Dzienniki Morawskiego (21)235 min czytania

()

2015-05-30

Profesor dr hab. Aleksander Woźny nawiązuje do niedawnych odcinków mego dziennika, w których mowa była o Józefie Czapskim i uwydatnia to, że dla niego, jako historyka, wielkie znaczenie ma między innymi fakt, iż ów koronny świadek przekazał nam swe, tak obiektywne i dociekliwe, spojrzenie na „NIELUDZKĄ ZIEMIĘ”!!

Inny czytelnik wyraża w kolei przekonanie, że niestety Czapski, człowiek o tak wielkim wkładzie w naszą kulturę, genialny malarz, pisarz, obserwator ale i człowiek czynu, który tak walnie dopomógł Jerzemu Giedroyciowi w powołaniu do życia całego ośrodka „Kultury” – nadal w Polsce jest jednak za mało znany, jakby niedoceniony? Ów „nie chcący wdawać się w polemiki” czytelnik zaznacza także, że w jego pojęciu „polska krytyka i nasi muzealnicy” nie zdają sobie do końca sprawy, że „Czapski to jeden z najbardziej godnych uwagi malarzy współczesnego świata”.

Na takie dictum odpowiem, że tak ważne w polskim życiu intelektualnym środowisko „Zeszytów Literackich” dobrze orientuje się, jak wielką, unikalną wagę ma  w naszej historii i w dziejach naszej myśli całokształt postaci Czapskiego oraz jak ogromne jest znaczenie jego malarstwa, jego malarska wizja ludzi i świata. W tej dziedzinie odsyłam do, w mym pojęciu niesamowitej wagi książki, do książki Wojciecha Karpińskiego pt.: „Portret Czapskiego” (wydawcy: Wydawnictwo Dolnośląskie; wznowienie: Fundacja Zeszytów Literackich).

Co do roli Czapskiego w powstaniu i w pierwszych latach życia ośrodka „Kultury”, to rzecz jasna, by stała się ona kluczową. Ale zacznijmy od początku. Już na Bliskim Wschodzie Czapski, jeśli to tak można określić, „za uszy” wyciągnął Jerzego Giedroycia z „brygady”, wciągnął do pracy na odcinku propagandowo-kulturalnym II Korpusu! No i, co istotne, przełamał falę obrzydliwych ataków godzących od czasów rumuńskich w tego, jak mawiał J.C., na poły genialnego, „mającego dzień w dzień świetne pomysły” człowieka. (gwoli dokładności odnotuję tu, że do odparcia owych absurdalnych zarzutów bardzo istotnie przyczynił się też ambasador Roger Raczyński). Giedroyc, w momencie, gdy stał się oficerem prasowo-wychowawczym II Korpusu – znalazł się w pozycji, która pozwoliła mu zaraz po wojnie powołać do życia „Kulturę”. Rzecz jasna, w owych narodzinach Instytutu Literackiego Józef Czapski odegrał kluczową rolę. Także niewątpliwe ze względu na to, że Czapski był przedstawicielem II Korpusu w Paryżu i już z lat przedwojennych miał tu wiele kontaktów – „Kultura” z Włoch przeniosła się nie do Anglii, lecz do Francji. O ile pamięć mnie nie myli, pierwszy dom w Maisons-Laffitte na siedzibę „Kultury” „naraił” Giedroyciowi siostrzeniec Czapskiego, Jerzy Łubieński.

Ale co najważniejsze, to to, iż całe „rozkręcenie” „Kultury”, jej błyskawiczne wypłynięcie „na szerokie wody”, jak dobrze pamiętam, opierało się w dużej mierze na mocnej pozycji i wpływach Czapskiego, który z wielkim powodzeniem grał też rolę wielkiego kwestarza. Trzeba też wiedzieć, że w owych, zaraz powojennych latach, wpływy komunistów, ich „towarzyszy drogi” i wpływy sowieckie we Francji – były bardzo znaczne. Tak więc fakt, że Czapski miał dostęp do sfer kierowniczych tego kraju, miał duże znaczenie. Wielką rolę grały tu także mocne związki Czapskiego z francuską kulturą i środowiskami intelektualnymi Paryża. Umiał sobie radzić z kampaniami pochodzących z wiadomych źródeł oszczerstw, godzących w „Kulturę”.

Gdy chodzi o zdolności kwestarskie Czapskiego, to odegrały one wręcz kluczową rolę w połowie lat  pięćdziesiątych, gdy trzeba było znaleźć 10 milionów franków na zakup nowego domu w Maisons-Laffitte.

Podkreślę raz jeszcze jedno! W pierwszym latach powojennych Giedroyc, by móc działać i „dialogować” ze „światem zachodnim”, całkowicie opierał się na Czapskim. Dopiero po pewnym czasie sam uzyskał pewien autorytet i stał się bardziej samodzielnym rozmówcą z ludźmi Zachodu dla „Kultury” ważnych. Pewną rolę odgrywał też w tym fakt, że Czapski z czasem zaczął zabiegać o to, by móc bez reszty poświęcić się malarstwu. Ale długo niektóre, szczególnie kluczowe kontakty, np., lecz nie tylko z Andre Malraux czy z Jean Laloy z francuskiego MSZ – pozostały „w gestii Czapskiego”.

Przed laty mawiałem, że Giedroyc był bardzo polskim, na poły genialnym, mistrzem walki i czynu. Czapski – co też istotne – człowiek czynu, ma wymiar bardziej uniwersalny, też dogłębnie polski, ale równocześnie i kosmopolityczny, mocno zakorzeniony także np. w kulturze francuskiej. Dziś już przestałem używać takich sformułowań, zawsze jednak w pewnej mierze, powtarzam: w pewnej mierze, nieco uproszczonych…

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.