2015-12-25
W związku ze świętami, we Francji sporo przyjezdnych z Polski… Pewien student nauk ścisłych spotkany na przyjęciu u znajomych mówi mi, iż dopiero rozmowa z francuskim naukowcem w pełni mu uświadomiła, że w Polsce, pasjonującej się jedynie rozgrywkami politycznymi i „walką o stołki”, nie dostrzega się do końca „ciążących nad nami zagrożeń”. U nas nie bierze się na serio tego, iż terroryzm – zdaniem poważnych ekspertów – jest nowoczesną formą wojny i może stanowić w obecnych czasach w związku z broniami chemicznymi, atomowymi itd. niesamowite zagrożenie. Po drugie: u nas nie dostrzega się kolosalnego (?) znaczenia już się zaczynających zmian temperatury ziemi i „deregulacji klimatu”. Naukowcy tu we Francji świetnie dostrzegają konsekwencje topnienia lodowców. Ale i zwykli Francuzi zaczynają rozumieć, że „coś się jednak dzieje”, że jest w toku wielka deregulacja klimatu, czego dowodem są piękne, „dziwnie ciepłe dni” tegorocznych początków paryskiej zimy… Do tego narciarze, którzy wybierali się do najsłynniejszych ośrodków górskich, są poruszeni wiadomościami o braku naturalnego śniegu i o tegorocznym dużym zapotrzebowaniu na sztuczny śnieg…Już od siebie dodam tu, że dawniej przepełnione w sezonie świątecznym po brzegi stacje narciarskie w tym roku „natrafiają na duże trudności”. Jak donosi paryska prasa, w stacji sportów zimowych Villard-de-Lans-Correncon, położnej na wysokości 1100 m – otwartych jest tylko piętnaście bieżni narciarskich na pięćdziesiąt! Jak np. podkreśla „Le Parisien” z 25 grudnia, niekiedy temperatury są za wysokie nawet dla sztucznego śniegu. A np. sklepy wynajmu nart sygnalizują, iż tylko kilka lat temu liczba ich klientów była o 50 % wyższa.
Skądinąd, jak się dowiaduję, „les syndicats d’inititives” (biura turystyczne) niektórych górskich miejscowości ponoć starannie ukrywają „spadek frekwencji hoteli” a to, by nie odstraszać ewentualnych klientów…
Jedno pewne: naukowcy są teraz jednak zaskoczeni szybkością, z jaką klimat się zmienia. Są zdania, iż fakt ten może niezadługo mieć „różnorakie a nieraz katastrofalne efekty”, np. erozje brzegów morza, zalewy, powodzie ulewy (ponoć sprawa ta dociera już do świadomości społecznej i zaczyna być mowa o spadku cen nieruchomości w pewnych, szczególnie zagrożonych podnoszeniem się poziomu morza miejscowościach, półwyspach, itd!).
