Dzienniki Morawskiego (21)235 min czytania

()

2015-06-30

Czytelnik pyta mnie o pomysł powołania do życia europejskiego czy „natowskiego” ochotniczego legionu szybkiej interwencji (czegoś na wzór francuskiej Legii Cudzoziemskiej). Odnotował, że napisałem kilkakrotnie, iż taką koncepcję wysuwał legendarny kondotier Rafał Gan-Ganowicz, autor książki „Kondotierzy”, bohater filmu Piotra Zarębskiego pt.: „Pistolet do wynajęcia czyli prywatna wojna Rafała Gan-Ganowicza”, działacz „Solidarności Walczącej”, przez kilka lat mój współpracownik w paryskim biurze RWE…

Moja odpowiedź jest prosta. Rafał Gan-Ganowicz często podkreślał, że taka jednostka bardzo by się przydała! Najprzód wspominał walce z „sowieciarzami” w Afganistanie, później – jak sobie przypominam – mawiał, że Zachód na wszelki wypadek winien mieć takie operatywne zbrojne ramię.

Przyjaciel Gan-Ganowicza, były współpracownik RWE w USA, naukowiec i bardzo ceniony literat Henryk Skwarczyński swego czasu napisał, iż Gan-Ganowicz opracował plan powołania do życia i kosztorys międzynarodowego legionu złożonego z ochotników (wtedy chodziło o Afganistan). Skwarczyński podkreślił (cytuję dosłownie): „jako ktoś w rodzaju oficera łącznikowego przywiozłem ten projekt ze sobą do Ameryki. Przyjęty zostałem w Białym Domu przez doradcę ds. Bezpieczeństwa Narodowego w administracji Ronalda Reagana, Johna Lenczowskiego. Pisał o tym później Marek Jan Chodakiewicz. To już jednak zupełnie inna historia. (…) Po odzyskaniu przez Polskę suwerenności działalność i książka Rafała Gan-Ganowicza stały się legendą. Pierwszy program TVP pod presją znacznej grupy parlamentarzystów pokazał film Piotra Zarębskiego. Film, który kolaudanci zamierzali skazać na zapomnienie. Do tej emisji przyczynił się też artykuł Andrzeja Rafała Potockiego pt. »Kto boi się Rafała Gan-Ganowicza?«”.

Już od siebie tu dodam. Iż Rafał Gan-Ganowicz był – jeśli to tak można określić – jakby wcieleniem woli walki oraz także poczucia, że za rogiem czai się groźny dla naszej cywilizacji wróg! Wracając myślami do jego ostrzeżeń i wypowiedzi, doszedłem do przekonania, że właśnie teraz ochotniczy legion szybkiej interwencji jest dziejową koniecznością. Wszak demokratyczne kraje natrafiają na trudności natury wewnątrz-politycznej, gdy chodzi o wysyłkę ich regularnych wojsk na niebezpieczne i dalekie fronty! Skutkiem tego jest to, że mógł powstać diabelnie groźny fanatyczny Kalifat Iraku i Lewantu. Ten fakt wyraźnie też świadczy o lekkomyślności zachodnich mężów stanu. Pozwolili oni na narodzenie się i ugruntowanie tego, obecnie bogatego w kilka miliardów dolarów, CENTRUM TERRORYZMU, CHCĄCEGO ZNISZCZYĆ NASZĄ CYWILIZACJĘ. Trzeba energicznie zainterweniować, póki czas, przy pomocy wojsk lądowych w Iraku, Syrii, Libii, itd. Spece od problemów terroryzmu świetnie wiedzą, że z dnia na dzień bardziej niebezpieczne się staje istnienie tego Kalifatu, owej bazy wypadowej terroryzmu! W związku w tym wyraźnie – mimo braku zdolności przewidywania jaki cechuje wielu polityków krajów Zachodu i, powiedziałbym, niekiedy dzięki ich nieodpowiedzialności – koncepcja takiego ochotniczego świetnie wyszkolonego legionu szybkiej interwencji, znajduje teraz sporą liczbę zwolenników!!!

*

CHARLES PASQUA

18.04.1927 – 29.06.2015

Przed  chwilą dowiedziałem się, iż wczoraj  zmarł  w wieku 88 lat lat Charles Pasqua, czołowy gaullistowski mąż stanu. Zabrał go nagły atak serca!!  Tak, z sercem bywają takie „niespodzianki!” Jeszcze  30 maja br.  Pasqua w dość dobrej formie brał  udział w kongresie, w czasie którego partia UMP przyjęła nową nazwę, nazwę „Republikanie”!

Ten były francuski minister spraw  wewnętrznych był wielkim przyjacielem Polski i Polaków. Nam emigrantom politycznym wiele pomagał, wspierał bój o suwerenność naszego kraju!!!

Nie pamiętam dokładnej daty, ale w okresie  walki „Solidarności”  z reżimem PRL Pasqua odwiedził nasze paryskie studio  RWE przy 20 avenue Rapp. Nagrałem krótką rozmowę z nim, w której dał mocno wyraz swej solidarności z „Solidarnością”.  Na zakończenie, ten z pochodzenia Korsykańczyk, wychowany  w kulcie Napoleona, zaśpiewał przed mikrofonem jakąś piosenkę o polskich żołnierzach  napoleońskiej armii!!! Jak sobie przypominam, pod nagraniu  tej audycji, zaprosiłem go  i  towarzyszą mu z urzędu damę z francuskiego  MSW, bardzo dla naszych emigracyjnych spraw zasłużoną, osobę w randze podprefekta, Francuzkę polskiego pochodzenia  do naszego „sztabowego” lokalu – do  restauracji, którą mój kolega Andrzej Mietkowski nazywał, ze względu na bardzo specjalne świetne omlety, „OMLETEM”!!

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.