2015-12-03
„Le Figaro”, jak przed laty żartem mawiano, francuska „Prawda” – dziś na pierwszej stronie przynosi duże zdjęcie Donalda Tuska i stwierdza, że przewodniczący Rady Unii Europejskiej wzywa Angelę Merkel do wycofania się z jej obietnicy przyjęcia do Niemiec licznych proszących o azyl Syryjczyków, oraz stwierdza, że trzeba zastopować tę zbyt wielką falę imigrantów… Rzecz rzadka i godna uwagi: tenże numer „Le Figaro” na swej stronie dziesiątej przynosi drugie (!) zdjęcie Tuska, zdobiące już cały tekst wywiadu z nim…
Od siebie postaram się ujawnić kulisy całego tego zagadnienia! Otóż jasne, że Daech, świadomy tego, że lada chwila może stracić ogromne tereny będące w jego władaniu w Syrii i w Iraku, z jednej strony umacnia swe pozycje w Libii, gdzie już dysponuje wielkim lotniskiem, portem i zapewne uzbrojonymi w torpedy „ścigaczami” (dawnej libijskiej marynarki wojennej)… Z drugiej strony Daech robi co może, by rozbudować swą tajną i „terrorystyczną” sieć w krajach Unii Europejskiej. Stąd zapewne zakrojone na dość dużą skałę przemycanie wyszkolonych bojowników, zręcznie ukrytych wśród uchodźców z Syrii. Taki przemyt fanatycznych bojowników ma też miejsce w innym kierunku, w kierunku np. bliskowschodnich sunnickich monarchii, gdzie Daech ma ukrytych lecz wpływowych zwolenników, którzy prędzej czy później mogą tam „dojść do władzy” (nie trzeba nie doceniać siły mitu, że nadchodzi okres powrotu do potęgi islamu, okres „wielkiego rewanżu za rzekome traktowanie państw islamskich „per noga”… Na marginesie tu zaznaczę, że takie postawy są częste np. w Turcji, ponoć np. w najbliższym otoczeniu Erdogana).
A teraz zgoła co innego. Zaczynam czytać ogromnej wagi, gdy chodzi o najnowszą historię Polski, książkę: „Wielki świat, wielka polityka 1940 -1951. Korespondencja Józefa Potockiego i Alika Koziełł-Poklewskiego” (w opracowaniu i z komentarzami Jerzego Jakubowicza; Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015).
W miejsca rzuca się w oczy świetna, krótka, trafiająca w sedno problemu przemowa wysoce inteligentnej Izabeli z Potockich d’Ornano.
Książka liczy prawie 1000 stron. Rzuca się też w oczy ogrom wysoce solidnej pracy Jerzego Jakubowicza, który te ręcznie pisane listy odczytał i przepisał, opatrzył świadczącymi o jego erudycji przypisami…
Alik Koziełł-Poklewski, potomek polskiego rodu, który niegdyś dorobił się Rosji ogromnej fortuny i – co istotne – człowiek mocno związany z nią i bliski brytyjskiej rodzinie królewskiej…
A Józef Potocki, to – jak mawiał mój ojciec – jeden z najmądrzejszych polskich dyplomatów. W roku 1939, będąc na kluczowym stanowisku w naszym MSZ-cie jasno widział, że jego ówczesny szef, Józef Beck, całkowicie się myli, nie dostrzega, że Hitler lada chwila nas zaatakuje, no i że nasza armia w ciągu dwóch tygodni będzie rozbita. Mój radiowy kolega Wacio Zbyszewski twierdził, że o wiele lepiej od naiwnego Becka rozumiał tę dramatyczną sytuację teść Józefa Potockiego – ten wielki i (co u nas nie częste) mądry, przewidujący mąż stanu, jakim był ks Janusz Radziwiłł. W czasie wojny Józef Potocki też o wiele lepiej od wielu wyczuwał, ku czemu idzie. Po wojnie był do swej śmierci w 1968 roku wręcz znakomitym szefem naszego (pozostającego w rękach polskiego kierownictwa politycznego rezydującego w Londynie) poselstwa w Madrycie. Raz go tam odwiedziłem, olbrzymie wrażenie na mnie zrobił jego rzucający się w oczy autorytet i realistyczne spojrzenie na stan światowej polityki! (nie mogę się powstrzymać od dodania, że to on mnie, współpracownikowi paryskiej „Ambasady Wolnej Polski” wystawiał i odnawiał mój paszport dyplomatyczny, obecnie złożony w mym depozycie w Bibliotece Polskiej w Paryżu).
