2015-11-20
W swym najnowszym numerze wielki, dość wyraźnie prawicowy i – co mnie uderza – nieraz niezwykle dobrze poinformowany oraz wyrażający poglądy wysoce niezależne, paryski tygodnik „Valeurs Actuelles”, w tekście pt.: „Gdy elity kapitulują w obliczu integryzmu” uwydatnia między innymi to, że szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker – podczas, gdy już wiadomo, iż jeden z tych, co ostatnio w Paryżu wykonali krwawe akcje terrorystyczne, dostał się do Europy jako rzekomy „uchodźca z Syrii,” – stwierdził, że nie ma powodów, by zmienić politykę Unii, gdy chodzi o problem tych „imigrantów”. Od siebie tu dodam, iż jeden z mych przyjaciół, ekspert w dziedzinie takich zagadnień jest zdania, iż byłoby karygodną naiwnością nie dostrzegać, że Daech korzysta z okazji, by przemycać do nas swych „bojowników”. Ponoć wedle niektórych angielskich źródeł chodzi o 4 tysiące takich, udających uciekinierów, „żołnierzy Daech-u”, ale naturalnie trzeba się odnosić z wielką rezerwą do takich cyfr. Natomiast jest niewątpliwe, że agenci Daech-u starają się docierać do już przybyłych (np. do Niemiec) owych „imigrantów” i wykorzystując ich rozczarowanie, pretensje i niezadowolenie – ich werbować!
Ale teraz powrócę do „Valeurs Actuelles”… Odnotuję, że pismo to zawiera wywiad z byłym premierem Francji Franciszkiem Fillonem, który mocno podkreśla, iż, aby pokonać terrorystyczny Daech – musi powstać wielka koalicja z udziałem państwa syryjskiego… Tenże tygodnik przynosi również – co wywołuje pewną sensację – wielką rozmowę z prezydentem Bachar-el-Assad’em. Dowodzi on, iż Francja nie może skutecznie walczyć z terrorystycznym Kalifatem, utrzymując stosunki z Arabią Saudyjską i Katarem, bo oba te kraje owemu Kalifatowi dostarczają broń. Według mych informatorów Bachar w tej dziedzinie przesadza. Rzeczywistość jest inna. Np., gdy chodzi o Arabię Saudyjską, to kierownictwo tego państwa jest w trudnej sytuacji. Spadek cen ropy naftowej stwarza owemu krajowi pewne społeczne problemy. Do tego państwo to jest dosłownie podminowane przez fakt, że jego społeczeństwo (i także elity) odczuwają mocną sympatię do Daech-u, tego „ruchu”, który rzekomo „przygotowuje rewanż Islamu i jego powrót do dawnej świetności.
Natomiast ponoć Assad ma rację, gdy uwydatnia to, że prezydent Turcji Erdogan prowadzi podwójną grę, po cichu wspiera Kalifat Iraku i Lewantu, ułatwiając mu np. sprzedaż ropy naftowej oraz zezwala (czy nawet popiera) na przepływ owych ochotników z różnych krajów Europy, przedzierających się do Syrii. Erdogan marzy o przywróceniu Turcji dawnej świetności, „bierze się za wielkiego sułtana…”. W oczach psycho-socjologów marzenia o nowej świetności krajów Islamu mają wpływ na wiele muzułmańskich społeczeństw. Mocna także jest chęć rewanżu, przekonanie, że „Zachód” traktował i traktuje muzułmanów „per noga” (ojciec mój opowiadał mi, że w latach trzydziestych, pewien polski muzułmanin, prezes sądu rejonowego w jednym z miast Polski, brał udział w islamskim spotkaniu czy kongresie w Kairze – w czasie jakiegoś przyjęcia król Egiptu Fuad wypytywał tego naszego rodaka, czy naprawdę sądzi też chrześcijan, ponoć dodając: a u nas chcą oni mieć własne sądy). Co do idącej na lep internetowej propagandy Daech-u młodzieży muzułmańskiej diaspory w niektórych krajach Unii Europejskiej, to znaczną rolę gra, dość jednak częste poczucie „dyskryminacji” no i – w tym kręgu nieraz dość masowe – bezrobocie…
