Stefan Bratkowski o sobie i swoich czasach152 min czytania

()

Wybraliśmy chyba dobrą, jak na tamte czasy osobę – pierwszym sekretarzem KW został stary socjalista Bolesław Drobner, a sekretarzem propagandy zrobiliśmy Marka Waldenberga. Do egzekutywy wprowadziliśmy też Benka Tejkowskiego, mimo, że ten nie miał do tego dostatecznego stażu partyjnego. Ale w końcu od tego jest rewolucja! Zresztą to ja zajmowałem się tym, żeby ją przeprowadzić. Od tego momentu przez dwa tygodnie Studencki Komitet Rewolucyjny miał władzę absolutną w Krakowie. Daliśmy lekcję tego, co można zrobić. Stefan Kisielewski powiedział kiedyś później, że trzeba się rozpychać. Rozpychaliśmy się.

Najzabawniejsze było to, że przez dwa tygodnie nasza milicja studencko–robotnicza, która była organem porządkowym Studenckiego Komitetu Rewolucyjnego, pilnowała porządku w mieście, bo oficjalna władza „od porządków” całkiem się pogubiła. Nie wiedzieli, co robić, kogo słuchać. Nasza milicja chodziła z drewnianymi pałami po mieście i w opaskach Komitetu. Szefem tej milicji był Adam Kreisler. W pewnym momencie przyszła do niego grupa dosyć szemranych, dziwnych facetów i zapytała: Jak długo będziecie rządzić miastem? Adam na to: „Pewnie jakieś dwa tygodnie, zanim się to wszystko nie ustatkuje. Nie możemy być przecież w nieskończoność. – Dwa tygodnie? – Chyba tak. – No to my przez dwa tygodnie nie będziemy kraść, bo my jesteśmy delegacją zawodowych złodziei krakowskich”.

Jako Studencki Komitet Rewolucyjny zabraliśmy się za rozwiązywanie spółdzielni produkcyjnych w Krakowskiem. Warto wspomnieć, że jeszcze przed Październikiem, cała nasza rewolucyjna grupa pojechała w wakacje do PGR–u Cetuń w Koszalińskie, żeby tam pracować, a następnie opracować raport o tym, co się dzieje w gospodarce PGR–owskiej. Po miesiącu wróciliśmy, a raport, przekazaliśmy do KC i „Po prostu”. Czy to odegrało jakąkolwiek rolę, trudno powiedzieć, ale opis sytuacji był chyba dość rzeczowy.

Ta nasza rewolucja nie była rewolucją w imię gospodarki rynkowej. Wtedy jeszcze nie było o tym mowy. Chcieliśmy prawdziwego socjalizmu. Jedyne oczywiste dla nas było, że muszą być prywatne gospodarstwa wiejskie, prywatna drobna wytwórczość i drobny prywatny handel, i oczywiście autentyczna spółdzielczość. Wysłannicy Studenckiego Komitetu Rewolucyjnego jeździli w teren i rozwiązywali bądź też pomagali rozwiązywać spółdzielnie produkcyjne. Mój młodszy brat sam rozwiązał chyba ze trzy. Przy okazji uratował kiedyś od linczu szefa bezpieki w Nowym Targu, gdzie pojechał po to, aby go zdjąć ze stanowiska. Na miejscu okazało się, że jemu po prostu groził lincz. No i Jędrek go uratował.

Takich dramatycznych sytuacji był wiele. W każdym razie, w tamtym czasie w Małopolsce rzeczywiście dokonywały się duże zmiany. Byliśmy konstruktywistami. Od początku było dla nas oczywiste, że nie wyjdziemy z tego obozu. To nawet mama powtarzała: „Pamiętajcie, zostaliśmy sprzedani na 100 lat”. I pamiętałem jeszcze to, co jako mały chłopiec usłyszałem od Szpinalskiego: „Nie mieliśmy, my, rewolucjoniści, żadnych złudzeń. Problem polegał na tym, jak z tego co jest, zrobić autentyczny, uczciwy socjalizm, wypływający z tradycji PPS–u, a nie jego stalinowską wersję, ani ustrój sowiecki”.

W październiku mieliśmy też niemałe kłopoty po kolejnej inwazji sowieckiej na Węgry. Pamiętam – obudzono mnie o czwartej rano wiadomością, że AGH chce iść z demonstracją na konsulat sowiecki, wtedy zresztą mówiliśmy – radziecki. Błyskawicznie zwołaliśmy zebranie i zaproponowałem, by zorganizować pochód milczenia dla uczczenia pamięci poległych Węgrów.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. Andrzej D 28.05.2021
  2. Walter Chełstowski 28.05.2021
    • Walter Chełstowski 28.05.2021
  3. z.szczypinski@chello.pl 02.06.2021
  4. slawek 03.06.2021
  5. Adam Medyna 09.06.2021
    • slawek 09.06.2021