2015-08-27
Dosadne pytanie czytelnika: „po czyjej stronie właściwie Pan jest?” zmusza mnie do „sprecyzowania stanowiska”. Otóż sprawa w mym pojęciu prosta. Jestem bezstronnym obserwatorem z Paryża!
W ślad za mym śp. ojcem próbuję rozładowywać polskie napięcia! Apeluję: spierajcie się kulturalnie! Wysoko ceniłem prezydenta Bronisława Komorowskiego, człowieka „w stylu najlepszych polskich tradycji” i niewątpliwie rozsądnego! Naród wybrał Dudę. Tak więc jest on teraz prezydentem wszystkich Polaków, naszym demokratycznym obowiązkiem jest podchodzić doń z szacunkiem! Do tego chcę ufać, że ten młody człowiek, że ten krakowski naukowiec, będzie potrafił wznieść się ponad potępieńcze rodaków swary!!!
Za jakiś czas, gdy uznam moją misję polskiego korespondenta i bezstronnego obserwatora z Paryża na skończoną, zapewne wrócę do ojczyzny. Wtedy będę mógł wyraźniej zaangażować się w polskie problemy bieżącej polityki! Ale zawsze pozostanę wierny starej tradycji Dzierżykraj-Morawskich. Wszak już Franciszek Morawski (1783-1861) – generał, poeta i tłumacz (m.in. Byrona), starał się godzić ostro skłóconych klasyków i romantyków. Często apelował do rozwagi rodaków i pouczał ich: „zapomnij błędów bliźnich gdy jesteś z bliźnimi. A kiedy sam zostaniesz rozmyślaj nad twemi!”… A ojciec mój z bólem zaznaczał, że niezwykle ostre polskie nienawiści i spory, skłonność do bluzgania błotem, wszystko to ma fatalne skutki i – jak to określał – bez reszty nas absorbując, powoduje niedostrzeganie tego, co w świecie zachodzi, utrudnia nam odegranie pozytywnej roli na scenie międzynarodowej, niekiedy podrywa nasze znaczenie i wywołuje ironiczne uwagi o „polskim domu wariatów i pieniaczy czy awanturników”. Ojciec mój nieraz wspominał, że w roku 1939 przy boku wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego zabiegał w obliczu zagrożenia kraju o poszerzenie podstaw politycznych ówczesnego rządu, o dogadanie się z ludowcami, socjalistami i narodowcami! Ale próby te rozbiły się o opór myślącego kategoriami dyscypliny wojskowej Rydza!…
Ojca przerażała, jak mawiał, ta polska mania miotania donosami i obelżywymi plotkami czy oskarżeniami. Podkreślał, że w tej dziedzinie wszelkie rekordy pobijali ludzie i służby PRL-u. Ale w tym wypadku szło o działania narzucone z zewnątrz, „obowiązkowe” w ramach opartego na zakłamaniu bolszewickiego bloku i systemu! Dodam, że ojciec mój zastanawiał się niekiedy, czy sowiecka „kultura nienawiści i kalumnii nie wywrze złego piętna na naszym narodzie”. Spodziewał się upadku komunizmu. Obawiał jednak, że będą temu towarzyszyć przesadnie ostre porachunki. Podkreślał, że w II RP trudny problem stanowiło to, że trzeba było budować nowe państwo polskie w oparciu ludzi z różnych dzielnic i do niedawna zgoła innych orientacji!! Namiętnie miotano najróżniejszymi oskarżeniami, np. o powiązania z cesarsko-królewskim austriackim wywiadem itd., itd. Jedni atakowali Piłsudskiego, inni generała Władysława Sikorskiego, wielkie poruszenie wywołało do dziś nie wyjaśnione zaginięcie generała Włodzimierza Zagórskiego (6 sierpnia 1927 r.).
Ojciec mój czasem wspominał, że w tym polskim rozgardiaszu pozytywną rolę odgrywali konkretni, sprawni, pracowici Wielkopolanie „jakby ulepieni z innej gliny”. Np swego czasu mój stryj Tadeusz, chcąc postawić na nogi uprzednio zapuszczone dobra małowiejskie, ściągnął z poznańskiego wybitnych administratorów i rządców (o ile pamiętam panów: Dabińskiego, Żupańskiego, Tilgnera…). W pełni spełnili oni mego stryja oczekiwania… Stryjowi udało się przemienić dobra małowiejskie w kwitnący gospodarczo ośrodek, m.in. rozwinąć sadownictwo – wszystko to miało korzystne znaczenie dla całego powiatu grójeckiego.
Co do wskazań ojca dla mnie, to żądał on, bym zawsze pozostawał wierny rodowej tradycji, godził rodaków starał się „zrozumieć i jednych i drugich” no i (a to już trochę inna para kaloszy), wpajał mi kult Francji i jej kultury, jej postaw nacechowanych wolą dialogu i zdolnością zrozumienia innych narodów, oraz szczególną sympatią do Polski i Polaków.
