2015-12-02
Jak mi donoszą „osoby dobrze poinformowane” (powiedzmy ogólnikowo: „z Rzymu”) – ludzie oddani papieżowi Franciszkowi „odetchnęli, gdy powrócił on ze swej jakże ważnej podróży do Afryki…” Wszak czyhało nań tam szczególnie wielkie niebezpieczeństwo! Zamachu mogli dokonać – wyraźnie szczególnie skłonni do wykonywania spektakularnych „akcji”, stawiający na rozgłos dżihadyści. Ale nie można było wykluczać, że tak czy inaczej dżihadystom w takim krwawym uczynku dopomogą, czy też same, tak czy inaczej, papieża Franciszka i jego samolot zaatakują – mogące ukryć się za plecami owych fanatyków – te lub inne mafie, które papieska obecna linia „uzdrawiania” finansów Kościoła mocno uderza po kieszeni (od siebie dodam: gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze…).Co do mocnych, tak ściśle utrzymanych w duchu Ewangelii papieskich wypowiedzi o Afryce, to jedna z nich jest szczególnie aktualna, a to w związku z obecną paryską konferencją klimatyczną! Papież stwierdził, iż jesteśmy „na progu samobójstwa”. Wyraził jednak ponoć przekonanie, że paryska konferencja przyniesie oczekiwane rezultaty.
Wedle mych (zapewne dobrze wiedzących co w trawie piszczy) rozmówców, papieża oraz chyba niewątpliwie jezuitów, którzy już (jak to wykazali w odległej epoce Odrodzenia) umieją „patrzeć dalej i wyżej” i są bardzo świadomi postępów „myśli i wiedzy” – musi niepokoić to, że pewna liczba książąt Kościoła rozumuje kategoriami XX stulecia, nie do końca dostrzega kluczowe problemy współczesności, nie umie odpowiednio „ustawić priorytetów”! A takim ogromnej wagi dla losów ludzkości priorytetem jest walka z ocieplaniem się naszej planety.
Jedno pewne: papież mocno podkreśla potrzebę kontynuowania dialogu wiary i nauki. Np. przywiązuje wielką wagę do prac watykańskiego obserwatorium astronomicznego, starającego się zgłębić tajemnice kosmosu, stwierdzić np., czy poza ziemią są jakieś formy życia w wszechświecie (dyrektorem administracyjnym tego obserwatorium jest wybitny polski jezuita, ojciec Józef Maj). Cała problematyka kosmosu, odkrycia nowych planet, także plany kolonizacji Marsa (np. czy poważny projekt „Mars One”) – wszystko to już obija się mocnym echem np. w kręgach młodzieżowych i stanowi dla Kościoła wymagające czujnej uwagi zagadnienie! Zagadnienie niestety nie dostrzegane przez licznych hierarchów Kościoła „zajętych czym innym, sprawami choć bardzo ważnymi, ale nie tak dramatycznie priorytetowymi, jak to czające się za rogiem „nowe”. Owym hierarchom tego, zgoła naturalnego „trwania” w XX-wiecznej rutynie – nie wolno brać za złe. Trzeba chyba jednak dołożyć starań, by im wagę „nowego” – którą podobno teraz i tak dobrze dostrzegą jezuici – w pełni uświadomić. Może przydały by się częstsze spotkania z naukowcami, w tym z poważnymi (bywają jednak i tacy) futurologami?…
