2015-07-10
Dr hab. Aleksander Woźny, historyk wojen, wojskowości i wywiadów, już zareagował na mój wczorajszy dziennik! Ten tak zasłużony badacz „e-mailuje” mi, iż „zarządzone przez Generalnego Inspektora Wojska Polskiego Studium Niemcy wskazywało, że Wehrmacht będzie gotowy do wojny w roku 1941, ze swej strony WP miało nadzieję móc zmniejszyć do tego czasu swój dystans technologiczny”… Ów wybitny naukowiec dodaje, że, jak wiemy, Hitler zdecydował się wojnę rozpętać wcześniej! Dlaczego podjął taką decyzję? „Bo znalazł kompana w osobie Stalina”. Wiedzieli, że wspólnie szybko skończą z Polską i się nią podzielą!!
Gdy chodzi o mnie – to rzecz jasna nie mam dostępu do archiwów z tamtej epoki. Pamiętam jednak sprzed lat długie dyskusje, w salonie naszego mieszkania przy 174 rue de l’Universite, w salonie naszej emigracyjnej „Ambasady Wolnej Polski”! Pamiętam też moje rozmowy z pułkownikiem Stanisławem Gano i z kapitanem Ryszardem Wragą. Niestety, jakoś tak się złożyło, że nie miałem okazji rozmawiać z ambasadorem Wacławem Grzybowskim, choć ten „za moich paryskich czasów” przebywał w stolicy Francji i tu zmarł dopiero w 1959 r.
Co do dyskusji przy 174 rue de l’Universite, to, jak sobie przypominam, brał w nich udział Tadeusz Parczewski (słynny Totuś), wówczas dziennikarz oraz współpracownik mego ojca, radca „Ambasady Wolnej Polski” (ojciec mój zawsze o tym swym czołowym współpracowniku mówił: „radca Parczewski”). Totuś przed wojną był pracownikiem naszego MSZ-tu przydzielonym do placówek (konsularnych?) na terenie ZSRR, był też wtedy jakoś związany z naszą „Dwójką”… Jak sobie przypominam, Totuś kiedyś, w czasie jednej z naszych dyskusji stwierdził, że ambasador Grzybowski, człowiek skądinąd inteligentny, dał się „sowieciarzom skołować, uległ zręcznej dezinformacji i nie dostrzegł co naprawdę oznacza pakt Ribbentrop-Mołotow”. Zdaniem Parczewskiego, w przeciwieństwie do Grzybowskiego i do Becka, polscy „dwójkarze” czuli pismo nosem, spodziewali się, że Stalin zada nam cios w plecy!
Jak już pisałem w swym dzienniku, np. 16 lutego br., kapitan Jerzy Niezbrzycki („Ryszard Wraga”), b. szef wydziału wschodniego naszej „Dwójki” (który, jak pamiętam, kiedyś w Paryżu zaprosił mnie na świetny lunch) dużo lepiej od Grzybowskiego oceniał grę sowiecką (czym wyraźnie się szczycił)! „Wraga” uważał jednak na ich wytłumaczenie, że Grzybowski i Beck padli ofiarą genialnej zdolności Stalina i jego kliki do dezinformacji: do tak zwanej podwójnej gry (czego przykładem była m.in. słynna „operacja Trust”) – do „azefizmu” (Jewno Fiszelewicz Azef, ur. w 1869, zm. 1918 – zamachowiec, szef organizacji bojowej Eserów a równocześnie agent carskiej Ochany)… Na marginesie tych uwag odnotuję, że u podstaw długoletniego konfliktu Wragi z niegdyś mu bliskim Jerzym Giedroyciem leżała właśnie owa „wragowska” obsesja „azefizmu”, gry podwójnej. Otóż Wraga wyobraził sobie, iż Czesław Miłosz prosząc w Paryżu w 1951 roku o azyl polityczny był „zdalnie kierowany przez SB”. W wyniku takiej teorii Wragi Czesław Miłosz nie mógł przez ładnych kilka lat uzyskać wizy do USA, gdzie przebywała jego rodzina. Dopiero w obliczu sukcesu wyraźnie antysowieckich, na poły genialnych tekstów, takich jak „Zniewolony umysł”, władze USA zmieniły stanowisko…
Ponieważ chcę przekazać jak najwięcej nawet z pozoru drobnych danych, nadmienię, iż w Paryżu w latach powojennych Wraga i Totuś Parczewski z początku współpracowali, później jednak Wraga zaczął Totusia dość ostro zwalczać, jako nieostrożnego w kontaktach…
Z kolei wspomnę, że pułkownik Stanisław Gano (w 1964 roku mianowany przez naczelnego wodza Władysława Andersa generałem, w latach 1953-1954 mieszkał w Paryżu przy rue de Laos. Wówczas go widywałem. Jedno sobie niedawno przypomniałem. Gano, podobnie jak jego podkomendny z czasu wojny (szef sieci F2), a później pracodawca w Maroku – pułkownik Leon Śliwinski, chętnie podkreślał, że polski wywiad miał realistyczne spojrzenie na rzeczywistość. Bieda była tylko w tym, że polscy (i nie tylko polscy) politycy zawsze wiedzą lepiej. Tak, jak np. Beck, Marszałek Rydz-Śmigły i inni nie brali swego czasu na serio ostrzeżeń pułkownika Antoniego Szymańskiego. Nota bene Szymański przebywał w latach 1945-1948 w Paryżu jako attaché wojskowy przy ambasadzie mego ojca oraz szef misji likwidacyjnej we Francji polskich zbrojnych. Zastępcą Szymańskiego, wiceszefem misji był ppłk Marian Czarnecki, później prezes SPK Francja i pracownik RWE, oraz przedstawiciel Generała Władysława Andersa przy dowództwie francuskiej armii. W pewnym okresie rozwijała się np. współpraca szkoleniowa – francuskie wojsko w tajemnicy doszkalało na wypadek wojny z bolszewikami oficerów związanych z siatką militarną Andersa, w tym młodych oficerów którzy skończyli 3-letni tajny kurs organizacji „Pogoń” .To brygadowe koło założył w 1949 roku (centrala w Anglii) pułkownik, a od 1966 roku z nominacji prezydenta Augusta Zaleskiego generał, Zygmunt Czarnecki (nie mylić z Marianem Cz.), który w 1967 roku popadł w konflikt z generałem Andersem, właśnie ze względu na współpracę z tak zwanym „Zamkiem”, to jest z grupą Zaleskiego… O tej akcji formowania oficerów wspomina w swej książce pt. „Kondotierzy” Rafał Gan-Ganowicz, który patent podporucznika otrzymał od generała Władysława Andersa, który przeszedł wszystkie te szkolenia militarne…
Ale pora, bym powrócił do właściwego tematu i zaznaczył, że mój ojciec, który w latach 1942-1943 zasiadał w Londynie w jakiejś między-alianckiej komisji do spraw wywiadu, nieraz podkreślał, że polski wywiad mający szeroką gamę wysoce inteligentnych, ochotniczych współpracowników – dostarczał wiele wysokiej klasy informacji, Np nasz wywiad w Szwajcarii (w tym, jeśli czegoś po latach nie pomyliłem, żona płk. Antoniego Szymańskiego?) miał jakieś wielkiej wagi „kontakty na Niemcy”. A nasz wywiad w Portugalii mial kolosalne osiągnięcia – pułkownik Jan Kowalewski i b. wiceminister „Jach” Szembek, mieli poufne kontakty z przedstawicielstwami dyplomatycznymi państw, będących w sojuszu z Niemcami (Węgry, Rumunia, Bułgaria??) i uzyskiwali od nich cenne informacje. Duże zasługi w działalności wywiadowczej w Portugalii położyła też Róża z Sobańskich primo voto Chłapowska, secundo voto Orłowska… Miała ona ponoć bezcenne kontakty z arystokracją portugalską i hiszpańską, to jest z obywatelami krajów neutralnych, mogącymi np. jeździć do (okupowanego} Paryża, czy też do Niemiec, nawet do Polski, gdzie Hiszpania Generała Franco miała przedstawiciela (?), księcia Parcentu. Do tego pewna liczba hiszpańskich arystokratów służyła w ochotniczej dywizji Azul (front wschodni) i krytycznie oceniała zbrodnicze postępowanie hitlerowców w Rosji i Polsce.
