2015-11-01
W związku z filmem mego siostrzeńca Jana Ledóchowskiego pt.: „Wujowie i inni – zdrajcy i obszarnicy” czytelnik pyta: „Dlaczego Pan, weteran zimnej wojny, człowiek Jana Nowaka i RWE, tak ostentacyjnie afiszuje się na ekranie w towarzystwie Kazimierza Morawskiego, byłego członka Rady Państwa PRL, na wskroś człowieka czerwonego reżimu?” Moja odpowiedź prosta! Kazimierz Morawski to mój stryjeczny brat i przyjaciel z dzieciństwa: część lat hitlerowskiej okupacji spędziłem w Małej Wsi w pałacu rodziców Adzia (czyli Kazimierza). Później, w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, choć czasem Adzio Zachód odwiedzał, ze mną się nie kontaktował. Władze PRL odradzały mu spotkania ze mną, „tym cwanym szpionem RWE”. Ponownie spotkałem go dopiero w roku 1989, gdy jako pierwszy z dziennikarzy RWE (w obsłudze prasowej oficjalnej wizyty prezydenta Françoisa Mitterranda) przybyłem do Warszawy, wraz z licznymi innymi dziennikarzami (z Polaków pamiętam Andrzeja Mietkowskiego). No i później zacząłem kraj często odwiedzać. W roku 1994 powołałem do życia w Warszawie Klub imienia Giorgio La Piry, włoskiego sługi Bożego Kościoła Katolickiego, byłego burmistrza Florencji, promotora „dialogu ponad podziałami”!W spotkaniach owego warszawskiego Klubu uczestniczyli politycy z nieraz bardzo odległych orientacji… Np. o „starych i nowych podziałach” mówili tam 18 października 1994 roku Jarosław Kaczyński i Jerzy Wiatr, a np. 20 czerwca 1995 roku na temat „Chrześcijaństwo i współczesna lewica” debatowali: Aleksander Hall i Aleksander Kwaśniewski. A np. 18 listopada 1996 roku problem „Czy możliwy jest w Polsce consensus w imię nadrzędnych interesów Państwa? Analizowali: Jacek Kuroń i Maciej Jankowski…
Czołową moją wytyczną było rozładowywanie w interesie Polski sporów i napięć. Jako „weteran zimnej wojny” twardo też stałem na stanowisku, że należy przeszłość wybaczać, społeczeństwo jednoczyć!!
Ojciec mój niezadługo przed swą śmiercią, będąc przekonany, że PRL musi prędzej czy później runąć, mawiał, że ważne, by po odzyskaniu niepodległości zapobiec zbyt ostrym porachunkom o minione postawy… Zaznaczał, iż nad atmosferą XX-lecia niepodległości niepotrzebnie zaciążyły stare porachunki. Bolał np., lecz oczywiście nie tylko, nad ponurą, do dziś nie wyjaśnioną sprawą generała Włodzimierza Zagórskiego…
Powyższy krótki tekst, mam nadzieję, wyjaśnia me postawy po roku 1989.
Kończąc dodam tylko, że jestem człowiekiem „bardzo rodzinnym”. I to tym bardziej, że bieg wypadków przetrzebił mą rodzinę i także rozrzucił ją po świecie! W powstaniu warszawskim zginęła, będąca żołnierzem Kedyw-u moja siostra Magda. Jesienią 1939 roku na rynkach Kościana i Gostynia hitlerowcy rozstrzelali mych wujów… Inny bliski wuj zginął w Katyniu. Matka moja, więziona przez gestapo w Warszawie, następnie złamana śmiercią córki, cierpiała do śmierci na ciężkie zaburzenia nerwowe… A to, że Polska wpadła po wojnie w ręce bolszewików, rozrzuciło mych bliskich krewnych po szeregu krajów świata. A wielu z tych, co pozostali w kraju, miało tam niezwykle ciężkie życie. Mój stryjeczny brat Adzio wybrał inna drogę, był tak zwanym „reżimowym katolikiem”. Ale w roku 1989 w pełni poparł zachodzące przemiany, wszedł na nową drogę pełnego szacunku dla teraz niepodległego i demokratycznego Państwa. No i często mnie widywał, był drogim mi stryjecznym bratem…
