2015-11-21
Jak się dowiaduję od telefonicznego rozmówcy z Warszawy, „Gazeta Wyborcza” zamieściła wczoraj rozmowę z dr hab. profesorem Krzysztofem Rutkowskim – czołowym historykiem naszej literatury romantycznej, autorem szeregu książek, z których sporo dotyczy Adama Mickiewicza (np.: „Braterstwo albo Śmierć. Zabijanie Mickiewicza w kole Sprawy Bożej” czy też „Księżniczka. Miejsce Xawery Deybel w rodzinie Mickiewiczów”. Gdy chodzi o mnie, to rzecz jasna niesamowicie jestem wdzięczny Krzysztofowi za jego tekst pt.: „Kajetan Morawski – paradoksy błękitnej krwi” („Twórczość”, listopad 1994 r.)
W bodajże drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia Krzysztof Rutkowski był stałym współpracownikiem działu polskiego paryskiego biura RWE. Wówczas poza mną, etatowym stałym korespondentem, biuro to zatrudniało na „kontraktach z miesięczną pensją” trzy osoby (znakomitych współpracowników – „płatnych od sztuki”, było o wiele więcej). Owe trzy osoby na pensji, to ludzie bardzo znani. Pierwszy to Rafał Gan-Ganowicz, później autor książki „Kondotierzy” (szereg wydań), czołowa postać filmu Piotra Zarębskiego pt.: „Pistolet do wynajęcia, czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza”, też skądinąd uczestnik spektaklu telewizyjnego pt.: „Operacja Reszka”, dotyczącego prób likwidacji przez UB Piotra Jeglińskiego, wreszcie projektodawca w rozmowie ze mną Europejskiego Ochotniczego Legionu Szybkiej Interwencji. Drugi – mój bliski i drogi mi przyjaciel (co nie oznacza, iż podzielam wszystkie jego poglądy) Bronisław Wildstein – publicysta, polemista, pisarz, spec od radia i telewizji – i podobnie jak Krzysztof Rutkowski laureat cenionej nagrody Kościelskich (ufundowanej swego czasu przez tak memu ojcu i mnie bliską piękną śp. Monię Kościelską). No i owym kontraktowym redaktorem RWE był też Krzysztof Rutkowski (stałym współpracownikiem naszego biura paryskiego był w pewnym okresie mój przyjaciel Andrzej Mietkowski – później dyrektor Biura Warszawskiego RWE – nie pamiętam jednak, czy w Paryżu miało z naszym biurem kontrakt. Inny ówczesny, nadający moc audycji, ale płatnych od sztuki, współpracownik owego biura, to Piotr Witt; ostatnio autor ksiązki o Chopinie w Paryżu, o której – także ostatnio – już pisałem
Jestem teraz prezesem honorowym naszego Stowarzyszenia imienia Jana Nowaka, skupiającego de facto wiernych memu Dyrektorowi, skutecznemu opiekunowi oraz przyjacielowi. Gdy rozmawiałem z nim dość długo przez telefon na kilka dni przed jego śmiercią – m.in. prosił mnie, bym pozdrowił Wirydiannę z Raczyńskich Reyową (córkę prezydenta Edwarda Raczyńskiego, wdowę po Xawerym Reyu – delegacie we Francji legalnego rządu RP rezydującego w Londynie) i powiedział jej, iż czyta właśnie (!) z najwyższym zainteresowaniem „Dzieje moje własne” – wspomnienia Wirydianny generałowej Stanisławowej Fiszerowej, de domo Radolinskiej; dodał, że ta lektura świadczy, iż już wówczas przesadne, wielce szkodliwe spory dzieliły rodaków – obcy w oparciu o brak wzajemnej wyrozumiałości i potępieńcze kłótnie Polaków – mógł się do naszych spraw mieszać! Tak więc apeluję do Mariusza Kubika – sekretarza wykonawczego naszego Stowarzyszenia, następcy słynnej redaktor Aliny Perth-Grabowskiej, by w klubie jej imienia, by w prowadzonym przez Stanisława Pruszyńskiego, syna pisarza Ksawerego lokalu – zorganizować na początku grudnia duże, odpowiednio nagłośnione spotkanie z Krzysztofem Rutkowskim. Spotkanie np. z udziałem Andrzeja Mietkowskiego, a dotyczące pracy Rutkowskiego w RWE a później w Radio France Internationale, całego jego okresu paryskiego, jego kontaktów ze zwaną mickiewiczowską Biblioteką Polską w Paryżu (żona Krzysztofa – także wybitny naukowiec – jest jednym z czołowych pracowników tejże Biblioteki – otacza pieczą jej bezcenne archiwa; archiwa dwóch wielkich emigracji!).
