2015-08-04
Mój bliski przyjaciel i wierny czytelnik pisze: „Mój Drogi, była rocznica wybuchu powstania warszawskiego, w którym zginęła Twoja siostra, a u Ciebie w dzienniku o tym nic! Wielkiemu patriocie tego nie mogę wybaczyć!”
Tak więc czuję się w obowiązku na temat ten zabrać głos. Na wstępie potwierdzę, że siostra moja Magda, początkująca, lecz – jak kiedyś powiedział Jan Parandowski – rokująca nadzieje poetka, współpracowniczka tajnego pisma „Sztuka i Naród”, łączniczka „Radosława”, ranna odłamkiem w brzuch przy ulicy Okopowej, zmarła w pierwszej dekadzie sierpnia 1944. Odznaczona Krzyżem Walecznych (poprzednio była żołnierzem wywiadu AK, wykonywała – podróżując na fałszywych papierach francuskiej volksdeutschki – zadania wywiadowcze w Hamburgu i Berlinie).
Co do mnie, to jak 22 marca 1998 roku pisał Jur Wańkowicz, na kilka tygodni przed sierpniem 1944 roku przybyłem z Małej Wsi do Warszawy; nie przyjęto mnie do Szarych Szeregów, lecz skierowano do pracy (w charakterze gońca) w służbie sanitarnej AK. W pierwszych dniach sierpnia (nie mogąc dotrzeć do dzielnic we władaniu powstańców) znalazłem się przy ulicy Filtrowej, w domu zajętym przez żołnierzy tak zwanej „brygady Kamińskiego”, wchodzącej w skład SS. Ci żołdacy, „stale pijani”, dokonywali tam „mordów i gwałtów”. Znalazłem się „w stanie szoku” (do dziś w „nocnych marach” przypominają mi się te bestialskie wydarzenia…). Później udało się nam wydostać się z „obozu” na dworcu w Pruszkowie. Ale to już co innego.
W Powstaniu poległo, jak mawiała moja matka, całe wybitne, młode pokolenie. Po wojnie, już w Paryżu, matkę mą irytowały niesamowicie stwierdzenia niektórych AK-owskich generałów: Ale proszę Pani, młodzież pchała do walki! Mawiała: co to za dowódcy, którzy ulegają nastrojom młodzieży! Matka też już w jakiś czas po powstaniu spotkała swego znajomego, kolegę Magdy, oficera wywiadu AK. Stanowczo stwierdzał, że pracownicy wywiadu AK „czuli pismo nosem”. Odradzali powstanie! Pamiętam też, że całkowicie się z matką zgadzał, też uważał wybuch powstania za błąd, bywający u nas w Paryżu generał Władysław Anders!
W latach pięćdziesiątych w Paryżu (jak chyba już kiedyś pisałem), miałem okazję rozmawiać o powstaniach: paryskim i warszawskim, z dyplomatami Republiki Federalnej Niemiec. Jak przez mgłę pamiętam, że wysoko cenili oni generała von Cholitza, który mino obłędnego rozkazu Hitlera odważnie Paryża nie zniszczył (niedawno o tym pisałem). Dodawali, że także rozkaz spalenia Warszawy był dowodem szaleństwa Hitlera. Ponoć latem 1944 roku, w niemieckim ministerstwie spraw zagranicznych chciano sprawę inaczej rozegrać, wykorzystać ją, by jakoś stworzyć problemy między Rosją a zachodnimi aliantami (ciekawe, czy zachowały się jakieś, dotyczące tego dokumenty, oraz także jakieś memoriały Władysława Studnickiego?…).
