2015-08-21
Pan Władysław Szeląg, prezes Towarzystwa Historycznego Imienia Szembeków i wierny czytelnik mego dziennika „e-mailuje” mi: „Bardzo mi zależy by Pan napisał słowo o Janie Szembeku”…
Pisałem już o Szembeku m.in. w dziennikach: z 2 maja 2014 roku (http://maciejmorawski.blox.pl/2014/05/2-maja-2014-r.html ) i 12 sierpnia 2014 roku (http://maciejmorawski.blox.pl/2014/08/12-sierpnia-2014-r.html )!
Mój ojciec w swej książce „Wspólna droga z Rogerem Raczyńskim) pisze, że pod koniec lat trzydziestych jego stosunki z ministrem Beckiem układały się poprawnie, ale więcej niż chłodno (przypominam, iż w grudniu Beck „wylał” mego ojca z MSZ-tu, w wieku 42 lat przeniósł na emeryturę, na pożegnanie obniżając ojcu stopień służbowy!).
Ojciec we „Wspólnej drodze” zaznacza, że w późnych latach trzydziestych do MSZ-tu, do Pałacu Brühla chodził jedynie, by odwiedzić bądź Jana Szembeka, bądź też innych przyjaciół i kolegów…
W tejże książce ojciec opisując swe dzieje we wrześniu 1939 roku. Notuje, że w owym czasie w okolicach Lublina natknął się przypadkowo na swego przyjaciela Jana Szembeka, który „siedział zupełnie załamany na ławce pod przydrożnym drzewem”. Ojciec dodaje: „tydzień przedtem zapewniał mnie on jeszcze, że nie będzie wojny, dwa dnu temu wierzył bo chciał wierzyć w zwycięstwo. Teraz miałem przed sobą zagonionego nagle postarzałego człowieka, wokół którego zawaliło się wszystko: i dotychczasowa rzeczywistość, i dotychczasowe złudzenia. Zmęczony moralnie, zmęczony fizyczną tuszą odziedziczoną po pradziadach z lewej ręki saskich Augustach przysiadł na chwilę by uporządkować czarne myśli”…
Ponownie zwracam uwagę, że zarówno mój ojciec, jak i Jerzy Giedroyc, za wręcz kluczowe z historycznego punktu widzenia uważali diariusze „Jacha” Szembeka. 8 maja 1952 roku Jerzy Giedroyc pisał do Juliusza Mieroszewskiego: „Wychodzą teraz u Plona pamiętniki, a właściwie diariusze Szembeka. Jest to lektura wręcz przerażająca. Myślę, że wiele ludzi się po tych pamiętnikach nie pozbiera, nie tylko wśród Polaków”… »Diariusz« Szembeka jest właściwie jedynym archiwum MSW a jednocześnie zawiera masę informacji z dziedziny polityki wewnętrznej.”
Skądinąd od francuskich przyjaciół wiem, jak dużą wagę historycy owych, tak przełomowych lat, przywiązują do tych, tak rzetelnych zapisków Szembeka. Odnotuję też, że w latach 1940-1944 Jach Szembek przebywając w Estorilu w Portugalii, oddał aliantom zachodnim i polskiemu Rządowi na wychodźstwie wielkie usługi natury informacyjno-wywiadowczej, a to utrzymując poufne kontakty z przedstawicielstwami państw sprzymierzonych, w pewnym sensie „z musu” sprzymierzonych z Niemcami. Mógł tego dokonać między innymi dlatego, że miał on, Jach Szembek, bliskich przyjaciół z dawnych lat w sferach kierowniczych np. Węgier i Rumunii…
Pamiętam „długie rodaków rozmowy” w salonie naszej Ambasady Wolnej Polski przy 174, rue de l’Universite w Paryżu. Ojciec mój, jak sobie dobrze przypominam, był zdania, że Jach Szembek był zręczniejszym dyplomatą i człowiekiem de facto o wiele mądrzejszym od Becka!! Wszak Beck, mimo, iż był pułkownikiem, nie dostrzegał słabości naszej armii, nie przewidział sowieckiego ciosu w nasze plecy, cały przebieg wypadków września 1939 roku całkowicie zaskoczył! Wadą Szembeka było to, że przez lojalność wobec apodyktycznego szefa wierzył, czy zmuszał się do wierzenia, w jego, to jest w Becka błędne oceny sytuacji…
