Dzienniki Morawskiego (22)159 min czytania

()

2015-09-16

W odpowiedzi na pytanie czytelnika precyzuję, iż do Francji przybyłem na początku listopada 1946 roku… Przyjechałem do Paryża z matką, wpisany na jej paszport, co na niemieckiej granicy wywołało pewne trudności. Rzecz w tym, że od kilku tygodni, od 20 września 1946 roku miałem już 17 lat. Moja „obecność” na paszporcie matki wynikała z faktu, że ów dokument wydano już w sierpniu, gdy jeszcze z ówczesnego „paszportowego punktu widzenia byłem j nieletni”. Co do tego wyjazdu, to sprawę nam załatwił mych rodziców bliski przyjaciel, swego czasu współpracownik mego ojca w ministerstwie skarbu, wówczas minister odbudowy, profesor Michał Kaczorowski. Poszedł on wówczas do ministra spraw zagranicznych Zygmunta Modzelewskiego. Ten mu powiedział: dałem paszport Zarembinie, dam też Kajetanowej Morawskiej. Ja, wówczas nieletni, nie wchodziłem w  rachubę. Matka moja niechętnie opuszczała Polskę. Jej i mój wyjazd popierały jej mądre i szlachetne siostry. Matka moja w wyniku przejść wojennych, i śmierci w powstaniu jej ukochanej córki Magdy, była, ostrożnie mówiąc, w „nienajlepszym nastroju i stanie zdrowia”. Lekarze w Kościanie i – o ile dobrze pamiętam – z Wonieścia, liczyli, że wyjazd do męża poprawi jej stan. Matka zgodziła się jechać, bo ją zapewniano, że po ukończeniu przeze mnie studiów za granicą, będziemy mogli oboje wrócić do Polski.

Co do Francji, to przybywając tu znałem już nieco język francuski. Poza tym od dziecka wpojono we mnie miłość Francji i wiarę we Francję… Nasz dom w Jurkowie zdobiły grawiury napoleońskie, czy też przedstawiające mych prapradziadów: Jana Henryka Dąbrowskiego, Dezyderego Chłapowskiego czy Franciszka Morawskiego – no i również Kazimierza Turno… A po przyjeździe do Francji ojciec, ów tak oddany przyjaciel i admirator tego kraju, walczący w interesie Polski o „Europę na francuskim sosie”, to jest opartą na najpiękniejszych wartościach francuskiej kultury politycznej – wpoił w me serce także kult de Gaulle’a!

Rozwój sytuacji w Polsce, potęgujący się jeszcze stalinowski terror, ponure czystki godzące w naszych krajowych przyjaciół, takich jak były szef mego ojca Eugeniusz Kwiatkowski, czy np. dyplomata Tadeusz Chromecki – wszystko to spowodowało, iż o powrocie do kraju już mowy być nie mogło. Matka to ciężko przeżyła. Ja też przejąłem się dogłębnie tą, tak wyraźnie mocno wzrastającą tragedią ojczyzny. Dopiero po kilka latach „przyszedłem do siebie”. Choć niewątpliwie byłem przez dość długi czas „trudnym pasażerem”, Francuzi wykazali mi bardzo !! wiele wyrozumiałości i życzliwości. Wiele np. zawdzięczam francuskim jezuitom, oraz wybitnym osobistościom, takim jak między wielu innymi: Jean Laloy czy Robert Rochefort, no i także Polakom, takim jak: Józef Czapski, Zygmunt Michałowski, Jan Nowak i Stanisław Gebhardt, dzięki któremu z końcem 1955 roku objąłem po Janie Kułakowskim funkcję prezesa Polskiego Zjednoczenia Młodzieży Chrześcijańsko – Społecznej – organizacji szczególnie aktywnej po październiku 1956 roku. Rozpocząłem też współpracę z Radiem Wolna Europa jako dziennikarz informacyjny (jak wynika z niedawnych komunikatów SDP, nawet w już wolnej Polsce ta praca bywała niebezpieczną…). Ale nie będę tym wszystkim zanudzał czytelników…

Ograniczę się do odpowiedzi na jeszcze jedno pytanie brzmiące: „ Czemu Pan nie powrócił do już wolnego kraju”? Były po temu dwa powody. Po pierwsze, nie chciałem mej córki zostawić samej – do tego dochodziła choroba mej żony, tak czy inaczej związana z mą poprzednią pracą dziennikarza informacyjnego („szpiega”, jak to określał „czerwony” reżim) RWE. Po drugie: uważałem za mój święty obowiązek nadal być „łącznikiem z Paryża” (jak to określiła już w tytule swej książki o mnie znakomita publicystka Teresa Masłowska) – nadal być polskim korespondentem… Umacniać starą przyjaźń polsko-francuską!

Ale teraz na starość przygotowuję  mój powrót do Domu Dla Starców w Warszawie. Uważam, że „dewizowi” emeryci z Europy Zachodniej, Kanady czy z USA, winni masowo do kraju wracać, być do takich powrotów zachęcani.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.