2015-06-11
Mam chwilowe kłopoty z moim komputerem „Lenovo”, w związku z tym korzystam jak przed kilku laty z pomocy Renaty Głowackiej, polonistki oraz byłej korektorki „Kultury” Jerzego Giedroycia.
Dziś odpowiem tylko na bardzo trudne pytanie jednego z mych czytelników, na nieco podchwytliwe pytanie, dotyczące mojego stosunku do „Afery taśmowej” i do nagranych przy stoliku restauracyjnym ministrów. Zacznę od owych dygnitarzy. O ile się orientuję, sporo osób zaszokowała tonacja ich rozmów. Pamiętajmy jednak, że idzie tu o slang pewnego pokolenia, które siłą rzeczy inaczej się wyraża, niż to robili Mazowiecki czy Skubiszewski. Co do samej treści rozmów, na podstawie tego, co do mnie dotarło widzę, że były to, rzecz jasna nie przeznaczone na wynos, bardzo poufne i bardzo typowe zagrania i wynurzenia współczesnych polityków. Co do tych dygnitarzy, to w mym pojęciu w interesie państwa powinni oni pozostać na stanowiskach. Jestem przekonany, że cała afera pozytywnie nimi wstrząsnęła oraz uczuliła ich na działalność owej paskudnej „spółdzielni Ucho”. No i wstrząs wywołany aferą na pewno spowodował to, że (jeśli mi wolno to tak określić) dojrzeli oni, stali się zdolni, by z większą rozwagą i ogromnym poświęceniem służyć państwu.
Co do samej afery, to oczywiście potępiam wszelkie gwałcenie konfidencjonalności prywatnych rozmów. Potępiam też wszelkie posunięcia, idące po linii, wedle wizji, którą straszył nas Orwell, świata pozbawionego wszelkiej prywatności. Jestem zdania, że pełne prawo do prywatności ma kolosalną wagę, jest podstawą demokracji i szacunku dla każdego człowieka.
Dodam jednak, że nie mam pretensji do mych kolegów dziennikarzy, którzy otrzymawszy owe nagrania, tekst ich opublikowali. Wszak i tak mogły one zacząć szeroko krążyć w odpisach i w internecie. Uważam jednak, że sprawę tego podstawowego złamania prawa człowieka, zasługuje na najwyższe potępienie. Wszystko to dziwnie „pachnie” mi Ochraną, NKWD i Gestapo. Dodam, że wszystko to jest całkowicie niezgodne z tak mi drogim polskim kodeksem honorowym.
Kończąc, powiem jedno: najważniejsze, by nie dać się zwariować, by nie przeceniać znaczenia tej afery. Nie możemy dopuścić, by ta afera trwale podważała prestiż naszego ukochanego państwa.
