2015-12-29
Dziś tylko krótko odnotuję, że w związku ze spadkiem cen ropy naftowej Arabia Saudyjska musi zaciskać pasa, co może wpychać coraz to większą ilość jej obywateli „w objęcia” i tak już mającego tam bez wątpienia sporą liczbę zwolenników Daech-u… Jasne, że w 2016 roku mieszkańcy tego kraju odczują na własnej skórze obecną „podbramkową” sytuację ekonomiczną. Sprawa poważna. Ludzie nawykli tam do państwa bardzo opiekuńczego. A rząd jest teraz zmuszony do ograniczania wszelkich „dobrodziejstw”. Warto też odnotować, że ku „irytacji” miejscowego społeczeństwa już w związku w ograniczeniem subwencji – o 50% zwiększyły się ceny benzyny a w najbliższym czasie ma wydatnie wzrosnąć cena wody i elektryczności. Ma być skądinąd zwiększona taksacja usług i pewne inne taksy. Wszystko to powoduje spotęgowanie się krytyk uwydatniających hulaszczy tryb życia, nadmierne wydatki i szastanie pieniędzmi przez skorumpowanych książąt z dynastii rządzącej. Do tego niektórzy członkowie tegoż rodu ponoć nie wahają się krytykować zbyt kosztowne nawyki wielu swych krewnych. W powietrzu wisi groźba zamachu stanu, nie można wykluczać, że kilku sfanatyzowanych i bliskich ideologii Daech-u książąt marzy o „zamachu pałacowym”. Jasne, że taki zamach mógłby w obecnej sytuacji doprowadzić do jakiejś rewolty mas, będących pod wpływem głoszącej nienawiść do Zachodu i do Izraela fanatycznej „propagandy odwetu”. Jedno pewne: obecny król Salman, siódmy władca Arabii Saudyjskiej ma nawet w swym rodzie poważnych i sfanatyzowanych wrogów zwolenników „nawrotu do źródeł islamu” (nie do końca rozumiem, o co chodzi – wszak charua jest rygorystycznie tam prestrzegana; może rzecz w tym, że pewni książęta i miliarderzy robią, co chcą, np nadużywają alkoholu – whisky, itd., itd.)…