Dzienniki Morawskiego (22)159 min czytania

()

2015-10-15

Zawsze sprawiają mi radość pytania czytelników! Wysoko cenię sobie ten żywy kontakt z nimi! Ale, przyznam, nieraz niełatwo mi na pewne wielce trudne pytania odpowiedzieć! Ma to miejsce także i dziś! Czytelnik pyta: Czy przed drugą wojną światową rządzili Polską kompletni idioci? Czy można było na serio uważać, iż jesteśmy silni zwarci gotowi”, że „nikt nam nie zrobi nic”? Postaram się (taktownie) odpowiedzieć! Na pewno dużym uproszczeniem byłoby przyznać, że wówczas rządzili Polską „kompletni idioci”!! Natomiast jest prawdą; że całkowicie dali się oni zaskoczyć przez „wrześniowy bieg wydarzeń”! Sedno problemu leżało w tym, że nie dostrzegali, iż niemieckie czołgi w ciągu dosłownie kilku dni „rozwalą” naszą armię, zagonem wtargną do centrum Polski. Myślę, że sedno problemu leżało w tym, że Rydz Śmigły i jego sztab nie zorientowali się, jak będzie przebiegać nowoczesna wojna. Już o tym chyba pisałem: mój wuj, pułkownik Witold Dzierżykraj-Morawski, wówczas przydzielony do Inspektoratu armii we Lwowie, gdy przybywał do Warszawy na sztabowe narady, odwiedzał np. wiosną 1939 roku) mych rodziców (w ich mieszkaniu przy ul. Zimorowicza 4 ) – wychodząc z  konferencji u Rydza. Wuj Witold, były attache wojskowy w Berlinie, stwierdzał: nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Oficerowie Rydza opowiadają, że wystarczy zakopać brony, a niemieckie czołgi nie przejadą. Rydz i jego ludzie kpią sobie z obaw, że niemieckie zagony czołgowe w „trzy migi” dojdą pod Warszawę,  Rydz i jego ludzie stale nawiązują do przykładów z lat 1914-1920. Nie pojęli, że nadeszły zupełnie inne, nowe czasy… Tu już od siebie dodam, że uchodzący za wysoce inteligentnego francuski wódz naczelny, generał Maxime Gamelin też (w roku 1940) dał się zaskoczyć, nie przewidział w porę niemieckiej taktyki, błyskawicznego zagonu czołgowego… A to mimo, iż winien był wyciągać wnioski z tego, co w Polsce zaszło we wrześniu 1939.

W mej opinii Rydz i jego sztab popełnili błąd „zadufania w sobie” czy zarozumialstwa. Lekkomyślnie odrzucali ostrzeżenia nadsyłane przez naszą „Dwójkę” (o ile wiem, wybitny historyk wojskowości, Aleksander Woźny dobrze zna tę sprawę, odnalazł ciekawe dane ), nie brali na serio obaw pułkowników: Antoniego Szymańskiego ( attache militarnego w Berlinie) czy też Witolda Morawskiego…

Trzeba wiedzieć, że Rydz ponoć umiał wzbudzać zaufanie, sprawiać wrażenie człowieka rzeczowego i inteligentnego, płynnie i z pozoru logicznie się wysławiał, umiał innym przekazywać swe, jak się okazało, wielce naiwne przekonanie o mocy i możliwościach naszej armii… Najlepszym dowodem na to, jest fakt, iż ufał mu i naszej armii, minister Józef Beck, b. pułkownik WP, człowiek niegłupi (choć, jak mawiał mój ojciec, pozbawiony zdolności przewidywania). Tak, Beck najwyraźniej wierzył zapewnieniom Rydza, iż nasza armia stawi opór Niemcom przez ładnych kilka miesięcy. Ponoć już w Rumunii Beck przyznawał, że gdyby wiedział, iż Niemcy w ciągu kilkunastu dni mogą całkowicie rozgromić polskie wojsko, inaczej (?) by w roku 1939 sprawy rozgrywał… Grał na zwłokę…

Tak, ówczesne polskie kierownictwo niewątpliwie wierzyło, iż jesteśmy „silni, zwarci, gotowi”!

Z tego co mówił mi mój ojciec wynika, że człowiek na wysokim poziomie intelektualnym, prezydent Ignacy Mościcki „chwilami czuł pismo nosem”. Ale Mościcki całkowicie postawił na Rydza – dzięki poparciu Rydza zachował stanowisko prezydenta RP (Piłsudski przed swą śmiercią zadecydował, iż Mościcki ma ustąpić, że prezydentem winien zostać Walery Sławek). Zatem Mościcki w pewnym sensie „musiał” całkowicie ufać Rydzowi… (od Rydza o wiele inteligentniejszym i mniej naiwnym, ostrożniejszym generałem był Kazimierz Sosnkowski, ale w ramach swej gry o prezydenturę, Mościcki nie dopuścił do powierzenia mu stanowiska Naczelnego Wodza).

Tak więc jest rzeczą oczywistą, że przedwrześniowe kierownictwo RP nie wykazało się realizmem i zdolnością przewidywania. Ale ojciec mój mawiał, że cała historia XX wieku jest jednym wielkim przykładem braku zdolności przewidywania, czy też po prostu braku inteligencji, jaka cechowała wielkich tego świata. A społeczeństwa też nie wykazywały się rozeznaniem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że u podstaw całego splotu katastrof XX wieku, także u podstaw staczania się w dół znaczenia Europy w świecie, leży zręcznie maskowana zdolnością stwarzania pozorów – głupota wielkich tego świata…

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.