Dzienniki Morawskiego (18)244 min czytania

()

2015-03-06

Wczoraj nowy ambasador RP w Paryżu, dr Andrzej Byrt, w swej rezydencji w przepięknym Pałacu Monako w godzinach przedpołudniowych przewodniczył „ceremonii wręczania Medali Pamiątkowych z okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania  Warszawskiego. W jednym z wielkich salonów owego pałacu zebrała się spora liczba osób ze środowisk kombatanckich. Wszystkich mile witała i odpowiednio rozsadzała bardzo tu lubiana konsul generalny Agnieszka Kucińska, Sprawnie pomagały jej inne osoby z naszej, paryskiej służby konsularnej.

Nie będę zdawał sprawy z przebiegu tej ceremonii. Niewątpliwie dużo lepiej ode mnie zrobi to zawsze świetnie redagowany przez prezesa Jerzego Lipowicza, przez Aleksandra Dobraczyńskiego i innych, nasz BIULETYN SAMODZIENEGO ODDZIAŁU FRANCJA BYŁYCH ŻOŁNIERZY ARMII KRAJOWEJ!!

Jednak poruszę dwa tematy. Po pierwsze całkowicie zaskoczyła mnie wiadomość, że wśród innych odznaczonych tym medalem znalazłem się i ja. Rzecz w tym, iż jak dobrze wiadomo, mimo, iż byłem zaprzysiężonym żołnierzem AK, w walkach powstańczych bezpośredniego udziału nie brałem. Po prostu znalazłem się na Ochocie, do Śródmieścia nie zdołałem się przedostać. A po kilku dniach zajęły całą tę dzielnicę oddziały brygady szturmowej SS Rona (tak zwana brygada Bronisława Kamińskiego ). Pijani dosłownie od rana do wieczora rosyjscy żołdacy SS rabowali, gwałcili, bezustannie nam wygrażali, sporo osób zamordowali. Nie będę opowiadał, co się ze mną działo. Powiem jednak jedno. Przeżyłem rodzaj wstrząsu nerwowego, który później leczono. Ale co najważniejsze, żywy dotarłem do obozu na dworcu w Pruszkowie, skąd udało się nam wydostać. Trafiłem do Małej Wsi koło Grójca. Tam także znalazłem się w AK. Jedno pewne – w powstaniu warszawskim nie walczyłem, ale owo „spotkanie” z brygadą Kamińskiego, ostrożnie mówiąc, poważnie przeżyłem. W pierwszej chwili, myśląc, że chodzi o medal dla uczestników walk, nie chciałem go przyjąć. Ale wyjaśniono mi, że chodzi o dość szeroko pojęty „medal pamiątkowy z okazji rocznicy powstania”!!…

Drugi temat, to fakt, iż ambasador Andrzej Byrt wczoraj świetnie przemówił – nam, starym tutejszym „polonusom” i starym kombatantom, trafił do serca!! Jeśli mi wolno, to stwierdzę, że z miejsca można wyczuć, że to ktoś „z n aszej parafii”, że to „swój człowiek”. Rzuca się także w oczy jego wysoka klasa i autentyczna kultura. Z miejsca czuć, że – jak to u nas w Poznaniu mawiano – że jest on kimś!! Gdy mowa o Grodzie Przemysława, to ujawnię, że odniosłem wrażenie, iż Andrzej Byrt, to dyplomata o stylu zachowania i myślenia bliskim cechom, jakie charakteryzowały tak przeze mnie cenionych ambasadorów Wielkopolan, ludzi takich jak: wuj Józio Lipski, mój ojciec, Edward i Roger Raczyńscy no i rzecz jasna także Alfred Chłapowski.

Kończąc dodam, że o Andrzeju Byrcie, byłym prezesie (od mego dzieciństwa mi drogich) Międzynarodowych Targów Poznańskich – wiele dobrego słyszałem od mego od lat bliskiego i zaufanego przyjaciela, konfratra z Zakonu Maltańskiego Marcina Libickiego – niegdyś posła i przewodniczącego jednej z komisji Parlamentu Europejskiego.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.