2015-12-22
Dziś dość ciepły (można było chodzić bez płaszcza), przepiękny słoneczny dzień. Zadziwiło mnie to! Wszak to, o ile sie nie mylę, pierwszy dzień zimy! Tempora mutatur … Wraz z Romanem Czajką i Mariuszem Kubikiem udaliśmy się wygodnym elektrycznym samochodem pana Romana do Maisons-Laffitte. Zaczęliśmy tam od pobliskiego cmentarza w Le Mesnil-le-Roi. Dla mnie niesamowitym wzruszeniem było udać się tam na grób Józefa Czapskiego, który leży tam wraz ze swą siostrą Marynią. Rzecz jasna także odwiedziliśmy wspólny grób pana Jerzego Giedroycia i jego młodszego brata niegdyś nazywanego Dudkiem czy też „młodym księciem” oraz Zofię i Zygmunta Hertzów. Następnie wizyta w domu Kultury na 91 avenue de Poissy. Wojtek Sikora, obecny szef Instytutu Literackiego, choć był z nami umówiony od miesiąca, nie mógł być obecny. Musiał nagle udać się w związku ze zgonem osoby bardzo z Instytutem Literackim związanej do Lozanny. Witał nas miły i bardzo kulturalny Andrzej Bernhardt. Ofiarowałem mu dla Instytutu dwa pierwsze tomy z serii moich „dzienników” oraz książkę Teresy Masłowskiej o mnie „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny”. W archiwum „Kultury” nieoceniony Mariusz Kubik wykonał szereg moich zdjęć z mymi, zamieszczonymi w latach 1963-1964 dwiema nowelami i mym reportażem z Północnej Francji w ręku!!!Następnie lunch w zarekomendowanej nam przez Pana Andrzeja Bernhadta naprawdę dobrej restauracji. Pod koniec wizyty w Maisons-Laffite spacer w ogrodach tamtejszego XVII-wiecznego zamku (czy raczej pałacu) —- dzieła słynnego architekta Fr. Mansarta.
Wizytę zakończyliśmy odwiedzeniem 1, av Corneille: dom ten, to pierwsza siedziba „Kultury” (przed laty tam raz czy drugi w czasie weekendów nocowałem; pamiętam, jak francuski tajny policjant ten budynek chronił – rzecz w tym, iż mieszkał tam Czesław Miłosz – zachodziła obawa, że jakieś „czerwone służby” zechcą go porwać… Ale ów dom mogliśmy obejrzeć tylko z zewnątrz, bo był „zamknięty na dwa spusty”. Nie mogliśmy też odnaleźć domu na place de Sully w Maisons-Laffitte, w którym urodził się Jean Cocteau.
Jedno pewne: dzięki Romanowi Czajce i Mariuszowi Kubikowi niezwykle miło spędziłem ten, tak słoneczny, dzień. Dzień był też wzruszający, bo pełen wspomnień – Mariusz Kubik, który przed laty w domu „Kultury” spędził kilka tygodni pisząc swą – później przez uniwersytety wysoko ocenioną – pracę o Juliuszu Mieroszewskim – umiał np. pokazać mi owe groby ludzi niegdyś mi bliskich – i nas po tym mieście tak związanym z najnowszą historią polskiej literatury i polskiej myśli odpowiednio oprowadzić!
