Dzienniki Morawskiego (18)244 min czytania

()

2015-02-27

Zawsze odpowiadam czytelnikom! Robię to nawet wtedy, gdy pytanie dotyczy tematu wielokrotnie już w mych dziennikach poruszanego. Tak więc dziś zajmę się następującym zapytaniem: Jak to się działo, że ambasador Kajetan Morawski był tak wielkim admiratorem de Gaulle’a i Francji i jak Pan bezustannie podkreśla – walczył o „Europę na francuskim sosie”. Wszak latem 1945 r. Francja pierwsza, na pięć dni przed USA i Anglią cofnęła uznanie Rządowi RP na Wychodźstwie w Londynie, usunęła Pana ojca z ambasady RP.

Sprawa prosta. De Gaulle pierwszy cofnął uznanie naszemu legalnemu rządowi, by jasno pokazać, że sam uznał to za nieuniknione, że nie dokonuje tego gestu pod dyktatem anglosasów… Trzeba też wiedzieć, że na jego polecenie cały ten „nieprzyjemny dla nas zabieg” przeprowadzono z najwyższą kurtuazją. Memu ojcu i pewnej liczbie jego współpracowników zachowano status dyplomatyczny ad personam (gdy matka moja w 1946 roku przybyła ze mną do Francji, też jej i mnie dano tak zwane karty dyplomatyczne – dyplomatyczne dowody osobiste).

Mój ojciec świetnie wiedział, że de Gaulle, choć prowadzi z narzuconymi przez Rosję reżimami pewną „grę dyplomatyczną”, jest głęboko przekonany, iż prędzej czy później ustrój komunistyczny, ustrój oparty na terrorze i absurdalnej polityce ekonomicznej – musi z trzaskiem runąć!!

Kolejne francuskie rządy w sposób ewidentny tolerowały egzystencję i działalność naszej, tak zwanej „Ambasady Wolnej Polski” (czasem określanej mianem „ambasady polskiej bis”!!!), a to mimo protestów władz PRL i – wówczas – potężnych francuskich komunistów i związanych z nimi grup!!! Liczni Francuzi przyjmowali ordery dawane przez mego ojca z ramienia rządu RP w Londynie (wywoływało to czasem brutalne ataki prasy komunistycznej – ale to są sprawy „arcy-znane”!!). Francuzi wspomagali materialnie różnymi kanałami nasze działania. Np dzięki Robertowi Schumanowi i jego współpracownikowi Robertowi Rochefortowi – udało się nam po dość długich zabiegach uzyskać od ONZ-tu fundusze na stworzenie Polskiego Domu Spokojnej Starości w Lilly-en-Val (pierwszym pensjonariuszem tego Domu był bohaterski obrońca Helu we wrześniu 1939, admirał Józef Unrug). A w drugiej połowie lat 1950. zdecydowana postawa Francji i francuskiego Zgromadzenia Narodowego pozwoliła utrzymać w rękach naszej emigracji politycznej słynną Bibliotekę Polską w Paryżu.

Będąc tego „naocznym świadkiem” muszę podkreślić, iż bardzo liczni wysokiej klasy Francuzi popierali naszą „Ambasadę Wolnej Polski”,otaczali ją opieką….A w paryskim arystokratycznym Jockey Clubie rokrocznie miały miejsce  wielkie koktajle na polskie, emigracyjne cele dobroczynne,,,

Skądinąd jak powszechnie wiadomo we Francji, w Maisons-Laffitte pod Paryżem kolosalną działalność rozwijał Jerzy Giedroyc. Tam właśnie mieściła się redakcja  jego słynnego miesięcznika „Kultura”!! De Gaulle za pośrednictwem swego ministra kultury Andre Malraux, który dość często spotykał się z Józefem Czapskim, otaczał opieką ów kierowany przez Giedroycia „Instytut  Wydawniczy”!

A w latach osiemdziesiątych XX wieku zryw francuskiego społeczeństwa w  obronie „Solidarności” stał się wspaniałym dowodem tego, jak wiernymi przyjaciółmi Polaków są Francuzi!

Gdy chodzi o me osobiste doświadczenia działacza emigracyjnego i korespondenta RWE, to muszę przyznać, że ja – tak siłą rzeczy atakowany przez władze PRL i zwolenników PRL (rzecz jasna w sferach polonijnych takich było jednak nie mało) – wiele, naprawdę bardzo wiele zawdzięczam czynnej przyjaźni  licznych, pro-polskich i pro-emigracyjnych Francuzów, którzy rozumieli jej wagę i popierali naszą walkę o wolność. Tak, mym francuskim  przyjaciołom jestem wysoce wdzięczny… Oni to  wykazując ogromną  cierpliwość wiele mnie nauczyli!

Ojciec mój, tak przywiązany do Francji, admirator francuskiej kultury i także  francuskiego języka (jak mawiał,  pozwalającego – w przeciwieństwie   do angielskiego – na precyzyjne i jednoznaczne ujęcia!), był przekonany, że w interesie Polski i innych jej podobnych krajów leży owa EUROPA NA FRANCUSKIM SOSIE!!!  A gdy chodzi o mnie, to uporem walczę o WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI! Gorący zwolennik FRANKOFONII, w pełni popieram wszelkie działania mające na celu zwiększanie nauczania francuskiego w Polsce! Wysoko np. cenię, co w tej dziedzinie w mej rodzinnej Ziemi Kościańskiej robią: pani profesor Iwona Jęcz oraz Andrzej Kuźmiński z Krzywinia.

Dodam jeszcze, że jako polski kawaler maltański z szacunkiem odnoszę się do naszych francuskich  konfratrów… Tak się składa, że sporo wiem  o  ich  godnych podziwu działaniach na Bliskim Wschodzie, np. w Libanie!

Mam nadzieję, że ta ma napisana ot tak od ręki odpowiedź zadowoli stawiającego to przytoczone na początku tego tekstu pytanie mego CZYTELNIKA.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.