Dzienniki Morawskiego (23)112 min czytania

()

2015-12-11

Nadal czytam kapitalną, dużej wagi historycznej książkę: „Wielki świat, wielka polityka – korespondencja Józefa Potockiego i Alika Koziełł-Poklewskiego” (Wydawnictwo Literackie 2015).

Np w liście z 30 lipca 1945 roku Alik Koziełł-Poklewski pisze z Anglii do ambasadora Józefa Potockiego, do Madrytu: „Bezradność… całego naszego rządu jest nie do wiary, dużo mogli rozmaitych pozycji jeszcze uratować i zabezpieczyć się do pewnego stopnia finansowo, nic jednak z tego nie zrobili. Oni praktycznie zostają bez żadnych środków finansowych. Nie mówię tu naturalnie o zasadniczej naszej sprawie, która niestety była nie uratowania, ale o całym szeregu „asekuracji”.

Jak sobie dobrze przypominam, iż mój ojciec ambasador Kajetan Dzierżykraj-Morawski zwany Kademorem też był zdania, że nie zrobiono wszystkiego, co można było by zabezpieczyć środki na dalszą walkę o wolność Polski, na dalszą walkę z kolejną okupacją  naszego kraju, tym razem przez Moskwę.

Niestety z rozmów z ojcem nie robiłem notatek. Niektóre jego wypowiedzi utkwiły mi jednak w pamięci. Nie gwarantuje teraz po latach, że dokładnie. Ale mimo to pewien polski historyk radzi mi, bym to co i jak pamiętam odnotowywał! Tak więc zaznaczę, iż ojciec mój był zdania, iż dyplomaci Litwy, Łotwy i Estonii postąpili mądrze, ratując w celu prowadzenia dalszej walki o wolność owych państw ich zasoby złota. (???) Co do „polskiego Londynu” to ojciec – jak przez mgłę pamiętam – był zdania, że można było na cele finansowe walki z „komuną” ocalić naszą flotę handlową, ale sprawy w porę nie przeprowadził, za długo się wahał nasz minister żeglugi Jan Kwapiński. We Francji można było przepisać np. na nasze niepodległościowe organizacje byłych członków antyhitlerowskiego ruchu oporu kilka budynków oraz tutejszy, obsługujący Polonię, Bank PeKaO Francja SA. Jednak i tutaj za długo trwały debaty i wahania – w pewnym momencie, gdy już wszyscy zgodzili się, że trzeba „co się da” ratować, „komunie” nie oddawać – było już za późno. Jedynie udało się uratować Bibliotekę Polską w Paryżu a to dzięki już od 1945 roku wielce zręcznym i przemyślnie zaplanowanym działaniom Franciszka Puławskiego i Zygmunta Lubicz-Zaleskiego. Ale walka z PRL o ową Bibliotekę trwała jeszcze ładnych kilka lat. Między innymi pewną rolę odgrywali w niej także: przewodniczący Komitetu Lokalnego Biblioteki, słynny prawnik Henri Mazeaud, wpływowa socjalistka Francoise Granier i mój ojciec oraz ojca bliski  przyjaciel Jean Laloy, w pewnym okresie dyrektor des Affaires Politiques we francuskim MSZ-cie.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.