2015-11-22
Jak już pisałem, nie jestem w stanie rywalizować na bieżąco ze środkami masowego przekazu, gdy chodzi o relacjonowanie mym zdaniem dopiero się zaczynającej i długiej wojny z terroryzmem. Stwierdzę tylko, że w mym odczuciu prędzej czy później mogą nastąpić zaplanowane na wielką skalę i tym razem godzące w siedziby kierownictw czołowych państw Zachodu lub np. w siłownie jądrowe – spotęgowane powtórki zamachu, jaki miał miejsce w USA 11 września 2001 roku. Jak słusznie podkreśla jeden w mych czytelników z Warszawy, dziś szczególnie groźną bronią mogą okazać się zdolne transportować spory ładunek środków wybuchowych drony. Trzeba też brać pod uwagę fakt, że islamskich terrorystów mogą poprzeć: 1) „nawracający się na religię muzułmańską” różni, mogący być wysoko wyszkoleni technicznie „frustraci”, nienawidzący z tych lub innych przyczyn aktualne rządy i systemy polityczne krajów Zachodu, także np. kapitalizm 2) pewne, nienawistne wobec Zachodu państwa, np. Korea Północna…Teraz z kolei zajmę się pytaniem czytelnika: Jak Pana środowisko odniosło się do powstania w połowie 1945 roku Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, do powrotu do Polski Stanisława Mikołajczyka i Stanisława Grabskiego? Z miejsca stwierdzę, iż wiem tylko, co wówczas, mając 15 lat, dostrzegałem! Dobrze pamiętam, że moje środowisko boleśnie odczuło brutalną, będącą de facto wywłaszczeniem „reformę rolną”. Co do powrotu Mikołajczyka, Grabskiego i kilku innych – to wywołał on w całym naszym społeczeństwie falę niesamowitego entuzjazmu. Gdy chodzi o nas, to matka moja, załamana nerwowo dramatem powstania warszawskiego, śmiercią mej siostry Magdy i dużej liczby jej najbliższych kolegów, dalej – najazdem na nasz dom żołdaków brygady Kamińskiego podległej SS – głosiła jedno: Nigdy więcej powstań! Uważała, że najważniejsze patriotyczne zadanie to ratować „byt biologiczny narodu”. Dziwiła się, ze mój ojciec nie wrócił z Mikołajczykiem do Polski. Prowadziła rozmowy na ten temat z ambasadorową Strasburgerową, z przyjacielem mego ojca ministrem odbudowy Michałem Kaczorowskim, z jakimś przyjacielem mej siostry, oficerem wywiadu AK (człowiekiem podobnie jak moja matka nastawionym narodowo), będącym zdania, że ważne, by przyzwoici Polacy zajęli maksimum ważnych stanowisk; rozmawiała też w pewnym momencie z bezpośrednim szefem śp. Magdy, pułkownikiem „Radosławem”. Także z jakimś francuskim dyplomatą, który dziwił się jesienią 1945 r., że mój ojciec nie wszedł do MSZ rządu tymczasowego. Wiedziała wreszcie, że powrotu mego ojca pragnie jego były szef, Eugeniusz Kwiatkowski. Jesienią 1945 roku pod naciskiem swych sióstr zaniepokojonych stanem jej nerwów wyjechała ze mną na jej paszporcie (byłem nieletni) do męża, do Francji, zastrzegając jednak, że po ukończeniu przeze mnie tam studiów oboje wrócimy do kraju.
Co do mnie to ja do końca 1945 roku byłem w liceum w Kościanie. Zostałem członkiem OM TUR-u. Trzeba wiedzieć, że sekretarzem PPS w Kościanie był b. AK-owiec (co ukrywał), Edward Boryczko, sekretarzem PPR-u też AK-owiec Stefan Bech (który, będąc świetnym mówcą i będąc b. popularny – miał nadzieję wejść do władz wojewódzkich PPR-u w Poznaniu, budować orientację narodową w partii, jakiś zjazd wojewódzkiego PPR-u w Poznanie nawet wybrał go do KW PPR, lecz „ukaz z góry” zmusił go zrezygnowania ). Z kolei starostą kościańskim był wówczas narodowiec Karol Fiszbach (do współpracy narodowców starał się wciągać ówczesny wojewoda poznański – a nie, jak błędnie piszą wicewojewoda – doktor medycyny Feliks Widy-Wirski, przed wojną działacz narodowego Stronnictwa Pracy, w czasie wojny prezes Stronnictwa Zrywu Narodowego, które dogadywało się z PPR-em, w roku 1946 czołowy działacz SP – tak zwana grupa Felczaka; później przez 4 lata więziony).
Wówczas ja i też mieszkający wtedy w Kościanie b. oficer AK, wuj Krzysztof Morawski robiliśmy co mogli, by kuzynów, b. AK-owców Jasia Kicińskiego i innych przekonać, że nie pora na walkę zbrojną, że trzeba odbudowywać kraj. Jaś Kiciński, który mieszkał w domu mej matki w miejscowości Polesie – miał broń. Pewnego dnia UB przeprowadziło w naszym domu rewizję – na szczęście udało mi się ukryć pistolet nieobecnego wtedy Jasia w zbożu!
Odnotuję jeszcze, iż latem 1945 roku Edward Boryczko w kościańskim sekretariacie PPS przedstawił mi i gorąco polecił jakiegoś pracownika Urzędu Bezpieczeństwa w Kościanie mówiąc: „to nasz człowiek”… W jakiś czas później już w Poznaniu przyszedł do mnie UB-owiec, wypytując o tego człowieka – ostrzegając mnie przed nim, ”wrogiem ustroju”, mówiąc że SB go szuka. W Poznaniu udało mi się spławić tego, dość nachalnego, wypytującego mnie o swego byłego kolegę Ubeka, podkreślając, ze jestem krewnym rektora UAM Stefana Dąbrowskiego i znajomym Widy Wirskiego (co nie było do końca prawdą).
Kończąc dodam, że od lat czekam na książkę pt.: „Kościan – AK-owska wyspa na Morzu Czerwonym”, dawno temu zapowiadaną pracę słynnego pisarza regionalisty prowadzącego z uporem badania w IPN-ie, mego przyjaciela redaktora Jerzego Zielonki. Mowa też była o debacie naukowej „Kościan 1945”…
