2015-09-10
Jean-Claude Juncker – szef Komisji Europejskiej wzywa kraje UE do przyjęcia 160 tysięcy uchodźców! Ale prosta kalkulacja prawdopodobieństwa wykazuje, że „na tym nie koniec”… Liczni, coraz to liczniejsi, szukający lepszych warunków życia „uciekinierzy” z Bliskiego Wschodu i z Afryki, nadal będą szturmować do bram Europy. Trzeba też sobie zdać sprawę z trzech niesłychanie ważnych aspektów sprawy! Po pierwsze: na statkach wiozących „kandydatów na imigrantów” z pogrążonej (z winy bezczynności i błędów Zachodu) w chaosie Libii – ponoć doszło do wiele mówiących „incydentów”. Stanowiący większość muzułmanie wrzucali do morza swych towarzyszy podróży, odmawiających swe modlitwy chrześcijan! Po drugie: po osiedleniu się w krajach Europy owi islamscy imigranci mogą szybko stać się pełnym pretensji „lumpenproletariatem”, zakładać tajne, finansowane przez tak zwany Kalifat Iraku i Lewantu terrorystyczne komórki… Po trzecie: jak słychać, ci lub inni dżihadyści zapowiadają, iż prędzej czy później, tak czy inaczej „położą gnuśny Zachód na cztery łopatki”. Co to dokładnie ma znaczyć, nie wiadomo! Jednak jest to chyba godnym uwagi wyrazem pewnych nastrojów?
Na – jeśli to tak można określić – marginesie tłumnego nawału owych pchających się na siłę do „bogatej Europy”uciekinierów, potęguje się mocne przekonanie, iż należy szybko pokonać DAECH – ów fanatyczny i terrorystyczny Kalifat. Wysoce inteligentny były prezydent Francji Nicolas Sarkozy – jak wynika z jego wypowiedzi – rozumie, iż pokonać DAECH mogą jedynie wojska lądowe. Liczy jednak, jak się zdaje, na siły zbrojne wrogich owym fanatykom państw arabskich! Od siebie dodam, że w mej opinii owe arabskie siły zbrojne winny nawet ze względów psychologicznych, być wsparte przez sprawne jednostki militarne świata zachodniego (pamiętajmy o siejącej zamęt w umysłach pewnej liczby Arabów „propagandzie sukcesu” DAECH-u!!! O – jednak – sporej mocy, mogącej sprawić z czasem tu czy gdzie indziej spore niespodzianki, fanatycznych, nienawidzących Zachodu „islamistów” różnych maści).
Myślę więc, że lądowe siły zbrojne Unii Europejskiej – ostrożnie mówiąc – są niezbędne! Ponieważ ze względów politycznych wysyłka regularnych wojsk państw Unii natrafia na trudności, właściwym wyjściem zapewne byłby EUROPEJSKI OCHOTNICZY LEGION SZYBKIEJ INTERWENCJI (elitarna jednostka wzorowana na znakomitej, liczącej już od XIX wieku w swych szeregach pewną liczbę Polaków – francuskiej Legii Cudzoziemskiej! O projekcie takim już przed laty mi wspominał mój współpracownik z RWE, a uprzednio słynny i ideowy kondotier Rafał Gan-Ganowicz. Dodam, że chyba oczywiste, iż UE winna dysponować taką jednostką).
Uważam, że Polska, że np. polscy eurodeputowani winni taki projekt wysunąć. Wszak my Polacy (piszę to ja, jeden z kilkudziesięciu praprawnuków Jana Henryka Dąbrowskiego) mamy piękną i mocną „legionową tradycję”!! Ośmielam się liczyć, że 21 września w Klubie im. Aliny Perth-Grabowskiej ten temat „zaistnieje” na spotkaniu z mną. Apeluję o pomoc w tej dziedzinie do Mariusza Kubika – gospodarza spotkania, także do byłego europosła Marcina Libickiego, no i rzecz jasna do tak zasłużonego i sprawnego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (byłem niegdyś, póki ono egzystowało, prezesem koła SDP Paryż)…
