polsce.
*
O jednej rzeczy we współczesnej Polsce mówimy za mało lub mówimy kłamliwie. Mianowicie o przynależności do PZPR. Stefan Bratkowski nie miał z tym problemu – po prostu jak wielu wybitnych czy wartościowych ludzi tamtego okresu uważał, że przynależność do PZPR jest jedną z przesłanek aby robić coś pozytywnego, na co bez tej przynależności są mniejsze szanse. Większość z tych ludzi wstępowała do PZPR zresztą na samym początku PRL ze względów ideowych, co także nie jest bez znaczenia. Tutaj wyraźnie trzeba odróżnić takie członkowstwa od członkostw koniunkturalnych, gdzie oportunizm, cynizm czy inne niskie pobudki kierowały ludźmi wstępującymi do partii komunistycznej. To rozróżnienie motywów jest bardzo istotne i trzeba o nim mówić i pamiętać, kiedy chcemy cokolwiek rozumieć z przeszłości. Z faktu, że ktoś należał bądź nie należał do PZPR nie wynika nic specjalnego, zwłaszcza dla oceny jego działania w tamtych czasach.
Ci ideowi, optymistycznie nastawieni i aktywni ludzie w dużej części wystąpili z PZPR po 13 grudnia 1981 roku, kiedy ich zdaniem ustrój kompletnie stracił jakąkolwiek legitymizację.
We współczesnej Polsce, zwłaszcza w PiS, sprawy ocen ludzi za ówczesną przynależnośc do PZPR są kompletnie postawione na głowie i prowadzą do absurdalnych czy groteskowych wniosków i takichże postaci, niestety.
*
Kilka myśli Autora uważam, za szczególnie istotne i warte zapamiętania:
*
„Jesienią 1957 roku „Po prostu” rozpędzono. Przyrzekliśmy sobie wtedy, że nie będziemy kombatantami. To znaczy, że nigdy nie będziemy żyli przeszłością. Do dzisiejszego dnia mam odruch niechęci do wspominania. Dla mnie to, co już było, to tak, jakby nie było wcale. Nasze nastawienie było takie, że wszystko jest dopiero do zrobienia, wszystko jeszcze przed nami. Dziś też tak uważam. Nie ma co się nasładzać tym, cośmy zrobili, a co się nie udało, bo mnóstwa rzeczy nie udało się zrobić, choćby z niewiedzy. Moje pokolenie bardzo wcześnie się w tym zorientowało.”
*
„Wrocław wydał podziemnie mój tom Co zrobić, kiedy nic się nie da zrobić.”
*
„Te kilkadziesiąt lat wyrwanej cywilizacji cały czas rzutuje na postępy naszej części Europy na wschód od Łaby. Wyrwa jest w mózgach. Amputowano nam doświadczenie gospodarki całych pokoleń. Tę potrzebę odbudowy naszej cywilizacji poczułem tak naprawdę w momencie odkrycia, dzięki Liebfeldowi, dawnych wielkich polskich inżynierów i ich wiedzy. W gruncie rzeczy to przesądziło o całym moim życiu. To właśnie było to „coś pożytecznego”, co mogłem w życiu robić, to, o czym mówiła mama. Zresztą ona w pełni to akceptowała. Ciągle się mówiło o „pomysłach Bratkowskiego”. A to nie były żadne pomysły, tylko doświadczenia, które już gdzieś kiedyś funkcjonowały. Zająłem się odbudową wiedzy i to był mój najważniejszy cel przez te wszystkie lata.”
*
W myśleniu o przyszłości szczególnie myśli zawarte w tym ostatnim cytacie są ważne i pomocne. Musimy przezwyciężać zapóźnienia cywilizacyjne jakie dziedziczymy z historii, podsycane przez aktualnie rządzących. Bez tego nie wygrzebiemy się ze ślepego zaułka cywilizacji w jaki wpycha nas JK, PiS i znaczna część pozostałej klasy politycznej oraz hierarchia krk, wspierana przez niewiele rozumiejącą, a często bezrozumną i skorumpowaną politycznie część elektoratu, nazywanego suwerenem.
Przeczytalem nie mogac sie oderwac wczoraj przez kilka godzin zawalajac plany dzialan na wczorajszy dzien i rowniez dzisiejszy poranek. Moj ojciec czytal felietony red Bratkowskiego a przy nim i ja sie wciagnalem w Zycie i Nowoczesnosc. Jako mlody, a potem dorosly czlowiek nie interesowalem sie polityka i w koncu wyjechalem z Polski. Dziennik jest spojrzeniem na „moj PRL” z punktu widzenia czlowieka, ktory chcial ten PRL zmienic na lepsze. Szkoda ze nie ma dziennika redaktora z czasow gdy mnie w Polsce nie bylo, ciekawym jego zdania na temat tego okresu 89 do teraz. Ja bardzo krytycznie oceniam „elity” sprawujace wladze w ostatnim 30 leciu i uwazam ze obecna wladza i jej dzialania to dziecko ich braku dzialan na wielu frontach, ale oczywiscie zmiana percepcji homo sovieticus w obywatelska musi zabrac duzo czasu. Wiec moze jestem zbyt krytyczny i chcialbym to skonfrontowac z wrazeniami czlowieka takiego jak red Bratkowski.
Poruszył Pan kapitalny problem dla polskiej transformacji po 1989 roku i jej skutków dla naszego kraju do dzisiaj. Wydaje mi się, że byłoby nie od rzeczy aby Pan spróbował wywołać temat szerszym komentarzem albo artykułem a tu jest sporo osób, które chętnie podzielą się swoja opinią. TAk się składa, że szereg publikujacych osób to bliscy znajomi czy wspópracownicy Redaktora Stefana Bratkowskiego a nieco młodsi tak jak np. ja staramy sie być spadkobiercami jego myśli i koncepcji (oczywiście z całą proporcją rzeczy). MImo iż sam Redaktor juz nie odpowie, wymiana poglądów czy dyskusja może być dla nas wszystkich wartościowa i pouczająca.